Dzień 54 - środa
Jakże odległy wydaje mi się ten dzień, chociaż zaledwie 6 wschodów minęło od tego czasu. Z coraz dalszej perspektywy rzeczy wydają mi się bardziej zatarte, kolorowe wspomnienia zlewają się w pamięci w niejasne wrażenie niecodziennego przeżycia.
Staram się przedrzeć w pamięci do tego wszystkiego, co miało miejsce tydzień temu. Czy zapomnienie oznacza, że żyję tylko dniem dzisiejszym, czy może jedynie słabą pamięć? Albo też - przesyt przeżyć i emocji?
Coraz bardziej jednak dni stają się podobne do siebie. Pierwsze wrażenie powoli zanika, a codzienność, choć staram się ją urozmaicać, przybiera jeden dominujący kolor. Nie oczekuję, że cały czas tu spędzony będzie w każdej chwili niezwykły, ale chciałbym, żeby z okresu studiów pozostała mi nie tylko wiedza, ale też obrazy w duszy wyryte.
Wróćmy zatem do środy.
Od kilku dni udaje mi się wprowadzać w życie zwyczaj porannego "Śniadanka z Panem Bogiem", czyli czytania Biblii przy śniadaniu. Choć może się to wydawać nieco dziwne, są dwa powody, dla których ten zwyczaj ma sens:
1. Oszczędzam trochę czasu, jedząc i czytając jednocześnie, a co więcej - jest to bardzo przyjemne,
2. Śniadanie jest codziennym rytuałem, od którego nie ma wyjątku - jeśli zatem uda mi się na dobre włączyć w to lekturę Pisma Świętego, może wreszcie uda mi się je przeczytać.
Zaczynałem już bowiem Biblię 3 razy. Z marnym skutkiem. Może tym razem się uda.
Spotkanie z Ojcem Vladem było jeszcze bardziej inspirujące - to bez wątpienia najciekawsze wykłady na zachód od Londynu. Tym razem mówiliśmy o Maxa Webera definicji motywacji i światopoglądu oraz teoriach mojego ulubionego myśliciela Nietzschego. Dosłownie uczta intelektualna. Gdybyście chcieli obejrzeć prezentacje, na których opierają się wykłady, zgłoście się po adres.
Wczesnym popołudniem zrobiłem dwie ostatnie warstwy galaretki, którą przygotowywałem na urodziny Wan Yung. Dziś bowiem obchodzi ona swoje 18 urodziny. Galaretka ma 5 warstw - każda innego koloru i smaku. Ponalewałem je do kubeczków po jogurtach, które gromadziłem przez przeszło miesiąc. Niestety, zapomniałem zabrać ich na górę i miałby być niespodzianką dopiero po 3 dniach, kiedy spostrzegłem je na dnie lodówki...
Inaczej jednak miała się rzecz z flapjacks. Ułożone na talerzu, otoczone sezamkami, sprawiały wrażenie iście...takie oto wrażenie:

Później przyszedł czas na imprezę. Na początku było nas 8 osób. Zaczęło się (--> ..:://Impreza\\::..).
Staram się przedrzeć w pamięci do tego wszystkiego, co miało miejsce tydzień temu. Czy zapomnienie oznacza, że żyję tylko dniem dzisiejszym, czy może jedynie słabą pamięć? Albo też - przesyt przeżyć i emocji?
Coraz bardziej jednak dni stają się podobne do siebie. Pierwsze wrażenie powoli zanika, a codzienność, choć staram się ją urozmaicać, przybiera jeden dominujący kolor. Nie oczekuję, że cały czas tu spędzony będzie w każdej chwili niezwykły, ale chciałbym, żeby z okresu studiów pozostała mi nie tylko wiedza, ale też obrazy w duszy wyryte.
Wróćmy zatem do środy.
Od kilku dni udaje mi się wprowadzać w życie zwyczaj porannego "Śniadanka z Panem Bogiem", czyli czytania Biblii przy śniadaniu. Choć może się to wydawać nieco dziwne, są dwa powody, dla których ten zwyczaj ma sens:
1. Oszczędzam trochę czasu, jedząc i czytając jednocześnie, a co więcej - jest to bardzo przyjemne,
2. Śniadanie jest codziennym rytuałem, od którego nie ma wyjątku - jeśli zatem uda mi się na dobre włączyć w to lekturę Pisma Świętego, może wreszcie uda mi się je przeczytać.
Zaczynałem już bowiem Biblię 3 razy. Z marnym skutkiem. Może tym razem się uda.
Spotkanie z Ojcem Vladem było jeszcze bardziej inspirujące - to bez wątpienia najciekawsze wykłady na zachód od Londynu. Tym razem mówiliśmy o Maxa Webera definicji motywacji i światopoglądu oraz teoriach mojego ulubionego myśliciela Nietzschego. Dosłownie uczta intelektualna. Gdybyście chcieli obejrzeć prezentacje, na których opierają się wykłady, zgłoście się po adres.
Wczesnym popołudniem zrobiłem dwie ostatnie warstwy galaretki, którą przygotowywałem na urodziny Wan Yung. Dziś bowiem obchodzi ona swoje 18 urodziny. Galaretka ma 5 warstw - każda innego koloru i smaku. Ponalewałem je do kubeczków po jogurtach, które gromadziłem przez przeszło miesiąc. Niestety, zapomniałem zabrać ich na górę i miałby być niespodzianką dopiero po 3 dniach, kiedy spostrzegłem je na dnie lodówki...
Inaczej jednak miała się rzecz z flapjacks. Ułożone na talerzu, otoczone sezamkami, sprawiały wrażenie iście...takie oto wrażenie:

Później przyszedł czas na imprezę. Na początku było nas 8 osób. Zaczęło się (--> ..:://Impreza\\::..).

0 Comments:
Prześlij komentarz
<< Home