Dzień 105 - sobota
Z niejaką niecierpliwością oczekiwałem wieczoru, kiedy mieliśmy się spotkać w sąsiedzkim gronie i miło spędzić wieczór. Dlatego też w ciągu dnia zrobiłem jedynie zadanie ze statystyki - wyjątkowo długie, łatwe i nudne. Sądziłem, ze w październiku skończył się powtórki materiału z matematyki. Myliłem się.
Po południu, chyba dla tradycji, zrobiłem jeszcze ciasto z jabłkami. Już sam zapach, który unosił się z piekarnika, przywodził na myśl przyszłe rozkosze podniebienia. Kiedy zebraliśmy się w końcu, okazało się, że Benedine też upiekła - tym razem ciasto bananowe. Znalazło się również, klasyczne już chyba, brownie. Wszystkie były naprawdę przepyszne. Co więcej, dostałem zaskakujący prezent: zestaw orientalnych herbat, które wystarczą mi chyba do końca studiów:
Przyszły początkowo tylko 3 osoby: Wan Yung, Benedine i Pardis. Miał być jeszcze Chris, Louis i Aarti, ale okazało się, że wszyscy oni pojechali do domów. Obejrzeliśmy „Miasto Boga” – oparty na faktach, wstrząsający film o przedmieściach Rio de Janeiro. Później, już nocną porą, wyszliśmy, żeby przeprowadzić mały eksperyment. Coca-Cola Light i paczka Mentosów wystarczyła, żeby przez kilka sekund zapewnić nam niezwykłe widowisko. Kiedy wrzuciłem dropsy do butelki w jednej sekundzie wszystko zabulgotało i wystrzeliło w niebo spienionym strumieniem.


0 Comments:
Prześlij komentarz
<< Home