Dzień 60 - wtorek
Dzień jak każdy wtorek. Z małymi wyjątkami.
Wyników testów nie dostaliśmy. Ale to chyba do przewidzenia.
Ćwiczenia z Economic Workshop zakończyły się 45 minut przed czasem - po prezentacji treści wykładu pan Ansaloni oznajmił, że jeśli nie mamy pytań odnośnie naszego eseju to możemy iść.
Matematyka powoli zaczyna wychodzić poza poziom liceum - przerabialiśmy pochodne drugiego stopnia oraz pochodne funkcji złożonych oraz ich zastosowania w ekonomii. Póki co - nic nowego. Drugi wykład został odwołany, bo pani Tan źle się czuła.
O 17.00 poszliśmy z Saszą na prezentację banku z Londynu, który podobno prowadzi letnie 10-tygodniowe szkolenia dla studentów w zakresie Investment Banking. Nie wiedziałem do końca, czego to dotyczy, ale brzmiało mądrze, więc weszliśmy do sali i zasiedliśmy w ławce. Jedna rzecz wydała się mi podejrzana - oprócz nas dwojga wszyscy byli albo czarnoskórzy, albo pochodzili z Azji. Dopiero, kiedy rozdano nam ulotki tuż przed rozpoczęciem, problem się wyjaśnił: nie dostrzegłem w tytule końcówki: "dla mniejszości etnicznych"...wyszliśmy po angielsku.
Sądziłem, że będzie to jeden z tych wieczorów, kiedy mogę w spokoju pogrążyć się w tajemniczą i mętną otchłań nauki. Właściwie wszystko na to wskazywało. Niestety, rzeczy potoczyły się zupełnie inaczej.
Ok. 20 usłyszałem pukanie do drzwi. To Louis i jej koleżanka Sharina. Pierwsza lekko pijana, druga płacząca (pijana też). Przyszły do mnie, bo Louis pamiętała, że się nią zająłem, na urodzinach Wan Yung (właściwie tylko czytałem książkę w jej pokoju, ale niech będzie). Chciała, żebym coś zrobił z Shariną. Najlepiej - żebym się nią zajął, by Louis miała ją "z głowy". Nie lubię takich sytuacji, więc zmieniłem temat rozmowy (w rozmowie z kimś pod wpływem jest to raczej łatwe) i zacząłem pytać, co się stało. Otóż sprawa stara jak świat - Sharinie podoba się pewien chłopak, ale ona jemu - już nie. Na szczęście przyszedł Tim - mój sąsiad - i odpowiedzialność nieco się rozmyła. Sharina zaczęła brzemię swojego nieszczęścia przelewać na niego. Potem poprosiła go o przytulenie i o dziwo - już po chwili było jej dużo lepiej. Tim w odpowiedzi wcisnął jej butelkę z wodą i kazał wypić, żeby nie miała rano wspomnień po zaglądaniu do butelki. I poszły sobie.
Tim wzdrygnął się, kiedy wspomniałem całą sprawę. "All this things start to be really annoying" - rzekł - "Especially that this was one of the last bottles I have". Miło z jego strony - pomyślałem. "But this one has been standing in my room for two weeks...but it won't make any difference to her"...
Sądzicie, że to koniec historii? O nie! Rzeczy w naszym akademiku nie kończą się nigdy tak łatwo.
Ok. 22 znów usłyszałem pukanie. Po krótkiej walce z samym sobą wstałem i otworzyłem drzwi. To Wan Yung - tym razem ona potrzebuje pomocy. Sharina i Louis są u niej w pokoju. Pierwsza znów płacze, druga pokrzykuje po pijanemu. Aarti i Wan Yung szły odprowadzić Sharinę do Kingswood (inny campus, nieopodal), ale ktoś musiał mieć oko na Louis. Chrześcijańska moralność* znów wzięła górę - po raz kolejny zgodziłem się.
Nie wiem czy kiedyś mieliście przyjemność pilnować kogoś pijanego. Dziwicie się, dlaczego piszę przyjemność? A czy wiecie, jak bardzo adrenalina buzuje w żyłach, kiedy ów "podopieczny" nagle otwiera okno na piętrze, wychyla się niebezpiecznie i wykrzykuje dziwne frazy? Albo też - kiedy stara się usmażyć sobie wegański bekon?
Trwało dobre pół godziny, zanim Wan Yung i Aarti wróciły z Kingswood. W tym czasie Louis postanowiła sobie wyjść - cóż miałem zrobić, jeśli nie podążyć?
Jak zatem widzicie, na angielskim campusie każdy dzień jest pełen przygód.
____________________
*razem z Wan Yung i Aarti zaczęliśmy się zastanawiać nad salomonowym rozwiązaniem; nie można przecież zostawić pijanej Louis zupełnie samej sobie, bo może mieć to bardzo bolesne i smutne konsekwencje, ale z drugiej strony to już drugi miesiąc, a historia ta powtarza się przynajmniej raz na tydzień...wszelkie dziewczyn prośby i moje próby tłumaczenia, że to jest chociażby nie w porządku wobec nas spełzają na niczym, a nie możemy przecież niańczyć jej cały rok...czy macie jakieś rozsądne wnioski bądź porady?
Wyników testów nie dostaliśmy. Ale to chyba do przewidzenia.
