Dzień 55 - czwartek
Minęły urodziny. Miałem się wziąć do pracy. Tak na serio. Serio serio. Ale życie wie lepiej czego mi potrzeba. Zamiast czytać wieczorem książkę, która doszła mi dziś do spisu lektur, zostałem wciągnięty w pieczenie brownies oraz oglądanie filmu. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie fakt, że ciasto szybko się skończyło, a film był najbardziej beznadziejną produkcją, jaką zdarzyło mi się w życiu oglądać. Jest to o tyle nietypowe, że Chris uznaje ów film za najfajniejszy jaki zna...cóż, angielskie poczucie humoru.
Czy zatem był to dzień stracony? W żadnym wypadku! Wykład i ćwiczenia z Economic Philosophy znów raziły mój światopogląd - w dyskusji przegrałem bowiem, pokonany logicznymi argumentami na rzecz nieingerowania państw obcych w politykę wewnętrzną obcych krajów. Nawet, jeśli tam się źle dzieje. Nawet, jeśli tam się zabijają. W wątpliwość poddano nawet to, czy warto ingerować, jeśli ma to zapobiec ludobójstwu (omawianym przykładem była wojna domowa w Rwandzie - konflikt Tutsi i Hutu)...
Oczywiście był jeszcze trening. Trening bardziej wyjątkowy niż zwykle (--> ..:://Walka\\::..)
Czy zatem był to dzień stracony? W żadnym wypadku! Wykład i ćwiczenia z Economic Philosophy znów raziły mój światopogląd - w dyskusji przegrałem bowiem, pokonany logicznymi argumentami na rzecz nieingerowania państw obcych w politykę wewnętrzną obcych krajów. Nawet, jeśli tam się źle dzieje. Nawet, jeśli tam się zabijają. W wątpliwość poddano nawet to, czy warto ingerować, jeśli ma to zapobiec ludobójstwu (omawianym przykładem była wojna domowa w Rwandzie - konflikt Tutsi i Hutu)...
Oczywiście był jeszcze trening. Trening bardziej wyjątkowy niż zwykle (--> ..:://Walka\\::..)

0 Comments:
Prześlij komentarz
<< Home