Impreza
Nie napisano o tym w gazetach. Dzwony nie biły na trwogę. Ziemia nie zatrzęsła się i gwiazdy nie spadły. Świat rzeczy nie stanął na zrębie. Księżyc dalej świecił zza chmur, a wody falowały jak co dzień. Ale i tak było wesoło.
Na wieży zegarowej budynku uniwersyteckiego, wybudowanej przeszło 100 lat temu przez Thomasa Hollowaya, wybiła 18. Wojtek, niosąc bezcenny talerz z ciasteczkami, niepewnym krokiem udał się na piętro - na talerzu wszystko się ślizgało i niebezpiecznie zbliżało do krawędzi. W kuchni jednak nie było nikogo. No tak - pomyślał - w końcu to dziewczyny...
Minęło pół godziny. W kuchni numer 216 znalazło się wszystko, co potrzebne do typowej imprezy: jedzenie, picie i ludzie.
(od lewej: Aarti, Louis, Ashvin, Wan Yung, Benedine, Pardis; poniżej Ben i ja)
Benedine
Na wieży zegarowej budynku uniwersyteckiego, wybudowanej przeszło 100 lat temu przez Thomasa Hollowaya, wybiła 18. Wojtek, niosąc bezcenny talerz z ciasteczkami, niepewnym krokiem udał się na piętro - na talerzu wszystko się ślizgało i niebezpiecznie zbliżało do krawędzi. W kuchni jednak nie było nikogo. No tak - pomyślał - w końcu to dziewczyny...
Minęło pół godziny. W kuchni numer 216 znalazło się wszystko, co potrzebne do typowej imprezy: jedzenie, picie i ludzie.
(od lewej: Aarti, Louis, Ashvin, Wan Yung, Benedine, Pardis; poniżej Ben i ja)Świeczki płonęły na czekoladowym torcie, wprawiając wszystkich w szczególny nastrój.
Wojtek zafałszował: Happy birthday to..." i pozostali pociągnęli ton. Zaczęło się. Znaczy się picie. Stół podzielony był na pijących i pijących. Alkoholowo i nie. Wojtek i Benedine dotrzymywali kroku pozostałym, opróżniając kolejne szklanki Tesco Coli. Louis nie przebierała w środkach i bez pardonu zaglądała do butelki z wódką.
Później przyszedł czas na drinking games. Karty krążyły po stole, a alkohol w szklanicach, przyprawiając towarzystwo o coraz lepszy humor. Kto przegrał - pił. A gry były krótkie. Bardzo. Zgadywanie imion wciąż miało w sobie trochę emocji.
Wojtek zafałszował: Happy birthday to..." i pozostali pociągnęli ton. Zaczęło się. Znaczy się picie. Stół podzielony był na pijących i pijących. Alkoholowo i nie. Wojtek i Benedine dotrzymywali kroku pozostałym, opróżniając kolejne szklanki Tesco Coli. Louis nie przebierała w środkach i bez pardonu zaglądała do butelki z wódką.
Później przyszedł czas na drinking games. Karty krążyły po stole, a alkohol w szklanicach, przyprawiając towarzystwo o coraz lepszy humor. Kto przegrał - pił. A gry były krótkie. Bardzo. Zgadywanie imion wciąż miało w sobie trochę emocji.
Ashvin
BenedinePrzegrany za każdym razem pił. Piła Wan Yung. Piła swoją karę Ashvin. Ale Wojtek nie. Aarti też nie. Louis piła za nich obu.

Karą była 50-ka, więc Louis szybko zrobiła się "happy". W tym czasie Wan Yung zrobiła się czerwona niczym homar. Gracze postanowili, że to nie fair, gdy jedni piją a inni nie, więc Wojtek i Aarti mieli za karę wykonywać "dares". Aarti przegrała i miała wejść do kosza.
Aarti

