Dzień 111 - piątek
Dzień był troszkę napięty, bo jak zwykle miałem więcej planów niż czasu. Mimo to zdarzyło się kilka niespodzianek.
Wykład z Economic Workshop dotyczył ekonomii behawioralnej. Było łatwo i przyjemnie, bo stanowiło to właściwie powtórkę tego, o czym pisałem przez święta esej. Po wykładzie i krótkiej rozmowie wykładowca powiedział, że jest możliwość zaangażowania się w eksperymenty, jakie prowadzą w tej dziedzinie. Może się skuszę i pójdę za ciosem.
Po hiszpańskim pobiegłem pod wieżę zegarową. Pozostali – Asif, Sasza, Wan Yung i Benedine - już tam byli. Mieliśmy iść oglądać dom na przyszły rok. Czekaliśmy jeszcze na wynajmującego. Każdy jakoś go sobie wyobrażał, ale rzeczywistość zaskoczyła wszystkich. Srebrne, nisko zawieszone BMW podjechało powoli, opuściła się szyba i wychylił młody, ubrany w garnitur pan w stylu yuppie. Nieco zmieszani wcisnęliśmy się do dwudrzwiowego auta i zaczęliśmy słuchać, jak korzystna oferta nam się trafiła. Niestety, na miejscu rzeczywistość rozwiała nasze złudzenia – ciasne korytarze, stare drzwi, kuchnia „w przejściu” i kilka innych małych rzeczy. Tak się jednak złożyło, że jednym z lokatorów był Polak. Krótka rozmowa na stronie o ogólnym standardzie i układach z wynajmującym powiedziała całą prawdę. Wychodzić czym prędzej.
Po powrocie spakowałem się i wyszedłem, przestępując próg jako wędrowiec i zaczynając kolejną podróż. Po drodze wstąpiłem jeszcze do Spara kupić owoce na kolację.
- Der szud bi a prajs…sori, I don’t noł…
- Jesteś z Polski?
[moment zaskoczenia]
- Tak!
- A skąd przyjechałać?
- Ja z półnoocy, zachodniopomooorskiie…

0 Comments:
Prześlij komentarz
<< Home