Dzień 142 - wtorek
Na chińskim targu, który co wtorek odbywa się w budynku samorządu, kupiłem dziś wysuszony korzeń lotosu. Wan Yung powiedziała, że można z tego zrobić zupę.

Wieczorem, spragniony orientalnych smaków, zacząłem przyrządzać wywar. Na opakowaniu instrukcja była w chińskich znaczkach, więc zdałem się na intucję. Benedine radziła, żeby gotować tak długo, aż będzie miękkie.
Tak, jak średiowieczny alchemik biedził się, by znaleźć kamień filozoficzny, tak ja kombinowałem, jak uczynić korzeń lotosu miękkim. Po pół godzinie gotowania wciąż był twardy jak kalarepa, więc pokroiłem go na kawałki. Kolejne pół godziny w bulgoczącej wodzie nie przyniosło prawie żadnej zmiany.
W końcu byłem zbyt głodny, żeby czekać dłużej. Końcowy efekt wyglądał tak:

2 Comments:
A jak smakował? :P
hej wojtek nadal wytrwale czytam :D
Prześlij komentarz
<< Home