The Conquest of England

Relacje z frontu na Wyspach.

Nazwa:
Lokalizacja: Poland

czwartek, maja 17, 2007

Dzień 138 - piątek

Wiecie, dlaczego starszym płacą w pracy więcej? Bo są lepsi? Nic takiego – dzieje się tak tylko po to, żeby zachęcić młodych do cięższej pracy perspektywą przyszłych zarobków. A wiecie, dlaczego szefowie zarabiają tak dużo? Dlatego, że są najważniejsi? Nie tylko – perspektywa awansu do lepszych zarobków będzie każdego na każdym szczeblu motywowała do lepszej pracy. O tym i innych sprawach związanych z zatrudnieniem mówiono nam na dzisiejszym wykładzie.

Ale cóż wykład, kiedy za kilka godzin koncert! Wróciłem żeby się przebrać i znaleźć coś różowego jako nasz obowiązkowy element stroju. Jedyne dopuszczone kolory to czarny z nutką różowego. Na szczęście sąsiadka Pardis okazała się być fanką tego koloru, więc na próbę ruszyłem z różowym szalikiem (w kieszeni, rzecz jasna, żeby zachować godność). Sala okazała się być większa niż przypuszczałem – naliczyłem przeszło 100 krzeseł. Próba nie poszła najlepiej, ale skądinąd pamiętałem, że żadna z moich prób generalnych nigdy nie wypadała za dobrze…mimo to przed samym występem Jozef, wesoły Czech, powiedział: „Kto jest tak głupi, żeby dawać za taki marny koncert całe 10 funtów?”. Ale potem dodał: „Today, we will gather the fruits of our work” i rzucił do Svehli, Słowaka, „zniwa!”. „Żniwa!” – podchwyciłem i niespodziewanie wszyscyśmy się roześmiali.

Kiedy stanęliśmy już naprzeciw ciemności widowni, w paraliżującym świetle jupiterów, nie myślałem już o tym, że to nie najlepsze miejsce dla kogoś, kto nie bardzo potrafi śpiewać. Ale w końcu śpiewać każdy może, a poza tym mój głos i tak ginął w całym chórze.

Pięknie zabrzmiało „Halleluja”, znane ze Shreka i piosenek Leonarda Cohena. Nie gorzej udało nam się „Somebody to love” jako zaplanowany bis – wprawdzie Frieddie Merkury by się pewnie powstydził, ale…natomiast heavy metalowa piosenka System of a Down była niewątpliwie największym zaskoczeniem i zgarnęła największe oklaski. Nie co dzień słyszy się przecież metal a capella.

Po koncercie byłem bardzo z siebie dumny i zadowolony – występowałem już wprawdzie na scenie, ale nigdy jako śpiewak. Nigdy też nie sądziłem, że przyjdzie dzień, w którym razem z chórem będę dawał koncert. Życie, jak widać, potrafi zaskakiwać.