Dzień 59 - poniedziałek
Ranek był ciężki.
Poniedziałki zaczynają się wykładem z filozofii myśli politycznej o 9. Nie jest to najlepsza pora, kiedy spać posżło się znów ok. drugiej. Co gorsza, jak już kiedyś zostało tu powiedziane, sala wykładowa jest wybitnie nieprzyjazna - ogrzewana i duszna. Nie ma takiej siły, która powstrzymałaby mój organizm od przełączania się na Stand-by.
Niestety podobnie było też na wykładzie z ekonomii. Może to maksymalizacja zysków tak na mnie działa, może ciepły i wygodny fotel nowoczesnej sali wykładowej...przykre, a zarazem nieco zabawne było to, że siedziałem w zupełnie pierwszym rzędzie...mam nadzieję że głowa mi przynajmniej nie opadała...za często...
Na obiedzie Constanza nie miała pieniędzy. Chciałem jej pożyczyć, ale odmawiała. Miała nadzieję, że za pozostałem miedziaki kupi sobie banana. Niestety nawet na to nie wystarczyło, więc w końcu poprosiła mnie o kartę.
Wieczorem znalazłem się na próbie Absolute Harmony. Jak sama nazwa wskazuje, jest to chór dla śpiewających i nieśpiewających (dzięki temu miałem tam w ogóle wstęp). Podzieliliśmy się na głosy i zaczęliśmy próbę. Nie wiem czy wiecie, że tu nie używa się do podawania dźwięku kamertonu, ale laptopa trzymanego na przedramieniu. W każdym razie jakoś udawało mi się trafiać w dźwięki basów. Śpiewaliśmy bowiem "Somebody to love" Queenów. Na koniec poszliśmy do kaplicy uniwersytetu i tam wykonaliśmy to razem z innym chórem.
Poniedziałki zaczynają się wykładem z filozofii myśli politycznej o 9. Nie jest to najlepsza pora, kiedy spać posżło się znów ok. drugiej. Co gorsza, jak już kiedyś zostało tu powiedziane, sala wykładowa jest wybitnie nieprzyjazna - ogrzewana i duszna. Nie ma takiej siły, która powstrzymałaby mój organizm od przełączania się na Stand-by.
Niestety podobnie było też na wykładzie z ekonomii. Może to maksymalizacja zysków tak na mnie działa, może ciepły i wygodny fotel nowoczesnej sali wykładowej...przykre, a zarazem nieco zabawne było to, że siedziałem w zupełnie pierwszym rzędzie...mam nadzieję że głowa mi przynajmniej nie opadała...za często...
Na obiedzie Constanza nie miała pieniędzy. Chciałem jej pożyczyć, ale odmawiała. Miała nadzieję, że za pozostałem miedziaki kupi sobie banana. Niestety nawet na to nie wystarczyło, więc w końcu poprosiła mnie o kartę.
Wieczorem znalazłem się na próbie Absolute Harmony. Jak sama nazwa wskazuje, jest to chór dla śpiewających i nieśpiewających (dzięki temu miałem tam w ogóle wstęp). Podzieliliśmy się na głosy i zaczęliśmy próbę. Nie wiem czy wiecie, że tu nie używa się do podawania dźwięku kamertonu, ale laptopa trzymanego na przedramieniu. W każdym razie jakoś udawało mi się trafiać w dźwięki basów. Śpiewaliśmy bowiem "Somebody to love" Queenów. Na koniec poszliśmy do kaplicy uniwersytetu i tam wykonaliśmy to razem z innym chórem.

0 Comments:
Prześlij komentarz
<< Home