The Conquest of England

Relacje z frontu na Wyspach.

Nazwa:
Lokalizacja: Poland

wtorek, października 17, 2006

The Royal Pub

Nad brzegami Trefdraeth zapadał już zmierzch. Ciche i ponure miasteczko o wąskich ulicach żegnało kolejny dzień. Milczące domy opowiadały historię swoich właścicieli - ludzi, którzy zamknięci w swoich domostwach nie wychodzą nigdy na ulice. Tylko w kilku oknach świeciły się światła.

Weszliśmy do Royal Pub. Spojrzenia, jakie nas przywitały mówiły wystarczająco wiele - nie lubią to obcych. Ponure twarze, oczy wodzące po naszych plecach i martwa cisza, jaka zapadła po naszym wejściu wystarczą za potwierdzenie.

Podszedłem do baru. Chciałem zamówić walijskiej piwo, ale jeden z lokalnych czuł się ważniejszy. Zaczął nagabywać barmankę, dlaczego nie obsługuje go jako pierwszego. Dziewczyna chciała go spławić, ale nie pozwolił na to i coraz głośniej dopominał się o swój trunek. Wtedy z krzesła po drugiej stronie baru podniósł się stary Walijczyk. "Może ci dac chousteczkę chłopcze, bo jeszcze się popłaczesz?" zapytał spokojnie z subtelną drwiną w głosie. Poczułem sie pewniej, a nagabywacz wrócił na swoje miejsce. Podziękowałem Walijczykowi uśmiechem.

Przy stoliku musieliśmy się bardzo ścisnąć, ale wszyscy się zmieścili. Nie wiem dlaczego, ale atmosfera była zupełnie inna, niż kiedyś w pubie z sąsiadami z korytarza. Dość, że szybko zaczęliśmy grać w tak zwane 'drinking games'. Na pierwszy ogień posżło 'This it the Witch' - kto przegra, pije. Potem przyszedł czas na dużo trudniejsze 'How many pixies are there in the bottle?' - zasady te same. Nie szło mi dobrze, więc mój 'pint' szybko się skończył. Później grałem już bez trunku, bo nie chciałem więcej pić. W każdym razie w odwecie zaproponowałem potem "Kulturalnego krasnoludka". Dla Anglików okazało się to dużo trudniejsze niż sądziłem - widać, że chamski to naród. Na koniec, kiedy już wszyscy wokół mnie spróbowali chyba każdego z trzech rodzajów walijskiego 'real ale', rozpoczęła się gra w 'I have never...'. Pobyt w Royal Pub zakończyłem partią bilarda (przegraną, jak wszystkie dotychczasowe tutaj partie).

1 Comments:

Anonymous Anonimowy said...

nie chce mi sie wierzyc ze byli niemili... moze miales pecha:P ja Walijczykow pamietam bardzo dobrze tych z pubów również:)albo to ja mialam szczescie.. kto to wie...:) pozdrawiam!

3:16 PM  

Prześlij komentarz

<< Home