Dzień 131 - piątek
Dzisiejszy wykład był świetnym przykładem tego, jak można koncept długości jednego zdania omawiać przez godzinę, wykorzystując pół słownika wyrazów trudnych i mimo to nie przekazać głównej idei. No ale nie ma tego złego – doceniłem dzięki temu kilka innych wykładów.
Po hiszpańskim miałem 20 minut, żeby znaleźć się na dworcu – razem z Wan Yung ruszaliśmy do Londynu, a stamtąd dalej na północ, do miasta Czerwonych Diabłów i domu Saszy.
Po hiszpańskim miałem 20 minut, żeby znaleźć się na dworcu – razem z Wan Yung ruszaliśmy do Londynu, a stamtąd dalej na północ, do miasta Czerwonych Diabłów i domu Saszy.

1 Comments:
Tak. Naukowiec =/= dydaktyk. Chyba najlepszym wzorem nauczyciela pozostanie dla mnie mój katecheta. Z pewnością na UAM-ie jest wielu ludzi bardziej inteligentnych i mających większą wiedzę od niego... ale czy znajdzie się wielu mądrzejszych? Albo lepiej umiejących przekazywać to, co wiedzą? Przypuszczam, że wątpię.
A własne skromne próby dydaktyczne najlepiej pokazują, jak trudno jest być nauczycielem. Czapki z głów przed tymi, którym się na uczelni i w szkole naprawdę chce — i którzy potrafią czegoś nauczyć uczniów i studentów!
Prześlij komentarz
<< Home