The Conquest of England

Relacje z frontu na Wyspach.

Nazwa:
Lokalizacja: Poland

środa, stycznia 24, 2007

Dzień 89 - czwartek

To, o czym napiszę nie jest pewnie niczym nowym dla osób znających studenckie realia. Nie raz zapewne zdarzyło wam się pojawić na wykładzie, którego właściwie mogłoby nie być. Nie raz zdarzyło wam się zastanawiać: "co ja tu właściwie robię?", kiedy tam na zewnątrz świat, przyjaciele, słońce i radość, a tu - nic, po prostu nic.

Wiecie zatem jak się czułem na czwartkowej matematyce, moim jedynym porannym wykładzie, który okazał się powtórką...

Dzień rozwijał się w sposób bardziej nieprzewidywany niż zwykle.

Około 13 usłyszałem chrobot klucza w zamku. Było to o tyle dziwne, że moje klucze leżały tuż pod ręką, na biurku. Po chwili w drzwiach ukazał się James - nieco zdezorientowany i rozczochrany. Spojrzał na mnie ze zdziwieniem, błysk zrozumienia rozjaśnił jego źrenice i wychodząc pośpiesznie wymamrotał przeprosiny i że jest zmęczony i nie myśli, bo wczoraj trochę za dużo wypił i że go bolała głowa...

Niespełna godzinę nastąpiło niespodziewanie "power cut" (--> ..:://Power Cut::\\..) .

Wieczorem podczas treningu ćwiczyła ze mną pani nieco starsza. Jak to zwykle w sztukach walki bywa, zdarza się od czasu do czasu źle zablokować czy spóźnić z unikiem. Słowem - oberwać. Nie mocno, ale na tyle, żeby się skupić na dalszym treningu. Otóż, pani oberwała. Lekko, nieznacznie. Pytałem, czy wszystko w porządku i że przepraszam, ale jej "ok" było jakieś takie...jadowite. Przyszedł Chris i też zapytał co się stało. Potem powiedział, żebym był trochę ostrożniejszy na przyszłość. Z twarzy można było jednak wyczytać coś zgoła innego...jego dziewczyna powiedziała mi potem, że mam się zupełnie nie przejmować tym incydentem...