The Conquest of England

Relacje z frontu na Wyspach.

Nazwa:
Lokalizacja: Poland

poniedziałek, grudnia 18, 2006

Dzień 83 - piątek

Dziś ostatni wykład w tym roku. Nie chciałem się na niego spóźnić, a że jak zwykle wyszedłem ciut za późno, to drogę na zajęcia pokonałem truchtem. Na próżno. Kiedy o 11.00, wraz z dzwonem wieży zegarowej przestąpiłem próg uniwersytetu, zobaczyłem studentów gromadzących się wokół sali wykładowej. Tylko że zamiast wchodzić, wszyscy oni wychodzili. Wykład odwołano.

Ale przynajmniej obiad był – jak co tydzień – przyjemną częścią dnia. Dałem Costanzy i Saszy kartkę świąteczną (pozostałe 10 dostarczyłem rano sąsiadom przez ogromne szpary, jakie mamy we wszystkich drzwiach).

Po południu zacząłem się pakować. Zajęło mi to chyba półtorej godziny, bo połączone było ze świątecznym sprzątaniem. W końcu udało mi się zamknąć walizkę i plecak. Pożyczyłem od Fanny wagę i z niepokojem postawiłem na niej plecak. 9 kg. Z walizką nie było już tak łatwo. Wskaźnik zatrzymał się na 24 kilogramach. Paczka słodyczy powędrowała do bagażu podręcznego, a książka ekonomiczna – na stos rzeczy niepotrzebnych.

Na deser znów była kuchnia malezyjska. Tym razem były to Mung Beans (coś a la soczewica) ugotowane w słodkiej wodzie. Całkiem smaczne to było. Mam wrażenie, że jeszcze pół roku i będę mógł otworzyć w Polsce lokal z kuchnią orientalną…

Później przekazałem dziewczynom resztki zapasów z lodówki – pasztet, kabanosy i trochę serka Tartare. Zbliżają się święta, niech mają trochę dobrego jedzenia…

Wyruszyłem w podróż powrotną o 19.30. Może to trochę za wcześnie, ale w obliczu całej nocy na lotnisku jedna godzina i tak niknie…