Power Cut
Ekran przede mną nagle zgasł. Światło też. Po chwili zaczęły się otwierać sąsiednie drzwi. Z korytarza dochodziły głosy: "Man, you've got the same?", "Oh man, we're fucked up". Wyszedłem, żeby zorientować się w sytuacji. Zapalone było na awaryjne oświetlenie. Ktoś powiedział: "Wojtek, do something about it!". Niestety nic się zrobić nie dało. Z wyższych pięter dochodziły odgłosy zamieszania i chaotycznych rozmów. A w tle ciągle przebijało się delikatne, ale uporczywe pikanie sygnału awaryjnego. Postanowiłem skorzystać jeszcze z ostatnich promieni światła i skończyć zaczęty rozdział.
W międzyczasie zaczęły schodzić się wieści. W całej okolicy poprzewracało drzewa tak, że drogi są ledwo przejezdne. Jedno duże drzewo przewróciło się w poprzek wjazdu na teren akademika. Inne spadło na samochód jednego z profesorów. Wiatr tak trzasnął otwartym oknem, że wybiło szybę. Linie wysokiego napięcia zostały w niektórych miejscach zerwane.
Miałem mieć wykład, ale coś mi mówiło, że zostanie odwołany. Tak też się stało.
W międzyczasie obejrzałem z sąsiadami jakiś serial komediowy, wyciskając z laptopa resztki baterii. Miałem przecież wymówkę, żeby nic nie robić - nie było prądu.
Za oknami powoli zapadał zmierzch. Gwar raz jeszcze wypełnił korytarze. Cały akademik jakby ożył, ludzie z plecakami i torbami wyprowadzali się na jedną noc do znajomych mieszkających w Zamczysku. Korytarze pustoszały, a ja i grupka dziewczyn zostaliśmy z kilkoma świeczkami w pokoju na piętrze. Świece rozjaśniły pomieszczenie, ale w kątach pozostały cienie od drgających świateł. Wiatr wciskał się przez nieszczelne okna i igrał z lichym płomieniem. Za drzwiami było już zupełnie cicho. I zupełnie ciemno.
Nie czekaliśmy długo. Wystarczyło 5 minut, żeby ktoś zaczął opowiadać niepokojące historie. Pardis opowiadała nam swoje dzieciństwo, kiedy panicznie bała się prawie wszystkiego - ciemności, iluzorycznych postaci, które uważała za prawdziwe a nawet własnego cienia. Ktoś inny mówił o tym, co czasem zdarza się ludziom we śnie - budzą się, ale nie mogą się poruszyć. Widzą tylko postać, która powoli się do nich przybliża, siada i przygniata do ziemi. Jej ręce powoli wyciągają się w kierunku szyi nieszczęśnika, żeby zacząć go dusić...
Po 2 godzinach musiałem wyjść z przytulnego ciepła świec w samotną ciemność korytarza.Przez chwilę próbowałem sobie wyobrazić jak to jest widzieć różne rzeczy...przeszedł mnie dreszcz i przepędziłem tę myśl. Zamykałem już pokój, kiedy nagle oślepiło mnie światło - wszystko wróciło do normy, a niezwykły nastrój prysł równie szybko, jak się pojawił.
W międzyczasie zaczęły schodzić się wieści. W całej okolicy poprzewracało drzewa tak, że drogi są ledwo przejezdne. Jedno duże drzewo przewróciło się w poprzek wjazdu na teren akademika. Inne spadło na samochód jednego z profesorów. Wiatr tak trzasnął otwartym oknem, że wybiło szybę. Linie wysokiego napięcia zostały w niektórych miejscach zerwane.
Miałem mieć wykład, ale coś mi mówiło, że zostanie odwołany. Tak też się stało.
W międzyczasie obejrzałem z sąsiadami jakiś serial komediowy, wyciskając z laptopa resztki baterii. Miałem przecież wymówkę, żeby nic nie robić - nie było prądu.
Za oknami powoli zapadał zmierzch. Gwar raz jeszcze wypełnił korytarze. Cały akademik jakby ożył, ludzie z plecakami i torbami wyprowadzali się na jedną noc do znajomych mieszkających w Zamczysku. Korytarze pustoszały, a ja i grupka dziewczyn zostaliśmy z kilkoma świeczkami w pokoju na piętrze. Świece rozjaśniły pomieszczenie, ale w kątach pozostały cienie od drgających świateł. Wiatr wciskał się przez nieszczelne okna i igrał z lichym płomieniem. Za drzwiami było już zupełnie cicho. I zupełnie ciemno.
Nie czekaliśmy długo. Wystarczyło 5 minut, żeby ktoś zaczął opowiadać niepokojące historie. Pardis opowiadała nam swoje dzieciństwo, kiedy panicznie bała się prawie wszystkiego - ciemności, iluzorycznych postaci, które uważała za prawdziwe a nawet własnego cienia. Ktoś inny mówił o tym, co czasem zdarza się ludziom we śnie - budzą się, ale nie mogą się poruszyć. Widzą tylko postać, która powoli się do nich przybliża, siada i przygniata do ziemi. Jej ręce powoli wyciągają się w kierunku szyi nieszczęśnika, żeby zacząć go dusić...
Po 2 godzinach musiałem wyjść z przytulnego ciepła świec w samotną ciemność korytarza.Przez chwilę próbowałem sobie wyobrazić jak to jest widzieć różne rzeczy...przeszedł mnie dreszcz i przepędziłem tę myśl. Zamykałem już pokój, kiedy nagle oślepiło mnie światło - wszystko wróciło do normy, a niezwykły nastrój prysł równie szybko, jak się pojawił.

0 Comments:
Prześlij komentarz
<< Home