The Conquest of England

Relacje z frontu na Wyspach.

Nazwa:
Lokalizacja: Poland

piątek, lutego 09, 2007

Dzień 105 - sobota

Jutro 20 urodziny. Miło by było jakoś zaakcentować ten fakt. Coś może zmienić w swoim życiu, poprawić się chociaż trochę, żyć zdrowiej i lepiej. Dlatego właśnie poszedłem do spowiedzi. To ciekawe, jak w obliczu takich szczególnych dat człowiek sobie różne rzeczy obiecuje - może wydaje mu się, że ze względu na wyjątkowość dnia wydaje im się, że łatwiej będzie dotrzymać danego sobie słowa? W każdym razie byłem w bardzo dobrym nastroju. Świeciło słońce, powietrze było rześkie, niebo czyste, a ulice spokojne. Z przyjemnością przeszedłem się do biblioteki przedłużyć pożyczone płyty - dzisiejszy wieczór zapowiadał się filmowo.


Z niejaką niecierpliwością oczekiwałem wieczoru, kiedy mieliśmy się spotkać w sąsiedzkim gronie i miło spędzić wieczór. Dlatego też w ciągu dnia zrobiłem jedynie zadanie ze statystyki - wyjątkowo długie, łatwe i nudne. Sądziłem, ze w październiku skończył się powtórki materiału z matematyki. Myliłem się.

Po południu, chyba dla tradycji, zrobiłem jeszcze ciasto z jabłkami. Już sam zapach, który unosił się z piekarnika, przywodził na myśl przyszłe rozkosze podniebienia. Kiedy zebraliśmy się w końcu, okazało się, że Benedine też upiekła - tym razem ciasto bananowe. Znalazło się również, klasyczne już chyba, brownie. Wszystkie były naprawdę przepyszne. Co więcej, dostałem zaskakujący prezent: zestaw orientalnych herbat, które wystarczą mi chyba do końca studiów:



Przyszły początkowo tylko 3 osoby: Wan Yung, Benedine i Pardis. Miał być jeszcze Chris, Louis i Aarti, ale okazało się, że wszyscy oni pojechali do domów. Obejrzeliśmy „Miasto Boga” – oparty na faktach, wstrząsający film o przedmieściach Rio de Janeiro. Później, już nocną porą, wyszliśmy, żeby przeprowadzić mały eksperyment. Coca-Cola Light i paczka Mentosów wystarczyła, żeby przez kilka sekund zapewnić nam niezwykłe widowisko. Kiedy wrzuciłem dropsy do butelki w jednej sekundzie wszystko zabulgotało i wystrzeliło w niebo spienionym strumieniem.

[zdjęcie później]

Później postanowiliśmy obejrzeć drugi film – „Mulholland Drive”. W tym czasie do pokoju zapukały jeszcze Fanny i Nicole. Też chciały oglądać, więc na łóżku zrobiło się ciasno – 5 dziewczyn, a ja ściśnięty gdzieś między nimi. I wszyscy przykryci kołdrą, bo od okna wieje, a grzejniki już wyłączyli.

To był uroczy wieczór.