Dzień 101 - wtorek
To już 3 tydzień, a my ciągle jeszcze jedziemy na luziku. O 9.00 znów na zajęcia ze statsy przyszli wszyscy oprócz nauczyciela. I znowu żeśmy przesiedzieli godzinę na kompach. Później pierwszy wykładzik - facio gada, dla odmiany, francuskim angielskim. Na początku było śmiesznie, ale nudno jak jasny gwint. Znowu słuchałem czego to się będziemy uczyć, co będziemy potem umieć i takie tam bzdury. Wychodzi na to, że znów pierwszy tydzień będzie powtórką ze starej szkoły.
Na obiedzie wszamałem paluszki rybne z ryżem. W ogóle czytałem w weekend trochę o diecie i chyba ryż będzie lepszy niż fryty. Do tego jedyne dobre żarcie, jakie tu mają: pieczone fasolki. Co jak co, ale na maxa mi to smakuje.
Wykład z ekonomii integracji UE był znowu taki sam. Ziomy jakby spały, bo oprócz mnie i kilku osób nikt się nie zgłaszał ani nie odzywał w ogóle. Porażka tak jakby, ale co tam. Ja swoje powiedziałem.
Potem kolejna matma. Średnie, wariancje, odchylenia i inne pierdoły - wszystko to pamiętam z liceum. To po co ja tu siedzę? Pewnie dlatego, że za godzinę jeszcze jeden wykład.
Jeszcze jeden wykład - myślałem że mnie szlag trafi! Na początku powtórzył to, co omawiał 2 godziny wcześniej na ćwiczeniach, a potem mówił o instytucjach Unii...przecież to by mogło być zadanie domowe, a nie temat na wykład, kiedy i tak jesteśmy tydzień do tyłu...
Ech, szkoda gadać.
Jak wróciłem, to poczytałem Hume'a - całkiem mądry gość, zna się na rzeczy. A ja myślałem, że on się tylko filozofią zajmował.
Na koniec zobaczyłem fajny film Almodovara: "Wszystko o mojej matce" - to w ramach ćwiczenia hiszpańskiego, nie?
Na obiedzie wszamałem paluszki rybne z ryżem. W ogóle czytałem w weekend trochę o diecie i chyba ryż będzie lepszy niż fryty. Do tego jedyne dobre żarcie, jakie tu mają: pieczone fasolki. Co jak co, ale na maxa mi to smakuje.
Wykład z ekonomii integracji UE był znowu taki sam. Ziomy jakby spały, bo oprócz mnie i kilku osób nikt się nie zgłaszał ani nie odzywał w ogóle. Porażka tak jakby, ale co tam. Ja swoje powiedziałem.
Potem kolejna matma. Średnie, wariancje, odchylenia i inne pierdoły - wszystko to pamiętam z liceum. To po co ja tu siedzę? Pewnie dlatego, że za godzinę jeszcze jeden wykład.
Jeszcze jeden wykład - myślałem że mnie szlag trafi! Na początku powtórzył to, co omawiał 2 godziny wcześniej na ćwiczeniach, a potem mówił o instytucjach Unii...przecież to by mogło być zadanie domowe, a nie temat na wykład, kiedy i tak jesteśmy tydzień do tyłu...
Ech, szkoda gadać.
Jak wróciłem, to poczytałem Hume'a - całkiem mądry gość, zna się na rzeczy. A ja myślałem, że on się tylko filozofią zajmował.
Na koniec zobaczyłem fajny film Almodovara: "Wszystko o mojej matce" - to w ramach ćwiczenia hiszpańskiego, nie?

4 Comments:
Zmiana stylu Ci służy. Ale czy kiedy już przestaniesz być teenagerem, będzie jeszcze wypadało pisać o frytach i ziomach? ;->
Wygląda, iż spokojnie mógłbyś w wolnych chwilach pociągnąć drugi fakultet. Np taką filozofię w Oxfordzie albo inny business na Cambridge....
Dwa lata temu szusowaliśmy w Solden...., a 18 - tkę obchodziłeś po południu i wieczorem z Jackiem i Mikołajem. Remember ?
Hehe... ty byś się tylko uczył i uczył. Na twoim miejscu byłbym zadowolony że masz luzik i możesz cieszyć się życiem. A wykłady jak niepotrzebne tobie to po prostu olej - po co masz tracić czas?
Wojtek to by chyba 5 kierunków mógł ciągnąć i i tak mu było za mało. Taki człowiek.
No nic muszę kiedyś nadrobić blogozaległości.
Ehh Solden...
Słusznie, Abdelu. Dlatego w czwartki na matmie raczej mnie nie widują...
A poza tym - jestem zadowolony, i to całkiem całkiem. Nawet więcej.
A 5 kierunków? Nieeee...wtedy nie miałbym czasu na karate;)
Prześlij komentarz
<< Home