Dzień 83 - piątek
Ale przynajmniej obiad był – jak co tydzień – przyjemną częścią dnia. Dałem Costanzy i Saszy kartkę świąteczną (pozostałe 10 dostarczyłem rano sąsiadom przez ogromne szpary, jakie mamy we wszystkich drzwiach).
Po południu zacząłem się pakować. Zajęło mi to chyba półtorej godziny, bo połączone było ze świątecznym sprzątaniem. W końcu udało mi się zamknąć walizkę i plecak. Pożyczyłem od Fanny wagę i z niepokojem postawiłem na niej plecak.
Na deser znów była kuchnia malezyjska. Tym razem były to Mung Beans (coś a la soczewica) ugotowane w słodkiej wodzie. Całkiem smaczne to było. Mam wrażenie, że jeszcze pół roku i będę mógł otworzyć w Polsce lokal z kuchnią orientalną…
Później przekazałem dziewczynom resztki zapasów z lodówki – pasztet, kabanosy i trochę serka Tartare. Zbliżają się święta, niech mają trochę dobrego jedzenia…
Wyruszyłem w podróż powrotną o 19.30. Może to trochę za wcześnie, ale w obliczu całej nocy na lotnisku jedna godzina i tak niknie…

0 Comments:
Prześlij komentarz
<< Home