Dzień 61 - środa
Cóż mogę powiedzieć o środzie? Udało mi się realizować Konsekwentny Plan Dnia.
Wstałem.
Czytałem (tutaj muszę z zadowoleniem nadmienić, że od prawie miesiąca udaje mi się wykształcać przyjemny nawyk: śniadanie przynoszę sobie do pokoju i, pogryzając chleb bądź sącząc płatki, zapoznaję się - strona po stronie - z historiami Starego Testamentu).
Poszedłem na Religions and Conflicts (i znów dygresja - zostały nas tylko 4 osoby, ale właściwie jest to chyba zaleta, bo można swobodniej w takim gronie dyskutować; z drugiej strony żal mi trochę Ojca Vlada - to musi być bolesne, kiedy z 15 osób zostają 4...mimo wykłady są jeszcze bardziej interesujące: omawialiśmy dziś m.in. wpływ kalwinizmu na rozwój kapitalizmu w Europie i Ameryce).
Wrócłem i zrobiłem sobie Mój Obiad (chcę tylko powiedzieć, że zajęło mi przeszło miesiąc, żeby zrozumieć, że ryż i warzywa niekoniecznie trzeba jeść na talerzu, a 2 garnki myje się szybciej niż 3...).
Zacząłem czytać i realizować plan. Niespodziewanie usłyszałem pukanie do drzwi...
To Wan Yung i Benedine. Mówiły, że są "bored" (to niezwykłe, jak nowe znaczenia starych słów można czasem odkryć - bored oznacza u niektórych nie tyle znudzony, ile posiadający czas wolny, co bardzo mnie zaskoczyło). Dlatego też przyszły. Ja wprawdzie nie byłem "bored", ale zaprosiłem je na chwilę. Któż mógłby przypuszczać, że Benedine dobierze się do Gadu-Gadu, a Wan Yung zajmie silną pozycję na skraju łóżka...
Spojrzałem na zegarek i straciłem wszelką nadzieję. Minęły 2 godziny. Dziewczyny zapytały wtedy, czy czasem nie przeszkadzają...powiedziałem, że w sumie rozmawiałem z kolegami (jak się domyślacie, argument ten nie miał żadnego sensu - każdy z tych kolegów był już dawno "offline"...). Przeprosiły i wyszły.
Chcąc nadrobić ów czas, postanowiłem jeszcze poczytać. W międzyczasie na zmianę zamykałem i otwierałem okno - to było mi za zimno, to śmierdziało dymem z korytarza. W końcu zakryłem centymetrową szparę pod drzwiami kocem i poszedłem spać.
Obudziłem się. Zegarek wskazywał 2:44. 10 minut spania...Zajęło mi chwilę, żeby zorientować się w sytuacji. To kilka osób za oknem grało chyba w jakąś krzykliwą grę. 10 metrów od mojego okna. Cała sprawa była tak absurdalna, że postanowiłem ją chwilę obserwować. Grupa w pewnym momencie się rozłączyła i jedna osoba poszła się schować pod rozłożysty świerk. Później wszyscy udali się kawałek dalej. Mimo to jednak, gdy znów zapadałem w sen, słyszałem jeszcze pełne przekonania okrzyki: "I am the omnipotent tree", powtarzane w kółko jak mantra...
Wstałem.
Czytałem (tutaj muszę z zadowoleniem nadmienić, że od prawie miesiąca udaje mi się wykształcać przyjemny nawyk: śniadanie przynoszę sobie do pokoju i, pogryzając chleb bądź sącząc płatki, zapoznaję się - strona po stronie - z historiami Starego Testamentu).
Poszedłem na Religions and Conflicts (i znów dygresja - zostały nas tylko 4 osoby, ale właściwie jest to chyba zaleta, bo można swobodniej w takim gronie dyskutować; z drugiej strony żal mi trochę Ojca Vlada - to musi być bolesne, kiedy z 15 osób zostają 4...mimo wykłady są jeszcze bardziej interesujące: omawialiśmy dziś m.in. wpływ kalwinizmu na rozwój kapitalizmu w Europie i Ameryce).
Wrócłem i zrobiłem sobie Mój Obiad (chcę tylko powiedzieć, że zajęło mi przeszło miesiąc, żeby zrozumieć, że ryż i warzywa niekoniecznie trzeba jeść na talerzu, a 2 garnki myje się szybciej niż 3...).
Zacząłem czytać i realizować plan. Niespodziewanie usłyszałem pukanie do drzwi...
To Wan Yung i Benedine. Mówiły, że są "bored" (to niezwykłe, jak nowe znaczenia starych słów można czasem odkryć - bored oznacza u niektórych nie tyle znudzony, ile posiadający czas wolny, co bardzo mnie zaskoczyło). Dlatego też przyszły. Ja wprawdzie nie byłem "bored", ale zaprosiłem je na chwilę. Któż mógłby przypuszczać, że Benedine dobierze się do Gadu-Gadu, a Wan Yung zajmie silną pozycję na skraju łóżka...
Spojrzałem na zegarek i straciłem wszelką nadzieję. Minęły 2 godziny. Dziewczyny zapytały wtedy, czy czasem nie przeszkadzają...powiedziałem, że w sumie rozmawiałem z kolegami (jak się domyślacie, argument ten nie miał żadnego sensu - każdy z tych kolegów był już dawno "offline"...). Przeprosiły i wyszły.
Chcąc nadrobić ów czas, postanowiłem jeszcze poczytać. W międzyczasie na zmianę zamykałem i otwierałem okno - to było mi za zimno, to śmierdziało dymem z korytarza. W końcu zakryłem centymetrową szparę pod drzwiami kocem i poszedłem spać.
Obudziłem się. Zegarek wskazywał 2:44. 10 minut spania...Zajęło mi chwilę, żeby zorientować się w sytuacji. To kilka osób za oknem grało chyba w jakąś krzykliwą grę. 10 metrów od mojego okna. Cała sprawa była tak absurdalna, że postanowiłem ją chwilę obserwować. Grupa w pewnym momencie się rozłączyła i jedna osoba poszła się schować pod rozłożysty świerk. Później wszyscy udali się kawałek dalej. Mimo to jednak, gdy znów zapadałem w sen, słyszałem jeszcze pełne przekonania okrzyki: "I am the omnipotent tree", powtarzane w kółko jak mantra...

1 Comments:
Może następnym razem powiedz, że jesteś umuwiony za 15 min na sky'pa z Rodzicami...
I jeszcze to doświadczenie z ilością talerzy i garnków. Very soon you will even improve your current efficiency in number of pots and plates.
Dziś w Polsce niesamowita wiosenna pogoda. Rano było nawet za ciepło na bieganie. Nie mówiąc wcale jak zimno było trzy tygodnie temu w Atenach.... T
Prześlij komentarz
<< Home