The Conquest of England

Relacje z frontu na Wyspach.

Nazwa:
Lokalizacja: Poland

sobota, marca 03, 2007

Tragikomedia

Cztery razy dźwięczny gong przedarł się przez studencki gwar. Zegar na wieży wybił 16. Rozpoczęły się ćwiczenia z matematyki studentów ekonomii roku pierwszego.

Drobna, jasnowłosa Włoszka stanęła przed klasą i zapytała, kto chce na ochotnika rozwiązać na tablicy zadanie domowe. Odpowiedziała jej - jak co tydzień - cisza.

- Come on, I don't want to choose you...

Kiedy angielskie słowa o włoskim akcencie znów odbiły się od ściany milczenia, nauczycielka w desperackim ataku wskazała palcem chłopca w drugim rzędzie.

- You, can you come?
- But I haven't been here for the last 5 weeks.
- Don't worry, I will tell you. At least you write down.

Chłopak niechętnie podniósł się z miejsca. Zwracał na siebie uwagę długim, czarnym, wełnianym szalikiem owiniętym pojedyńczo wokół szyi i zwisającym luźno na ciemny sweter oraz markowymi spodniami z dresu, znaczonymi trzema białymi paskami. Sportowe buty zdobił charakterystyczny biały "ticzek".

- So what's the formula you have to use?

Pytanie napotkało jedynie niewiedzący wzrok tego, który wyszedł, by cierpieć za wszystkich innych.

- I have just written it on the blackboard, but I want you to realise....

Istotnie, wzór znajdował się na tablicy. Daleka droga dzieli jednak poznanie metody i właściwe rozwiązanie problemu.

Po kilku minutach wspólnej pracy nauczycielki i ucznia, na tablicy znalazło się przedyktowane rozwiązanie. Chłopak wrócił na miejsce i wiadome stało się, że przyszedł czas na kolejną ofiarę.

W międzyczasie z lewej strony klasy wzniosła się w powietrze ręka i ten, który zwykle okazywał skryte znudzenie odezwał się:

- Is it that in the second part of the question, that you have skipped, they are asking us about how many products actually had the price below 40 pounds which means how many have cost 20 pounds or is it something esle?

- Oh...yes, might be...yes...sure....

Głos nie brzmiał jak głos nauczyciela. Przypominał raczej jąkający się ton ucznia, który próbuje wymijająco odpowiedzieć na pytanie, na które nie zna odpowiedzi lub, co gorsza, którego nie rozumie. Pytający pokiwał bez przekonania głową i zatopił nos w podręczniku z ekonomii.

Pozostały kwadrans minął szybko. Kolejna lekcja za tydzień.

4 Comments:

Blogger Staszek said...

Bez kontekstu to pytanie o zadanie nie brzmi do końca zrozumiale. Ale intuicyjnie da się wyczuć, w czym rzecz. No cóż... Może to Twój oścień? :)

9:02 AM  
Anonymous Anonimowy said...

Czy siedzący z lewej strony klasy, którego ręka wzniosła sie w górę z pytaniem, to ten sam, który na targu chińskim kupował coś o innym smaku ?

3:11 PM  
Blogger Wojtek said...

A może to mój oścień...

Naturalnie, że to ten sam:)

8:37 PM  
Blogger Staszek said...

Tylko pamiętaj, żeby przyjąć wobec ościenia Postawę Chrześcijańską!

11:44 AM  

Prześlij komentarz

<< Home