Dzień 26 - środa
Dla odmiany z rana
Poczytałem sobie Friedmana
A żeby weselej mi było
Popołudniu to samo się robiło.
Ale w końcu skończyłem. Moje pierwsze solidne 200 stron po angielsku. I nie czepiajcie się, że sżło jak krew z nosa - może dlatego, że czytałem dokładnie, a ze względu na Morfeusza nawet po kilka razy niektóre fragmenty. Ale teraz pewnie będzie lepiej. Na pewno będzie lepiej...będzie lepiej...będzie lepiej...będzie lepiej...będzie lepiej...będzie lepiej...będzie lepiej...["Kłamstwo powtórzone 1000 razy staje się prawdą" Goebbels]
W międzyczasie byłem na Religions&Conflicts u Ojca Vlada. To jest zdecydowanie najciekawszy i najbardziej thought-provoking [konkurs na najlepszy którki polski ekwiwalent tego wyrażenia - nagroda: wirtualny uścisk dłoni] przedmiot, jaki mam. Ojciec na każdym kroku udowadnia nam, że jesteśmy głupi i mamy Duże braki w tzw. "ogólnokulturze". Cóż, trzeba coś z tym zrobić.
Kolega zza drzwi zapraszał mnie na maraton filmowy...Władcy Pierścieni...wersję rozrzerzoną. Zdrowy rozsądek zakrzyknął: NIE! i drogą kompromisu wpadłem tylko na 20 minut. Dzięki temu czas między 14 a 24 nie był wycięty z życiorysu.
Wieczorem byłem jeszcze na karate. Zapłaciłem za cały semestr, więc teraz już nie ma wyboru...Zaletą mieszkania poza właściwym campusem uniewrsyteckim jest konieczność przemieszczania się. Kiedy łączy się to z oszczędnością czasu, jaką staram się egzekwować, wychodzi na to, że wychodzę za późno, żeby dojść na czas. Dlatego też biegnę. Z drugiej strony, jest to miła rozgrzewka.
Na koniec poszedłem jeszcze do bilioteki. Odkryłem bowiem, że mają tu wielki zasób klasyki filmowej i muzycznej - do wypożyczenia za darmo. Już czuję, jak przez te 3 lata będzie się moja kultura wykuwać...póki co na pierwszy ogień poszedł Bergman - Through a glass darkly.
Wieczorem Wan Yung przyniosła mi do pokoju zrobiony przez siebie Mix Owocowy. Wyglądało jak zupa z pokrojonymi kawałkami jabłek, pomarańczy i śliwek. Wszystko zanurzone w, jak się potem dowiedziałem, zwykłej wodzie z cukrem. Miło z jej strony.
Uprzedzając Wasze odpowiedzi: Dziękuję/Nie trzeba
Poczytałem sobie Friedmana
A żeby weselej mi było
Popołudniu to samo się robiło.
Ale w końcu skończyłem. Moje pierwsze solidne 200 stron po angielsku. I nie czepiajcie się, że sżło jak krew z nosa - może dlatego, że czytałem dokładnie, a ze względu na Morfeusza nawet po kilka razy niektóre fragmenty. Ale teraz pewnie będzie lepiej. Na pewno będzie lepiej...będzie lepiej...będzie lepiej...będzie lepiej...będzie lepiej...będzie lepiej...będzie lepiej...["Kłamstwo powtórzone 1000 razy staje się prawdą" Goebbels]
W międzyczasie byłem na Religions&Conflicts u Ojca Vlada. To jest zdecydowanie najciekawszy i najbardziej thought-provoking [konkurs na najlepszy którki polski ekwiwalent tego wyrażenia - nagroda: wirtualny uścisk dłoni] przedmiot, jaki mam. Ojciec na każdym kroku udowadnia nam, że jesteśmy głupi i mamy Duże braki w tzw. "ogólnokulturze". Cóż, trzeba coś z tym zrobić.
Kolega zza drzwi zapraszał mnie na maraton filmowy...Władcy Pierścieni...wersję rozrzerzoną. Zdrowy rozsądek zakrzyknął: NIE! i drogą kompromisu wpadłem tylko na 20 minut. Dzięki temu czas między 14 a 24 nie był wycięty z życiorysu.
Wieczorem byłem jeszcze na karate. Zapłaciłem za cały semestr, więc teraz już nie ma wyboru...Zaletą mieszkania poza właściwym campusem uniewrsyteckim jest konieczność przemieszczania się. Kiedy łączy się to z oszczędnością czasu, jaką staram się egzekwować, wychodzi na to, że wychodzę za późno, żeby dojść na czas. Dlatego też biegnę. Z drugiej strony, jest to miła rozgrzewka.
Na koniec poszedłem jeszcze do bilioteki. Odkryłem bowiem, że mają tu wielki zasób klasyki filmowej i muzycznej - do wypożyczenia za darmo. Już czuję, jak przez te 3 lata będzie się moja kultura wykuwać...póki co na pierwszy ogień poszedł Bergman - Through a glass darkly.
Wieczorem Wan Yung przyniosła mi do pokoju zrobiony przez siebie Mix Owocowy. Wyglądało jak zupa z pokrojonymi kawałkami jabłek, pomarańczy i śliwek. Wszystko zanurzone w, jak się potem dowiedziałem, zwykłej wodzie z cukrem. Miło z jej strony.
Uprzedzając Wasze odpowiedzi: Dziękuję/Nie trzeba

0 Comments:
Prześlij komentarz
<< Home