Dzień 137 - czwartek
Wykład ze statystyki, który zabija moje przedpołudnia, był – wyjątkowo – ciekawy. No bo nie codziennie uczą przecież, jak przewidywać przyszłość albo odkrywać rzeczy ukryte. A tutaj okazuje się, że to właściwie bardzo proste: zbieramy trochę informacji, dodajemy, podstawiamy, dzielimy i już gotowe – linia regresji pokazuje nam współzależność skutków i przyczyn.
Podczas obiadu okazało się, że przygotowanie ryby z miodem jest prostsze aniżeli podaje to większość książek kucharskich. Po prostu podgrzewamy rybkę i polewamy ją miodem. Smakuje świetnie.
Wykład popołudniowy (Economic Philosophy) tym razem trwał tylko 50 minut, bo Jeff miał wezwanie na policję. Nikogo właściwie nie zdziwiło, że 80% zeszło na dygresje i omawianie motywacji podjęcia studiów. Ale przynajmniej było ciekawie.
Zaraz potem rozgrywały się wybory do Investment Club na przyszły rok. Razem z Iulianną myśleliśmy sobie, żeby razem przejąć stery nad sektorem międzynarodowym. Na miejscu okazało się niestety, że jest jeszcze ten trzeci i nasze plany rozdania stołków między sobie runęły. Wiedziałem o nim, że jest bardzo liczy na przejęcie sektora, zapewne z tytułu korzyści, jakie to ze sobą niesie (wpis do CV). Wiedziałem też, że chociaż nie był zbyt dokładny i sumienny przy odrabianiu cotygodniowych raportów, to teraz gra dla niego ma zbyt wysoką stawkę. Wystarczyło, że zamieniłem z nim kilka słów, żeby okazało się, jak bardzo zależy mu na tej pozycji. Chwila zawahania, potyczka z własną ambicją i dumą i…odszedłem, mówiąc, że się wycofuję.
Raz jeszcze karate stało się ucieczką i wytchnieniem. Blaithe, roześmiany wojownik, zapewnił nam jeden z bardziej męczących treningów, jakie pamiętam. Mówił jeszcze:
– You’re nice and warmed up? Time for a tough session. If you feel it is easy for you, make it harder. Driving an easy way is bad. Karate is all about making things harder.
Ktoś zaraz powie: „Jakże to tak? Po co się trudzić, skoro można coś zrobić łatwo, mniejszym kosztem albo nie robić tego w ogóle? To przecież bez sensu!”. Wysiłek i zmęczenie są nagrodą samą w sobie – kroczenie drogą samodyscypliny jest zarówno środkiem, jak i celem samym w sobie.
Było przed 22, kiedy wróciłem do pokoju. Kimono powiesiłem na kiju, spodnie na wieszaku, wziąłem brudne garnki i poszedłem do kuchni. W drodze pomyślałem, że to dobry dzień, żeby zrobić naleśniki. Kolejny raz zgorszył mnie widok zapchanego resztkami makaronu penne zlewu. Ale prawdziwa cholera wzięła mnie, kiedy nasypałem już płatków do miseczki, wyjąłem produkty na naleśniki i sięgnąłem do lodówki po mleko. Bo zamiast mleka znalazłem tam tylko szyderczą pustkę. I zaczęło się kombinowanie (--> ..:://Teganita\\::..)
Podczas obiadu okazało się, że przygotowanie ryby z miodem jest prostsze aniżeli podaje to większość książek kucharskich. Po prostu podgrzewamy rybkę i polewamy ją miodem. Smakuje świetnie.
Wykład popołudniowy (Economic Philosophy) tym razem trwał tylko 50 minut, bo Jeff miał wezwanie na policję. Nikogo właściwie nie zdziwiło, że 80% zeszło na dygresje i omawianie motywacji podjęcia studiów. Ale przynajmniej było ciekawie.
Zaraz potem rozgrywały się wybory do Investment Club na przyszły rok. Razem z Iulianną myśleliśmy sobie, żeby razem przejąć stery nad sektorem międzynarodowym. Na miejscu okazało się niestety, że jest jeszcze ten trzeci i nasze plany rozdania stołków między sobie runęły. Wiedziałem o nim, że jest bardzo liczy na przejęcie sektora, zapewne z tytułu korzyści, jakie to ze sobą niesie (wpis do CV). Wiedziałem też, że chociaż nie był zbyt dokładny i sumienny przy odrabianiu cotygodniowych raportów, to teraz gra dla niego ma zbyt wysoką stawkę. Wystarczyło, że zamieniłem z nim kilka słów, żeby okazało się, jak bardzo zależy mu na tej pozycji. Chwila zawahania, potyczka z własną ambicją i dumą i…odszedłem, mówiąc, że się wycofuję.
Raz jeszcze karate stało się ucieczką i wytchnieniem. Blaithe, roześmiany wojownik, zapewnił nam jeden z bardziej męczących treningów, jakie pamiętam. Mówił jeszcze:
– You’re nice and warmed up? Time for a tough session. If you feel it is easy for you, make it harder. Driving an easy way is bad. Karate is all about making things harder.
Ktoś zaraz powie: „Jakże to tak? Po co się trudzić, skoro można coś zrobić łatwo, mniejszym kosztem albo nie robić tego w ogóle? To przecież bez sensu!”. Wysiłek i zmęczenie są nagrodą samą w sobie – kroczenie drogą samodyscypliny jest zarówno środkiem, jak i celem samym w sobie.
Było przed 22, kiedy wróciłem do pokoju. Kimono powiesiłem na kiju, spodnie na wieszaku, wziąłem brudne garnki i poszedłem do kuchni. W drodze pomyślałem, że to dobry dzień, żeby zrobić naleśniki. Kolejny raz zgorszył mnie widok zapchanego resztkami makaronu penne zlewu. Ale prawdziwa cholera wzięła mnie, kiedy nasypałem już płatków do miseczki, wyjąłem produkty na naleśniki i sięgnąłem do lodówki po mleko. Bo zamiast mleka znalazłem tam tylko szyderczą pustkę. I zaczęło się kombinowanie (--> ..:://Teganita\\::..)

1 Comments:
Regresja... Taaak... Jeden egzamin już z tego miałem, następny zapewne ustnie w grudniu. :) Statystyka to ciekawa rzecz, poza tym dodaje trochę zdrowego sceptycyzmu np. w patrzeniu na komentatorów sportowych, którzy dzień po meczu w gazetach prześcigają się w podawaniu wyjaśnień, dlaczego to akurat ta drużyna, a nie inna musiała wygrać. ;-)
Prześlij komentarz
<< Home