Dzień 84 - sobota
Lotnisko nocą jest zupełnie inne. Wszystko cichnie i uspokaja się – jak gdyby ten wielki, gwarny ul szedł spać. Orkiestra świąteczna grała niestety tylko do północy – potem atmosfera zrobiła się senna. Zjadłem jeszcze przygotowany wcześniej ryż na słodko i śladem innych podróżników przeszedłem stan spoczynku. Śpiąc w półgodzinnych odstępach między zmianą pozycji na sztywnym fotelu dotrwałem do piątej. Potem co 10 minut szedłem sprawdzić, czy zaczęło się już nadawanie bagażu. Po pół godzinie nadeszła upragniona chwila, kiedy przy napisie Poznań zaczął na zielono migać znak bagażu. Chwilę później cały sens nocnego oczekiwania i porannego czuwania został zniszczony. Pani wręczyła mi talon na
W tej chwili jest 7.45. Miałem wylatywać do Polski. Cóż, powroty do korzeni są, jak widać, najtrudniejsze.

0 Comments:
Prześlij komentarz
<< Home