Ćwiczenia z Economic Workshop zakończyły się 45 minut przed czasem - po prezentacji treści wykładu pan Ansaloni oznajmił, że jeśli nie mamy pytań odnośnie naszego eseju to możemy iść.
Matematyka powoli zaczyna wychodzić poza poziom liceum - przerabialiśmy pochodne drugiego stopnia oraz pochodne funkcji złożonych oraz ich zastosowania w ekonomii. Póki co - nic nowego. Drugi wykład został odwołany, bo pani Tan źle się czuła.
O 17.00 poszliśmy z Saszą na prezentację banku z Londynu, który podobno prowadzi letnie 10-tygodniowe szkolenia dla studentów w zakresie Investment Banking. Nie wiedziałem do końca, czego to dotyczy, ale brzmiało mądrze, więc weszliśmy do sali i zasiedliśmy w ławce. Jedna rzecz wydała się mi podejrzana - oprócz nas dwojga wszyscy byli albo czarnoskórzy, albo pochodzili z Azji. Dopiero, kiedy rozdano nam ulotki tuż przed rozpoczęciem, problem się wyjaśnił: nie dostrzegłem w tytule końcówki: "dla mniejszości etnicznych"...wyszliśmy po angielsku.
Sądziłem, że będzie to jeden z tych wieczorów, kiedy mogę w spokoju pogrążyć się w tajemniczą i mętną otchłań nauki. Właściwie wszystko na to wskazywało. Niestety, rzeczy potoczyły się zupełnie inaczej.
Ok. 20 usłyszałem pukanie do drzwi. To Louis i jej koleżanka Sharina. Pierwsza lekko pijana, druga płacząca (pijana też). Przyszły do mnie, bo Louis pamiętała, że się nią zająłem, na urodzinach Wan Yung (właściwie tylko czytałem książkę w jej pokoju, ale niech będzie). Chciała, żebym coś zrobił z Shariną. Najlepiej - żebym się nią zajął, by Louis miała ją "z głowy". Nie lubię takich sytuacji, więc zmieniłem temat rozmowy (w rozmowie z kimś pod wpływem jest to raczej łatwe) i zacząłem pytać, co się stało. Otóż sprawa stara jak świat - Sharinie podoba się pewien chłopak, ale ona jemu - już nie. Na szczęście przyszedł Tim - mój sąsiad - i odpowiedzialność nieco się rozmyła. Sharina zaczęła brzemię swojego nieszczęścia przelewać na niego. Potem poprosiła go o przytulenie i o dziwo - już po chwili było jej dużo lepiej. Tim w odpowiedzi wcisnął jej butelkę z wodą i kazał wypić, żeby nie miała rano wspomnień po zaglądaniu do butelki. I poszły sobie.
Tim wzdrygnął się, kiedy wspomniałem całą sprawę. "All this things start to be really annoying" - rzekł - "Especially that this was one of the last bottles I have". Miło z jego strony - pomyślałem. "But this one has been standing in my room for two weeks...but it won't make any difference to her"...
Sądzicie, że to koniec historii? O nie! Rzeczy w naszym akademiku nie kończą się nigdy tak łatwo.
Ok. 22 znów usłyszałem pukanie. Po krótkiej walce z samym sobą wstałem i otworzyłem drzwi. To Wan Yung - tym razem ona potrzebuje pomocy. Sharina i Louis są u niej w pokoju. Pierwsza znów płacze, druga pokrzykuje po pijanemu. Aarti i Wan Yung szły odprowadzić Sharinę do Kingswood (inny campus, nieopodal), ale ktoś musiał mieć oko na Louis. Chrześcijańska moralność* znów wzięła górę - po raz kolejny zgodziłem się.
Nie wiem czy kiedyś mieliście przyjemność pilnować kogoś pijanego. Dziwicie się, dlaczego piszę przyjemność? A czy wiecie, jak bardzo adrenalina buzuje w żyłach, kiedy ów "podopieczny" nagle otwiera okno na piętrze, wychyla się niebezpiecznie i wykrzykuje dziwne frazy? Albo też - kiedy stara się usmażyć sobie wegański bekon?
Trwało dobre pół godziny, zanim Wan Yung i Aarti wróciły z Kingswood. W tym czasie Louis postanowiła sobie wyjść - cóż miałem zrobić, jeśli nie podążyć?
Jak zatem widzicie, na angielskim campusie każdy dzień jest pełen przygód.
____________________
*razem z Wan Yung i Aarti zaczęliśmy się zastanawiać nad salomonowym rozwiązaniem; nie można przecież zostawić pijanej Louis zupełnie samej sobie, bo może mieć to bardzo bolesne i smutne konsekwencje, ale z drugiej strony to już drugi miesiąc, a historia ta powtarza się przynajmniej raz na tydzień...wszelkie dziewczyn prośby i moje próby tłumaczenia, że to jest chociażby nie w porządku wobec nas spełzają na niczym, a nie możemy przecież niańczyć jej cały rok...czy macie jakieś rozsądne wnioski bądź porady?

2 Comments:
"...wyszliśmy po angielsku."
-> dobre :)
Czyli transcendujecie poziom Staszkowego mat-fizu: ja pochodnych drugiego stopnia już niet. (Całki wytłumaczył mi kiedyś kolega, więc to się nie liczy. Zresztą wyjaśnił mi tylko zupełne podstawy).
Prześlij komentarz
<< Home