Karą była 50-ka, więc Louis szybko zrobiła się "happy". W tym czasie Wan Yung zrobiła się czerwona niczym homar. Gracze postanowili, że to nie fair, gdy jedni piją a inni nie, więc Wojtek i Aarti mieli za karę wykonywać "dares". Aarti przegrała i miała wejść do kosza.
AartiWan Yung miała natomiast iść na dół, gdzie przebywał właśnie Chris z kolegami i powiedzieć, że chce go poślubić. Nie wahała się ani przez moment.
W tym czasie Louis zniknęła gdzieś z butelką wódki. Pełną. No, prawie. Widziano potem puste już szkło, Louis natomiast krążyła bez wyraźnego celu po korytarzu, zadając zaskakujące, choć wciąż te same pytania. "Wojtek, do you hate me? Do you wish that I die?"
Louis
W tym czasie Louis zniknęła gdzieś z butelką wódki. Pełną. No, prawie. Widziano potem puste już szkło, Louis natomiast krążyła bez wyraźnego celu po korytarzu, zadając zaskakujące, choć wciąż te same pytania. "Wojtek, do you hate me? Do you wish that I die?"
LouisPóźniej towarzystwo poszło na spacer. Ben, Chris, Ashvin, Wan Yung, Aarti, Wojtek i Louis. Ta ostatnia trójka szła razem, podtrzymując swą wesołą towarzyszkę. Mimo to kołysało nimi jak okrętem podczas burzy. Grupa obeszła cały campus, bo Ashvin - przyjaciółka Wan Yung - przyjechała z Manchesteru specjalnie na jej urodziny. Należało więc pokazać jej wszystko po kolei - od recepcji aż po pralnię.
Późniejszą porą, w mniejszej jeszcze grupie (Aarti dla bezpieczeństwa została z Louis w pokoju) przewędrowali przez pole golfowe. Wracając, zbłądzili w kolczaste zarośla. Tej nocy jednak nic nie mogło ich powstrzymać. Choć powietrze było zimne, a wiatr kąsał mrozem, tryskali wciąż energią. Nie minęło wiele czasu, kiedy znaleźli się przed niewielką drewnianą bramą R.A.F. Memorial. Brama była zamknięta. Ale zaledwie 100 metrów dalej rozciągał się uroczy widok na Londyn rozjaśniony nocną łuną świateł. Wojtek przeskoczył. Ben przeszedł. Chris przewalił się przez bramę. Dziewczyny nie mogły przedostać się same, więc Wojtek podniósł je i przeniósł. Pod pachy, jak niemowlaki. Wolno podeszli do zbocza i przez chwilę podziwiali światła Wielkiego Miasta.
Ben, Ashvin, Wan Yung i Chris. Londyn w tle.
Uwagę ich przykuła urocza ławka, stojąca samotnie na środku przystrzyżonego idealnie trawnika.
Ben, Wan Yung, Chris i Ashvin
Późniejszą porą, w mniejszej jeszcze grupie (Aarti dla bezpieczeństwa została z Louis w pokoju) przewędrowali przez pole golfowe. Wracając, zbłądzili w kolczaste zarośla. Tej nocy jednak nic nie mogło ich powstrzymać. Choć powietrze było zimne, a wiatr kąsał mrozem, tryskali wciąż energią. Nie minęło wiele czasu, kiedy znaleźli się przed niewielką drewnianą bramą R.A.F. Memorial. Brama była zamknięta. Ale zaledwie 100 metrów dalej rozciągał się uroczy widok na Londyn rozjaśniony nocną łuną świateł. Wojtek przeskoczył. Ben przeszedł. Chris przewalił się przez bramę. Dziewczyny nie mogły przedostać się same, więc Wojtek podniósł je i przeniósł. Pod pachy, jak niemowlaki. Wolno podeszli do zbocza i przez chwilę podziwiali światła Wielkiego Miasta.
Ben, Ashvin, Wan Yung i Chris. Londyn w tle.Uwagę ich przykuła urocza ławka, stojąca samotnie na środku przystrzyżonego idealnie trawnika.
Ben, Wan Yung, Chris i AshvinNagle nocną rozmowę przerwał niespodziewany, niski głos: "Bugger off or I'll call the police!". Towarzystwo posłusznie udało się z powrotem do pokoju. Po drodze jednak Wan Yung odebrała telefon. To Aarti dzwoniła po pomoc, gdyż Louis zwracała właśnie nadmiar swojego środka na "happiness". Rzygała.
Wojtek i Ben pobiegli co sił do pokoju 214. Było już po wszystkim - przy łóżku stał kosz, wokół niego na podłodze walały się gazety pokoju trochę śmierdziało. Louis leżąc na łóżku, wypowiadała kwestie nie powiązane żadnym ciągiem przyczynowo skutkowym. Krótka narada zaowocowała dwoma oczywistymi wnioskami:
1. Nie można zostawić jej samej,
2. Ktoś musi z nią zostać.
Aarti miała wykłady dnia następnego. Poza tym odbyła już swoją "służbę". Wojtek nie. Tym logicznym tokiem rozumowania przez kolejne 20 minut Wojtek czuwał, czytając, czy z Louis nie będzie się działo nic groźnego.
Później najwytrwalsi udali się do pokoju solenizantki, dokładnie naprzeciwko kuchni. Tam czekała już mata do Twistera. Zabawa jednak znudziła się i około 2 Chris zaczął pokazywać pozostałym filmy na YouTube.
Balonik, laptop i Chris
Wojtek, znużony długim dniem, wieczornym stresem, późną porą i angielskim humorem, udał się na spoczynek.
Wojtek i Ben pobiegli co sił do pokoju 214. Było już po wszystkim - przy łóżku stał kosz, wokół niego na podłodze walały się gazety pokoju trochę śmierdziało. Louis leżąc na łóżku, wypowiadała kwestie nie powiązane żadnym ciągiem przyczynowo skutkowym. Krótka narada zaowocowała dwoma oczywistymi wnioskami:
1. Nie można zostawić jej samej,
2. Ktoś musi z nią zostać.
Aarti miała wykłady dnia następnego. Poza tym odbyła już swoją "służbę". Wojtek nie. Tym logicznym tokiem rozumowania przez kolejne 20 minut Wojtek czuwał, czytając, czy z Louis nie będzie się działo nic groźnego.
Później najwytrwalsi udali się do pokoju solenizantki, dokładnie naprzeciwko kuchni. Tam czekała już mata do Twistera. Zabawa jednak znudziła się i około 2 Chris zaczął pokazywać pozostałym filmy na YouTube.
Balonik, laptop i ChrisWojtek, znużony długim dniem, wieczornym stresem, późną porą i angielskim humorem, udał się na spoczynek.









1 Comments:
Więc jednak, Polska wcale nie odstaje w "tych sprawach", od zgniłego zachodu:).
Prześlij komentarz
<< Home