Dzień 128 - wtorek
Wszędzie Polacy, dosłownie można ich tu spotkać na każdym prawie kroku: w Sali komputerowej studenci, w Sparze pani obsługująca półki, przed akademikiem młody facet rozwożący pizzę, Ślązak na karate, a teraz to: 2 polskie pary w Tesco! za jednym razem! w ogóle byłem w Tesco nie tylko po jedzenie, ale też po prezent dla rodziców Saszy, bo za 3 dni jadę do niego do domu do Manchesteru i nie wypada chyba przyjechać z pustymi rękami, zwłaszcza, że to Bułgarzy, Słowiańskie dusze, pewnie gość w dom Bóg w dom jak u nas, więc tak chodziłem i się rozglądałem, a Sasza, jak zwykle, krok w krok za mną, czasem to jest aż śmieszne, bo wchodzę do rzędu, gdzie jest jedno miejsce, a on za mną i dopiero potem się orientuje, że nie ma miejsca, no i tak za mną chodził, więc mu w końcu powiedziałem, że szukam prezentu dla jego rodziców – jako żywo zareagował, że nic nie mam kupować, ale postawiłem sprawę jasno, że kupię niezależnie od tego, czy mi pomożesz, czy nie, więc lepiej jak mi coś doradzisz, żeby Twoi rodzice byli chociaż trochę zadowoleni, powiedz mi, co lubią, bo wiesz, myślałem o jakiejś bombonierce, a on, że tak, że bardzo lubią czekoladki i akurat szliśmy wzdłuż półki z różnymi wyrobami czekoladowymi i Sasza mówi: O, to! patrzę, a tam Ferrero Rocher, myślę – tak, dobry pomysł, Sasza sięga i mówi: weź to, pokazując mi pudełko z, w tym momencie nie wiedziałem, czy się śmiać czy płakać, pudełko z dosłownie czterema czekoladkami!, ale wyśmiałem go i wziąłem konkretne opakowanie, jakieś 25 czekoladek, przynajmniej wyglądało ładnie, więc byłem zadowolony i po powrocie uszykowałem je już na podróż, tylko powoli zaczynałem czuć nadchodzącą, wzbierającą jak fala ilość pracy, która mnie czeka, zwłaszcza po weekendzie, przez który, już się nie łudziłem, przez który nic nie zrobię, nie przeczytam, nie powtórzę, ale przecież nie takie rzeczy się robiło, myślałem, kładąc się do łóżka. I spałem całą noc.

1 Comments:
Widzę, że nie tylko mnie inspirują "Bramy raju". :-)
Prześlij komentarz
<< Home