The Conquest of England

Relacje z frontu na Wyspach.

Nazwa:
Lokalizacja: Poland

wtorek, kwietnia 03, 2007

Dzień 135 - wtorek

Ostatni stres pamiętam chyba w związku ze studniówką. I maturą. Nie pisemną, bo to była tylko ekscytacja, ale ustną. Aha, i jeszcze bal maturalny. W każdym razie zawsze jakoś wiązało się to z publicznym występowaniem – nie to, że nie lubię, ale publiczne przemawianie było dla mnie czymś dużo bardziej wyjątkowym niż przeróżne pisemne testy. Dziś, o dziwo, było trochę inaczej. Myślałem wprawdzie o tym, co mniej więcej powiem, ale ogólnie liczyłem na to, że „jakoś pójdzie”. Dopiero koło południa zacząłem niepokój, który jak fala przypływu zwiększał się z każdą godziną. Postanowiłem zrobić sobie jednak mały plan tego króciutkiego, minutowego wystąpienia – w końcu stawka jest, bądź co bądź, wysoka. Wieczorem, kiedy zebraliśmy się wszyscy, czułem już tą znajomą ekscytację, jak sprinter przed startem w najważniejszym biegu. Każdy moment, który dzielił mnie od prezentacji wydawał się zbyt długi. Ale w końcu przyszedł czas. Zebrani w pustej jadalni, pod zabytkowym, renesansowym sklepieniem, obserwowani przez martwe oczy portretów tych, którzy zasłużyli się dla uniwersytetu, usłyszeliśmy pytanie, na które czekałem już od kilku dni:

- „Who wants to run for the position of the President of the Boots?”

Podniosłem rękę I rozejrzałem się. Zamiast innych rąk zobaczyłem tylko oczy – jedne zaskoczone, inne obojętne, inne jeszcze – wróżące sukces. Głos w mojej głowie mówił: „gratuluję, panie przewodniczący”, ale zagłuszył go inny, krzycząc: „skup się, zaraz będziesz gadać” i trzeci, który przebił się dopiero, kiedy stanąłem przed wszystkimi: „naturalnie zapomniałeś kartki”. „Cisza!” – pomyślałem i zacząłem mówić. Potem wyprowadzili mnie za drzwi i przeprowadzili „tajne głosowanie”. Po 20 sekundach wszedłem, żeby usłyszeć: „Panie i panowie, przedstawiam wam nowego przewodniczącego Bootsów”. Rozległy się nieśmiałe brawa, ja usiadłem i zacząłem oswajać się z nowym statusem.

Na pozostałe pozycje – sekretarki i skarbnika też ledwo znaleźli się chętni. Ale cóż, nie ma co narzekać, postaramy się zrobić najlepsze co możliwe w obecnym składzie.

Po wyborach poszliśmy piętro niżej do „Crosslands”, żeby omówić obowiązki, które mnie czekają. Okazało się, że jak zwykle jest mnóstwo rzeczy, których nie widać z zewnątrz, a zaprzątają głowę tych, którzy sterują od kuchni. Co więcej, mam jakieś 2 tygodnie, żeby wymyślić i znaleźć 5 miejsc na przyszłoroczne wycieczki oraz załatwić tam schroniska. Ale przecież o to mi chodziło. Przecież to właśnie to, co tak lubię.

I właśnie dlatego po powrocie zabrałem się nie za spanie, a za szukanie…