Dzień 108 - wtorek
Co jak co, ale wiedzą jak zrobić nam miłą niespodziankę. Zaraz po obiedzie dowiedzieliśmy się, że zarówno wykład, jak i ćwiczenia popołudniowe są dziś odwołane. Dzięki temu zajęcia skończyły się o trzeciej, a nie piątej jak zwykle. Co więcej, zrobiłem sobie małą przyjemność i poszedłem na chiński stragan (właściwie rynek, bo zajmuje połowę auli w Students Union). Chciałem kupić coś orientalnego, posmakować egzotyki. Jako, że nie miałem nikogo do pomocy, wziąłem coś, co przypominało fasolę z jakąś polewą. Z opakowania o jaskrawym tle krzyczały do mnie chińskie znaczki. Czułem, że kupuję kota w worku, ale miało to coś z emocjonującego ryzyka: czy trafiłem na jakiś przysmak czy może rzecz pokroju karmy dla psów? Na szczęście Wan Yung odszyfrowała popołudniu tajemnicze zapisy – mówiły one tyle, co: „fasolki mięsne i ciekawym smaku” i rzeczywiście były to fasolki z polewą o smaku ostro przyprawionej wołowiny. Wrota kuchni orientalnej otworzyły się znów ciut szerzej…

0 Comments:
Prześlij komentarz
<< Home