Extranjeras
W filmie występowały też Polki. Mówiły o tym, jak w Hiszpanii odnalazły lepsze życie, zaaklimatyzowały się i żyją w obcym kraju. Pomyślałem o sobie – czy ja też tak powiem za 2 lata? A za 4? Mam nadzieję, że nie. Pomyślałem o tych wszystkich, którzy wyjechali do Anglii – bo tu lepiej, więcej płacą, bo tu inne życie. Pomyślałem o tych wszystkich w Polsce, którzy mówią: mamy głupich polityków, beznadziejny rząd, w kraju nie da się żyć, młodzi uciekają, z Polską coraz gorzej. Mówią, bo nie wiedzą, co jest po drugiej stronie, za wielką wodą, która pochłania wspomnienia. Mówią, że można się przyzwyczaić. Tak, zapewne można i jest to wielką tragedią, tak jak osobistą tragedią jest każda emigracja czy przesiedlenie. Bo to przedarcie karty na dwoje, to wyrwanie drzewa bez korzeni, to rozszczepienie Domu na schronienie i wspomnienie. Tak, dzieci takich ludzi pewnie wciąż będą niepewne swojej prawdziwej tożsamości, ale ich dzieci już się przyzwyczają, bo zatrą się granice.
Myślę, że w pewnym sensie emigracja jest tragedią. Tragedią, gdyż jest jednocześnie smutnym i nieuniknionym wyborem. Człowiek pozostawia tą część siebie, którą oddał innym, za sobą: zrywa niewidzialne więzi społeczne, które sprawiały, że czuł się dobrze tu, a nie gdzie indziej; zrywa niewidzialne więzi narodowe, które sprawiały, że przedstawiał się jako członek tej grupy, z którą łączyła go tradycja i całe życie doświadczeń. Choć na początku tego nie widać, zjawisko to wydaje się nieuniknione – woda płynie jeszcze jakiś czas, ale źródło wyschło.
Myślę, że w pewnym sensie emigracja to zaczynanie życia od nowa. Tyle tylko, ze natura nie przygotowała nas na to tak dobrze, jak za pierwszym razem: za mało jesteśmy ciekawi, za bardzo obarczeni tradycją, doświadczeniem i zdolnością porównywania. Zamiast chłonąć nowy świat zupełnie bezkrytycznie, w swoim poznawaniu zawierać jego całość, porównujemy, pamiętamy, mimowolnie przyjmujemy lub buntowniczo odrzucamy każdy element nowej rzeczywistości. Tak rodzi się kultura emigracyjna, która za obiekt czci przyjmuje zwykle utracone dziedzictwo kultury.
Myślę, że można z tym żyć. Natura wyposażyła nas też w pamięć, która przemija i jakkolwiek strasznie miałoby to zabrzmieć jest to jedyna rzecz, która pozwala na przetrwanie. Ciężar świata, który nie jest już żywy, a jedynie jak oprawiony w złotą ramę obraz wisi na ścianie wspomnień, jest zbyt wielki, by dźwigać go co dnia. Ból, który pojawia się, gdy obraz blaknie z miesiąca na miesiąc, gdy w pamięci pojawiają się już białe plamy, to nic innego jak tęsknota. Wreszcie, kiedy pozostaje tylko rama i kontur, zaczynamy wypełniać pustkę obrazu nową rzeczywistością i świeżymi wspomnieniami. Nasz obraz nabiera barw i znów nam służy – ale już w innym świecie. Jedynym, jaki mamy.
Myślę, że w pewnym sensie emigracja jest tragedią. Tragedią, gdyż jest jednocześnie smutnym i nieuniknionym wyborem. Człowiek pozostawia tą część siebie, którą oddał innym, za sobą: zrywa niewidzialne więzi społeczne, które sprawiały, że czuł się dobrze tu, a nie gdzie indziej; zrywa niewidzialne więzi narodowe, które sprawiały, że przedstawiał się jako członek tej grupy, z którą łączyła go tradycja i całe życie doświadczeń. Choć na początku tego nie widać, zjawisko to wydaje się nieuniknione – woda płynie jeszcze jakiś czas, ale źródło wyschło.
Myślę, że w pewnym sensie emigracja to zaczynanie życia od nowa. Tyle tylko, ze natura nie przygotowała nas na to tak dobrze, jak za pierwszym razem: za mało jesteśmy ciekawi, za bardzo obarczeni tradycją, doświadczeniem i zdolnością porównywania. Zamiast chłonąć nowy świat zupełnie bezkrytycznie, w swoim poznawaniu zawierać jego całość, porównujemy, pamiętamy, mimowolnie przyjmujemy lub buntowniczo odrzucamy każdy element nowej rzeczywistości. Tak rodzi się kultura emigracyjna, która za obiekt czci przyjmuje zwykle utracone dziedzictwo kultury.
Myślę, że można z tym żyć. Natura wyposażyła nas też w pamięć, która przemija i jakkolwiek strasznie miałoby to zabrzmieć jest to jedyna rzecz, która pozwala na przetrwanie. Ciężar świata, który nie jest już żywy, a jedynie jak oprawiony w złotą ramę obraz wisi na ścianie wspomnień, jest zbyt wielki, by dźwigać go co dnia. Ból, który pojawia się, gdy obraz blaknie z miesiąca na miesiąc, gdy w pamięci pojawiają się już białe plamy, to nic innego jak tęsknota. Wreszcie, kiedy pozostaje tylko rama i kontur, zaczynamy wypełniać pustkę obrazu nową rzeczywistością i świeżymi wspomnieniami. Nasz obraz nabiera barw i znów nam służy – ale już w innym świecie. Jedynym, jaki mamy.

3 Comments:
A jak Myśl - ideał. Fantazmat korzeni urośnie tak bardzo, że rzeczywistość nie będzie w stanie temu sprostać?
To problem każdej rozłąki.
To też problem przywiązania. Stań się idealnym kosmopolitą, wzgardź korzeniami, a domem prawdziwie bedzie cały świat.
A good traveller doesn't know where he is going. A perfect traveller doesn't know where he comes from?
Prześlij komentarz
<< Home