The Conquest of England

Relacje z frontu na Wyspach.

Nazwa:
Lokalizacja: Poland

wtorek, kwietnia 03, 2007

Dzień 134 - poniedziałek

Chciałem się wycwanić przy zbieraniu wyników do ankiety na statystykę – zamiast chodzić i pytać postanowiłem wykorzystać dobrodziejstwa techniki. Jako że nasza uniwersytecka poczta elektroniczna zawiera nie tylko adresy do wszystkich poszczególnych studentów i profesorów, to są też pogrupowane kierunkowo listy adresowe: ekonomia, geografia, fizyka etc. Przez pół godziny wybierałem poszczególne grupy, żeby w miarę reprezentacyjnie oddawały społeczność studencką. Byłem bardzo zaskoczony, kiedy w chwilę po wysłaniu przyszły wiadomości od administratora: „niedostarczono”…

Podczas obiadu Asif powiedział, że kiedy przyjechał do Brukseli kilka lat temu, to nie mógł się przyzwyczaić – nie dość, że ludzie tam siedzieli na krzesłach przy wysokich stołach, to jeszcze używali do jedzenia sztućców. Okazało się bowiem, że w Bangladeszu (i pewnie kilku innych państwach Dalekiego Wschodu) siedzi się na poduszkach przy niewielkim stole i po opłukaniu dłoni w misce z czystą wodą je się rękami prosto z misek. Z jednej strony wydaje się może barbarzyńskie. Ale może to Europejczycy zaczęli używać sztućców, bo ciągle mieli brudne ręce? Kto wie…ale jak w takim razie jecie np. ryż i kurczaka z sosem – zapytałem zdziwiony. Da się, da się – powiedział Asif z przebiegłym uśmiechem – kiedyś was nauczę.

Wieczorna próba przedłużyła się do 3,5 godziny. Ale tak to jest, kiedy za 4 dni ma się koncert. Prześpiewaliśmy połowę repertuaru i dodatkową próbę uzgodniliśmy na środowy wieczór.

Pomyślałem o moich biednych esejach na przyszły tydzień – z każdym dniem ich wołanie stawało się coraz bardziej nieśmiałe, stłumione, a zarazem bardziej rozpaczliwe. Godziny mijały, a folder „Spring essays” był cały czas pusty. Teraz albo nigdy – pomyślałem i jak pomyślałem, tak zrobiłem. Do 3 powstał niezły szkic, dokończenie będzie formalnością. Położyłem się zmęczony, ale ze spokojniejszym trochę poczuciem obowiązku.