Dzień 125 - sobota
Moja sobota wygląda pewnie inaczej niż typowa sobota studencka. Budzę się rano koło ósmej, biorę prysznic i zaczynam naukę. Jako, że w tygodniu nie mam czasu na porządne przeczytanie rozdziałów czy odrobienie zadań, sobota jest dniem intensywnie pracującym. Ktoś zawoła: „ Wojtek, ty się tylko uczysz i uczysz!”. Cóż, owszem, uczę się dużo w soboty. Ale to dlatego, że uczę się mało w tygodniu. Taka mała modulacja.
Ale trudno się uczyć bez przerwy, więc zrobiłem sobie małą pauzę na kolejny pożyteczny film – tak, hiszpański – o emigrantkach w kraju don Quijote’a (--> ..:://Extranjeras\\::..).
Później sprawdziłem jeszcze wyjątkowo najświeższe wiadomości – Bogu dzięki, bo inaczej przegapiłbym zapewne zaćmienie Księżyca! Niecodziennie wszak widzi się naszego satelitę najpierw zanikającego, a potem przechodzącego w kolor pomarańczowy na tle czarnego nieba.
Wieczorem miałem się dalej uczyć, ale – znowu pewnie Bożym zrządzeniem – wpadła mi w oko ulotka zawieszona na tablicy informacyjnej: uniwersytecki chór katedralny i kilku zaproszonych solistów wykonują „The passing of the year” autorstwa Johna Donne’a oraz „Carmina Burana” Carla Orffa*. Płomyczek spontanicznego entuzjazmu szybko przemienił się w rozbuchany ogień i na godzinę przed rozpoczęciem przekonałem Benedine, że warto się na to wybrać. I rzeczywiście warto było. Pierwsza carmina burana huknęła z mocą i płynęła w niej potężna energia, moc wielowiekowych słów i melodii. Za taki koncert dałbym 3 funty nawet w Polsce!

* każdy to zna; kto nie kojarzy niech na YouTube wpisze „o fortuna”
Ale trudno się uczyć bez przerwy, więc zrobiłem sobie małą pauzę na kolejny pożyteczny film – tak, hiszpański – o emigrantkach w kraju don Quijote’a (--> ..:://Extranjeras\\::..).
Później sprawdziłem jeszcze wyjątkowo najświeższe wiadomości – Bogu dzięki, bo inaczej przegapiłbym zapewne zaćmienie Księżyca! Niecodziennie wszak widzi się naszego satelitę najpierw zanikającego, a potem przechodzącego w kolor pomarańczowy na tle czarnego nieba.
Wieczorem miałem się dalej uczyć, ale – znowu pewnie Bożym zrządzeniem – wpadła mi w oko ulotka zawieszona na tablicy informacyjnej: uniwersytecki chór katedralny i kilku zaproszonych solistów wykonują „The passing of the year” autorstwa Johna Donne’a oraz „Carmina Burana” Carla Orffa*. Płomyczek spontanicznego entuzjazmu szybko przemienił się w rozbuchany ogień i na godzinę przed rozpoczęciem przekonałem Benedine, że warto się na to wybrać. I rzeczywiście warto było. Pierwsza carmina burana huknęła z mocą i płynęła w niej potężna energia, moc wielowiekowych słów i melodii. Za taki koncert dałbym 3 funty nawet w Polsce!
* każdy to zna; kto nie kojarzy niech na YouTube wpisze „o fortuna”

0 Comments:
Prześlij komentarz
<< Home