Dzień 141 - poniedziałek
Kiedy rozpoczynałem tu studia, sądziłem, że będzie tutaj dyscyplina, wysoki poziom, pewna "klasa", którą będą się cechować przynajmniej nauczyciele. I, jak kilka razy wcześniej, dziś znów prysły moje złudzenia.
Pan G.P. Ansaloni, ćwiczeniowiec, opowiadał nam dziś, jak pracował kiedyś w dziale sprzedaży i nic mu się nie chciało, więc połowę czasu pracy spędzał w internecie. Mówił, że człowiek jest leniwy, jeśli mu wystarczająco dobrze nie płacą. I jakby na potwierdzenie swoich słów przyznał, że spał dziś tylko 3 godziny, jest zmęczony, więc uważa zajęcia za zakończone. Była 13.20, niecałe pół godziny po rozpoczęciu.
Nie ma jednak tego złego: Poprosiłem Jose, żeby pomógł mi w "liście do przyjaciela" na hiszpański. Zaznaczył kilka błędów, wrzucił kilka przydatnych zwrotów i mój list od razu wyglądał lepiej.
Wieczorem przyszedł czas na pierwsze klubowe obowiązki - spotkaliśmy się z nowym skarbnikiem, żeby przejrzeć budżet. I wyszło na to, że zaczynamy na minusie. Ale konsekwencje przekroczenia budżetu nie są ponoć bolesne, więc na razie się nie martwię. Martwię się natomiast o skarbnika, który jest co najmniej pasywny - właściwie zgłosił się na tą rolę chyba z łaski i inicjatywy pewnie nie mogę oczekiwać...ale może dzięki temu się więcej nauczę?
Wieczorem przyszło do mnie deja vu - konkretnie sąsiad Vinay, którego ostatni raz widziałem chyba 5 miesięcy temu, kiedy przychodził pożyczyć notatki na sprawdzian. Teraz prosił o notatki z całego roku. Nic dziwnego, że prosił, skoro rzadko kiedy widziałem go na wykładach. Nic dziwnego też, że odesłałem go do podręcznika - nie czuł bym się w porządku wobec siebie dając mu notaktki, nad którymi pracowałem kilka godzin. Odszedł, trochę zawiedziony, z moim podręcznikiem.
Czas na kolację. Zostały mi 2 ryby i 5 porcji płatków. Cudu chyba nie będzie...
Pan G.P. Ansaloni, ćwiczeniowiec, opowiadał nam dziś, jak pracował kiedyś w dziale sprzedaży i nic mu się nie chciało, więc połowę czasu pracy spędzał w internecie. Mówił, że człowiek jest leniwy, jeśli mu wystarczająco dobrze nie płacą. I jakby na potwierdzenie swoich słów przyznał, że spał dziś tylko 3 godziny, jest zmęczony, więc uważa zajęcia za zakończone. Była 13.20, niecałe pół godziny po rozpoczęciu.
Nie ma jednak tego złego: Poprosiłem Jose, żeby pomógł mi w "liście do przyjaciela" na hiszpański. Zaznaczył kilka błędów, wrzucił kilka przydatnych zwrotów i mój list od razu wyglądał lepiej.
Wieczorem przyszedł czas na pierwsze klubowe obowiązki - spotkaliśmy się z nowym skarbnikiem, żeby przejrzeć budżet. I wyszło na to, że zaczynamy na minusie. Ale konsekwencje przekroczenia budżetu nie są ponoć bolesne, więc na razie się nie martwię. Martwię się natomiast o skarbnika, który jest co najmniej pasywny - właściwie zgłosił się na tą rolę chyba z łaski i inicjatywy pewnie nie mogę oczekiwać...ale może dzięki temu się więcej nauczę?
Wieczorem przyszło do mnie deja vu - konkretnie sąsiad Vinay, którego ostatni raz widziałem chyba 5 miesięcy temu, kiedy przychodził pożyczyć notatki na sprawdzian. Teraz prosił o notatki z całego roku. Nic dziwnego, że prosił, skoro rzadko kiedy widziałem go na wykładach. Nic dziwnego też, że odesłałem go do podręcznika - nie czuł bym się w porządku wobec siebie dając mu notaktki, nad którymi pracowałem kilka godzin. Odszedł, trochę zawiedziony, z moim podręcznikiem.
Czas na kolację. Zostały mi 2 ryby i 5 porcji płatków. Cudu chyba nie będzie...

1 Comments:
część mojej rodziny wyjechała do Anglii niestety nie mam kontaktu z nimi część zmarła tam......dziwne....Anglicy to dziwny naród a królowa Anglii jest największą egoistką świata ponadto wydaje się im ze wszystkie kraje są zacofane i nikt oprócz nich nie ma pojęcia o administracji publicznej itd..........kiedyś chciałam jechać do tego kraju może nawet zamieszkać na stałe dziś zmieniłam o nim zdanie nie chciałabym żyć w państwie w którym bym żyła jakbym nie istniała naprawdę........D.G-K
kontakty jak i przebywanie, mieszkanie w innych krajach czy styczność z różnymi sprawami dużo nas uczy...........
Prześlij komentarz
<< Home