Dzień 90 - piątek
Jak różny był dzisiejszy dzień! Ileż w nim przypadku, sprzeczności i przeplatających się zaskoczeń i rozczarowań!
Wykład, który samym tytułem odstręczał, okazał się być tyle kontrowersyjny, co intrygujący. "Economics of family". Z jednej strony porażało, jak można warunkować liczbę małżeństw polityką podatkową, z drugiej opowiadało o rzeczach naturalnych, choć często pomijanych milczeniem: stan majątkowy a liczba dzieci, powód, dla którego mężczyzna pracuje z kobieta zostaje w domu, przyczyny dla których większość rozwodów dotyczy ludzi bogatszych bardziej niż biednych. "Marriage is all about money"...
Po obiedzie piątkowym - Fish'n'chips- przyszedł czas na hiszpański. Adrian Vega wszedł i zaczął mówić po hiszpańsku. Tak po prostu. Wymieniliśmy zdziwione spojrzenia i częściowo na migi doszliśmy do sensu jego wypowiedzi. Zapowiada się ciekawie...co więcej, byłem zaskoczony i zasmucony jednocześnie - wiele słów, które się pojawiło, znałem, ale przez święta zapomniałem. Ale i tak jest fajnie!
Wieczorem kupiłem sok i ciasteczka i wyruszyłem na Erasmusową imprezę. Jose miał przechwycić mnie przed wejściem do teren uczelni. Byłem tam o 20.00, bo wtedy tez miała zacząć się impreza, ale pamiętając o jego "hiszpańskości" cierpliwie przeczekałem kolejne 10 minut. Później zacząłem się przechadzać po okolicy i przypadkowo znalazłem miejsce, gdzie miała się odbywać impreza. Na drzwiach wisiała kartka - "Erasmus Society Meeting: 20.30". Upłynęło kolejne 15 minut, zegar na wieży uczelnianej wskazał dwudziestą trzydzieści, ale nikt się nie pojawił. Po następnych 20 minutach nadal byłem jedyną osobą w sali...straciłem cierpliwość i rozczarowany wróciłem do pokoju, myśląc po drodze, jak sobie zrekompensować zawiedzione nadzieje na rozrywkowy wieczór.
Rozwiązanie znalazło się samo - film o ataku 11 września, gorąco polecany przez Asifa. W międzyczasie przyszła jeszcze Benedine i razem oglądaliśmy wstrząsające fakty o World Trade Centre. Nie była to żadna teoria spiskowa, a jedynie analiza tego, co miliony ludzi, zapewne nie dość uważnie, oglądały na ekranach telewizorów i słuchały w radiu...zainteresowanych chętnie pokieruję do źródła.
W międzyczasie przyszedł czas kolacji. Jako że dawno nie gotowałem oraz chciałem uprzyjemnić sobie ten wieczór, postanowiłem zrobić racuchy. Dlaczego właśnie racuchy? Ktoś życzliwy przysłał mi przepis na placki z jabłkami, ale jabłek akurat nie miałem...dość powiedzieć, że zarówno ciasto jak i efekt końcowy wyszły jak u mamy. Smakowały mi, smakowały Benedine, smakowały nawet Wan Yung, która w tym czasie przyszła z pracy. Pracuje bowiem jako barmanka w Medicine, studenkim pubie.
Benedine poszła potem do pokoju, Wan Yung zaś pozostała i porozmawialiśmy sobie co nieco o Malezji. Z pomocą Wikipedii powędrowaliśmy do przeogromnych malezyjskich centrów handlowych, a potem w święte miejsca hindusów i najwyższe bliźniacze wieże świata. Nawet nie zauważyliśmy, jak szybko płynął czas...
Wykład, który samym tytułem odstręczał, okazał się być tyle kontrowersyjny, co intrygujący. "Economics of family". Z jednej strony porażało, jak można warunkować liczbę małżeństw polityką podatkową, z drugiej opowiadało o rzeczach naturalnych, choć często pomijanych milczeniem: stan majątkowy a liczba dzieci, powód, dla którego mężczyzna pracuje z kobieta zostaje w domu, przyczyny dla których większość rozwodów dotyczy ludzi bogatszych bardziej niż biednych. "Marriage is all about money"...
Po obiedzie piątkowym - Fish'n'chips- przyszedł czas na hiszpański. Adrian Vega wszedł i zaczął mówić po hiszpańsku. Tak po prostu. Wymieniliśmy zdziwione spojrzenia i częściowo na migi doszliśmy do sensu jego wypowiedzi. Zapowiada się ciekawie...co więcej, byłem zaskoczony i zasmucony jednocześnie - wiele słów, które się pojawiło, znałem, ale przez święta zapomniałem. Ale i tak jest fajnie!
Wieczorem kupiłem sok i ciasteczka i wyruszyłem na Erasmusową imprezę. Jose miał przechwycić mnie przed wejściem do teren uczelni. Byłem tam o 20.00, bo wtedy tez miała zacząć się impreza, ale pamiętając o jego "hiszpańskości" cierpliwie przeczekałem kolejne 10 minut. Później zacząłem się przechadzać po okolicy i przypadkowo znalazłem miejsce, gdzie miała się odbywać impreza. Na drzwiach wisiała kartka - "Erasmus Society Meeting: 20.30". Upłynęło kolejne 15 minut, zegar na wieży uczelnianej wskazał dwudziestą trzydzieści, ale nikt się nie pojawił. Po następnych 20 minutach nadal byłem jedyną osobą w sali...straciłem cierpliwość i rozczarowany wróciłem do pokoju, myśląc po drodze, jak sobie zrekompensować zawiedzione nadzieje na rozrywkowy wieczór.
Rozwiązanie znalazło się samo - film o ataku 11 września, gorąco polecany przez Asifa. W międzyczasie przyszła jeszcze Benedine i razem oglądaliśmy wstrząsające fakty o World Trade Centre. Nie była to żadna teoria spiskowa, a jedynie analiza tego, co miliony ludzi, zapewne nie dość uważnie, oglądały na ekranach telewizorów i słuchały w radiu...zainteresowanych chętnie pokieruję do źródła.
W międzyczasie przyszedł czas kolacji. Jako że dawno nie gotowałem oraz chciałem uprzyjemnić sobie ten wieczór, postanowiłem zrobić racuchy. Dlaczego właśnie racuchy? Ktoś życzliwy przysłał mi przepis na placki z jabłkami, ale jabłek akurat nie miałem...dość powiedzieć, że zarówno ciasto jak i efekt końcowy wyszły jak u mamy. Smakowały mi, smakowały Benedine, smakowały nawet Wan Yung, która w tym czasie przyszła z pracy. Pracuje bowiem jako barmanka w Medicine, studenkim pubie.
Benedine poszła potem do pokoju, Wan Yung zaś pozostała i porozmawialiśmy sobie co nieco o Malezji. Z pomocą Wikipedii powędrowaliśmy do przeogromnych malezyjskich centrów handlowych, a potem w święte miejsca hindusów i najwyższe bliźniacze wieże świata. Nawet nie zauważyliśmy, jak szybko płynął czas...

2 Comments:
jakie to źródło? (WTC)
Źródło:
http://video.google.com/videoplay?docid=-7143212690219513043
http://video.google.com/videoplay?docid=-999558027849894376
http://video.google.com/videoplay?docid=1162851149755261569
I jako epilog:
http://video.google.com/videoplay?docid=7866929448192753501&q=loose+change
Prześlij komentarz
<< Home