Dzień 24 - poniedziałek
Po wycieczce ze zdwojoną siłą wstąpiłem w nowy tydzień. Właściwie siła ta sprowadzała się do zaciekłego czytania "Capitalism and Freedom" Miltona Friedmana - przez weekend przeczytałem całe 4 strony, a deadline to czwartek. Ten...
Przed południem - jak już pewnie pamiętacie - wykład z podstaw ekonomii. Dziś wkroczyliśmy w mikro. Czułem się jak czarnoksiężnik przyzywający demony, jak nekromanta szukający zakazanej przez naturę drogi, jak zły mnich, który czyta niewłaściwe księgi...Jak można bowiem sprowadzić przyjemność człowieka do prostej funkcji matematycznej, do wzoru i kreski na papierze???!!! Człowieka - do kilku cyferek!! Marginal Utility Theory, tak się to ładnie nazywa...
Obiad z Saszą minął na spokojnej rozmowie o biezących sprawach. I właśnie ta rozmowa sprawiła, że stałem się niespokojny. Okazało się, że na "za godzinę" jest do przeczytania artykuł (na swoją obronę dodam, że zadany w piątek...).
Na szczeście okazał się którki - tylko 10 stron. Scanning and skimming skills od pani Matuszak bardzo się przydały.
Na ćwiczeniach ekonomia dobiła mnie jeszcze bardziej. Wykłądowca udowodnił nam, że minimalne płace nie mają sensu i prowadzą do jeszcze większego ubóstwa. Co de facto oznacza, że wyzysk taniej siły roboczej jest najmniejszym złem...a kupowanie tego, co najtańsze lub po promocji przekłada się na jeszcze bardziej niesprawiedliwe warunki pracy...
Na ćwiczeniach z matematyki wypocząłem i odrobiłem zadanie z ekonomii. Tylko ktoś coś cały czas jakby mówił w oddali i trochę mi to przeszkadzało w koncentracji. Cóż...
Postanowiłem też skorzystać z niepowtarzalnej okazji, jaką jest społeczność uczniowska z ponad 100 krajów, aby zrobić listę przydatnych słów w różnych językach. Na razie mam po kilka zwrotów w chińskim, bułgarsim, rosyjskim, malajskim, włoskim i birmiańskim. Póki co moim ulubionym jest: Min ga la ban! Co oznacza, zgadujcie sami...
Właśnie na potrzeby tej listy poszedłem wieczorem na górę do sąsiadek. I tak się nieszczęśliwei złożyło, że Wan Yung akurat zabierała się za robienie ciasta z rodzynkami (z nieznanej przyczyny nazywając je "fruit cake"). Nie mogłem przepuścić takiej okazji (--> ..:://Nałóg\\::..). I coś we mnie wstąpiło, żeby zaproponować jeszcze jeden wypiek...oczywiście oba produkty przeszły przez filtr lokalnych smakoszy, czyli sąsiadów z parteru i pierwszego piętra. Tylko Fanni nie zjadła, bo zaparła się ze swoją dietą.
Poszedłem spać jak zwykle - późno.
Przed południem - jak już pewnie pamiętacie - wykład z podstaw ekonomii. Dziś wkroczyliśmy w mikro. Czułem się jak czarnoksiężnik przyzywający demony, jak nekromanta szukający zakazanej przez naturę drogi, jak zły mnich, który czyta niewłaściwe księgi...Jak można bowiem sprowadzić przyjemność człowieka do prostej funkcji matematycznej, do wzoru i kreski na papierze???!!! Człowieka - do kilku cyferek!! Marginal Utility Theory, tak się to ładnie nazywa...
Obiad z Saszą minął na spokojnej rozmowie o biezących sprawach. I właśnie ta rozmowa sprawiła, że stałem się niespokojny. Okazało się, że na "za godzinę" jest do przeczytania artykuł (na swoją obronę dodam, że zadany w piątek...).
Na szczeście okazał się którki - tylko 10 stron. Scanning and skimming skills od pani Matuszak bardzo się przydały.
Na ćwiczeniach ekonomia dobiła mnie jeszcze bardziej. Wykłądowca udowodnił nam, że minimalne płace nie mają sensu i prowadzą do jeszcze większego ubóstwa. Co de facto oznacza, że wyzysk taniej siły roboczej jest najmniejszym złem...a kupowanie tego, co najtańsze lub po promocji przekłada się na jeszcze bardziej niesprawiedliwe warunki pracy...
Na ćwiczeniach z matematyki wypocząłem i odrobiłem zadanie z ekonomii. Tylko ktoś coś cały czas jakby mówił w oddali i trochę mi to przeszkadzało w koncentracji. Cóż...
Postanowiłem też skorzystać z niepowtarzalnej okazji, jaką jest społeczność uczniowska z ponad 100 krajów, aby zrobić listę przydatnych słów w różnych językach. Na razie mam po kilka zwrotów w chińskim, bułgarsim, rosyjskim, malajskim, włoskim i birmiańskim. Póki co moim ulubionym jest: Min ga la ban! Co oznacza, zgadujcie sami...
Właśnie na potrzeby tej listy poszedłem wieczorem na górę do sąsiadek. I tak się nieszczęśliwei złożyło, że Wan Yung akurat zabierała się za robienie ciasta z rodzynkami (z nieznanej przyczyny nazywając je "fruit cake"). Nie mogłem przepuścić takiej okazji (--> ..:://Nałóg\\::..). I coś we mnie wstąpiło, żeby zaproponować jeszcze jeden wypiek...oczywiście oba produkty przeszły przez filtr lokalnych smakoszy, czyli sąsiadów z parteru i pierwszego piętra. Tylko Fanni nie zjadła, bo zaparła się ze swoją dietą.
Poszedłem spać jak zwykle - późno.

0 Comments:
Prześlij komentarz
<< Home