Dzień 27 - czwartek
Zajęcia dopiero wieczorem. Wcześniej przeczytałem trochę Financial Times'a (trudne), przerobiłem rozdział o popycie (średnie) i zrobiłem zadanie z matematyki na następny tydzień (banalne).
O 16 zaczął się wykład z Filozofii Ekonomii (czytaj Financial Course). Poczucie humoru naszego wykłądowcy jest istotnie, jak sam mówi, 'bizarre'. Może dlatego, że jest Amerykaninem. Mimo to jest bardzo sympatyczny i traktuje nas inaczej niż pozostali nauczyciele - bardziej luźno i jak dorosłych. Efekt jest chyba taki, że zadaną książkę przeczytały 3 osoby na 10. Ale może to tylko moje wrażenie...dość, że większość czasu spędziliśmy na dygresjach i przedstawianiu się. Znów pamięć moja silnie szarpała się w stronę ubiegłych 3 lat i sali fizycznej nr 11...
Zaraz potem pobiegłem na Investment Course. Jest w nim coś niesamowitego - to pewnie kwestia osób. Kilku młodych ludzi, kilka lat pewnie starszych ode mnie, opowiada o giełdzie z taką pasją, jakiej nie widziałem u żadnego z dotychczasowych nauczycieli (no, prawie). Mówili o trednach rynkowych, analizie, wskaźnikach - dało się wyczuć promieniujące na wszystkich rosnące zainteresowanie. Dostaliśmy też zadanie - analizę jednej firmy i określenie, czy jej akcje pójdą w górę czy w dół. Na za tydzień.
Zaraz potem, z głową jeszcze gorącą od giełdy, pobiegłem na tregning. Niestety w czwartki odbywa się on nie, jak zawsze, na terenie campusu, ale w Egham, moja rozgrzewka trwała tym razem 20 minut. Sam trening trudno opisać - dość chyba powiedzieć, że za każdym razem jest coś nowego i ciekawego, a ćwiczenie daje mi satysfaktcję.
Właściwa rozgrzewka składała się głównie z rozciągania przygotowującego do szpagatu...I fell thin...sort of stretched...like butter spread over too much bread...
Na koniec dnia, jako że finis coronat opus, zrobiłem z Wan Yung Ciasto Marchewkowe. Właśnie tak, nie inaczej - Ciasto Marchewkowe. Nie będę opisywał, bo smaku i tak nie oddam, a tylko apetyt Wam zrobię...
O 16 zaczął się wykład z Filozofii Ekonomii (czytaj Financial Course). Poczucie humoru naszego wykłądowcy jest istotnie, jak sam mówi, 'bizarre'. Może dlatego, że jest Amerykaninem. Mimo to jest bardzo sympatyczny i traktuje nas inaczej niż pozostali nauczyciele - bardziej luźno i jak dorosłych. Efekt jest chyba taki, że zadaną książkę przeczytały 3 osoby na 10. Ale może to tylko moje wrażenie...dość, że większość czasu spędziliśmy na dygresjach i przedstawianiu się. Znów pamięć moja silnie szarpała się w stronę ubiegłych 3 lat i sali fizycznej nr 11...
Zaraz potem pobiegłem na Investment Course. Jest w nim coś niesamowitego - to pewnie kwestia osób. Kilku młodych ludzi, kilka lat pewnie starszych ode mnie, opowiada o giełdzie z taką pasją, jakiej nie widziałem u żadnego z dotychczasowych nauczycieli (no, prawie). Mówili o trednach rynkowych, analizie, wskaźnikach - dało się wyczuć promieniujące na wszystkich rosnące zainteresowanie. Dostaliśmy też zadanie - analizę jednej firmy i określenie, czy jej akcje pójdą w górę czy w dół. Na za tydzień.
Zaraz potem, z głową jeszcze gorącą od giełdy, pobiegłem na tregning. Niestety w czwartki odbywa się on nie, jak zawsze, na terenie campusu, ale w Egham, moja rozgrzewka trwała tym razem 20 minut. Sam trening trudno opisać - dość chyba powiedzieć, że za każdym razem jest coś nowego i ciekawego, a ćwiczenie daje mi satysfaktcję.
Właściwa rozgrzewka składała się głównie z rozciągania przygotowującego do szpagatu...I fell thin...sort of stretched...like butter spread over too much bread...
Na koniec dnia, jako że finis coronat opus, zrobiłem z Wan Yung Ciasto Marchewkowe. Właśnie tak, nie inaczej - Ciasto Marchewkowe. Nie będę opisywał, bo smaku i tak nie oddam, a tylko apetyt Wam zrobię...

3 Comments:
Moment... Ale szpagatu jeszcze nie robisz, I hope? :) A mostek? :)
Nie. Jeszcze nie. Ale może będzie pewien breakthrough w innej dziedzinie aktywności fizycznej...
Breakthrough? Brzmi curiousowo...
Prześlij komentarz
<< Home