The Conquest of England

Relacje z frontu na Wyspach.

Nazwa:
Lokalizacja: Poland

poniedziałek, stycznia 29, 2007

Dzień 93 - poniedziałek

Poniedziałki, jak to zwykle bywa, potrafią zaskakiwać.

Na ćwiczeniach miała miejsce sytuacja (--> ..:://Zdjęcie\\::..), która na szczęście skończyła się niegroźnie. Pod koniec zajęć wykładowca zdenerwował się, że niektórzy go nie słuchają i zagroził, że przedłuży wykład aż do końca lekcji (czyli jeszcze kwadrans). I rzeczywiście tak zrobił! Zaskoczył tym nas wszystkich - mnie pozytywnie, że potrafi jednak być stanowczy, innych pewnie negatywnie, że jednak trzyma się tego co mówi.

Podczas próby chóru śpiewaliśmy remix Abby - skompilowane największe hity: "Fernando", "Take a chance", "S.O.S.", "The winner takes it all", "Dancing Queen". Niestety ja, jako bas, miałem do śpiewania na przemian zaledwie kilka nutek. Cóż, każdemu według umiejętności.

Porozmawiałem natomiast serdecznie z Czechem i Słowakiem, których zawsze na próbach spotykam. W słowiańskiej rozmowie jest coś, co wymyka się słowom: czy to poczucie humoru, czy jakaś nić wspólnoty, która łączyła może niegdyś naszych przodków...a może po prostu wspólna płaszczyzna kulturowa, która funkcjonuje po jednej i drugiej stronie Karpat sprawia, że rozumiemy się dużo lepiej, aniżeli z Wyspiarzami?

Wieczorem odbywały się urodziny Louis. W plecaku znajdowała się jeszcze plastyczna masa cukrowa do pokrycia urodzinowego ciasta, które samo w sobie było bardzo przeciętne - zapewne dlatego, że vegańskie. Dość powiedzieć, że kiedy zajęci byliśmy wałkowaniem, do kuchni niepostrzeżenie wkradła się Pardis i po krótkiej, lecz dramatycznej scenie spożyła kawałek czekoladowego ciasta. Doniosły tragizm tego zdarzenia podkreśla fakt, że w grudniu okazało się, że Pardis jest uczulona na czekoladę. To, co potem nastąpiło, przerosło nasze wyobrażenie. Najpierw zaczęła ciężko wciągać powietrze, cały czas mówiąc, że wszystko jest dobrze. Otworzyła okno i stała przy nim, ciężko oddychając. Chciała coś powiedzieć, zaśmiać się, ale zaczęła się krztusić. Jej oddech stawał się coraz cięży i szybszy. Po chwili musiała usiąść. Bynajmniej nie przeszło to, ale wręcz przeciwnie - jak fale na morzu, pchane silnym wiatrem coraz wyżej się wznoszą, potężniej atakując skałę - tak też jej oddech stawał się z każdą minutą bardziej niespokojny. Mieliśmy iść z ciastem na górę, ale Pardis musiała odpocząć. Wyglądała jak ktoś, ktonie jest pewien swoich kroków. Powoli szliśmy na górę - ona przodem, jak tuż za nią. Raz niepewnie zachwiała się na schodach, drugi raz wsparła się na poręczy i przystanęła na chwilę. Wyglądała, jakby za chwilę miała zemdleć.

Czy to nasze ciasto tak podziałało? Czy uczulenie Pardis jest tak przerażająco silne, żeby po 1 kawałku ciasta wyssać z niej siły? Nie. Wyszło bowiem na jaw, że tego samego dnia zjadła jeszcze kilka kawałków czekolady w innej postaci, a skumulowany efekt przyniósł to, co widzieliśmy na własne oczy.

W pokoju Louis trwała beztroska rozmowa. Pardis poczuła się lepiej i też dołączyła. Oboje mieliśmy jednak zadania domowe, więc o północy pożegnaliśmy się i poszliśmy do mojego pokoju?

Zaraz ktoś uważny zapyta: "Jak to, razem w Twoim pokoju zadania odrabialiście? To się tak teraz nazywa?", więc uprzedzając pytanie odpowiem - tak właśnie było, bo Pardis miała w pokoju bałagan, którego nie chciało jej się sprzątać, a w bałaganie, jak sama mówi, nie może pracować.

Około pierwszej za drzwiami rozległy się podniesione głosy. To Louis przyszła się pochwalić, że wypiła na raz cztery puszki piwa. Duża plama na jej swetrze sugerowała inne wnioski. Dość jednak powiedzieć, że była tym razem na tyle rozsądna, że zgodziła się od razu pójść spać.

Pardis skoczyła swoje zadanie wcześniej i chyba była zmęczona, bo przysnęła półleżąc na łóżku. Ja i Wan Yung, która zjawiła się razem z Louis, rozmawialiśmy jeszcze i dokańczaliśmy hiszpański. O się pożegnałem ją tradycyjnym już "See you today" i ułożyłem się do twardego snu.

1 Comments:

Anonymous Anonimowy said...

Jak bedziesz w domu to właczymy sobie ABBĘ i zaśpiewamy razem. Na nowych kolumnach świetnie słychać...
...Wojtek śpiewa ABBE,... chciałbym to zobaczyc na własne oczy..

10:22 PM  

Prześlij komentarz

<< Home