The Conquest of England

Relacje z frontu na Wyspach.

Nazwa:
Lokalizacja: Poland

piątek, grudnia 08, 2006

Dzień 72 - niedziela

Wojtku, muszę przyznać, że jestem zaskoczony. Mile zaskoczony. Dlaczego? Otóż nie byłem przekonany co do tego, że uda Ci się zaliczyć dwa stopnie karate za jednym razem. Że łatwo? Ale widzisz, tylko kilku osobom się to udało. A teraz masz czerwony pas i nadzieję, że jak się przyłożysz, to może pod koniec trzeciego roku stopień mistrzowski będzie w zasięgu ręki.

Trochę męczący był ten dzień. Najpierw trening na sali w jakieś 50 osób...mało się nie pozabijaliście. A potem jeszcze to czekanie: przed, w napięciu, żeby nie przejść w letarg i po, spokojnie, w letargu, żeby nie zasnąć przed oczami komisji. Ale musisz przyznać, że był to pewien rodzaj społeczności - nikt nie wychodzi po swoim zdawaniu; wszyscy z szacunkiem czekają na ostatnią osobę. I jeszcze cała ta zabawa z Twoim imieniem...przyzwyczaj się, że kiedy cisza przed wyczytaniem jest nienaturalnie długa, to chodzi o Ciebie i nie musisz czekać, aż Anglicy połamią sobie języki, mówiąc "Wojżczek". A swoją drogą miło, że przynajmniej główny sensei słyszał o Polsce na tyle, żeby wiedzieć o naszej "wojowniczej historii".

Może szkoda, że nie poszedłeś z klubem na wspólną kolację po zdawaniu. Wiem, musiałeś czytać, ale przecież kurczak w miodzie też nie zajmuje pięciu minut. Ale jak chcesz. I pamiętaj, jak na drugi raz będziesz robił ryż na mleku, to nie mieszaj miodu z czekoladą. Tak chyba będzie lepiej.