The Conquest of England

Relacje z frontu na Wyspach.

Nazwa:
Lokalizacja: Poland

czwartek, grudnia 07, 2006

Dzień 69 - czwartek

Powiedzieć, że dzisiejszy dzień był zadowalający to za mało. Powiedzieć, że naprawdę się udał - o, to tak w sam raz.

Zapyta ktoś może skąd we mnie taki niespodziewany "hurra-optymizm". Już śpieszę z tłumaczeniem.

Dzień zacząłem dokładnie tak jak chciałem: pompkami, zimnym prysznicem, śniadaniem z Biblią i hiszpańskim.

Sprawa oceny "została rozpatrzona". Pozytywnie rozpatrzona. Wykładowca przyznał się do błędu i powiedział, że mam kilka punktów więcej. Kilka, czyli 10, co przeniosło mnie do wyższej oceny: "first". Mam zatem na sumieniu:

75% z Międzynarodowej Polityki Ekonomicznej
87% z Podstaw Ekonomii

Mimo, że testy te nie były trudne, to i tak się cieszę.

Ale to zgoła nic jeszcze.

Udało mi się wziąć udział w eksperymencie ekonomicznym. Zaczynał się bardzo obiecująco:

"In this experiment you can win a considerable amount of money"

Byłem jednym z graczy w tzw. "grze w ultimatum". Druga strona proponowała układ, który pozwalał nam obu zarobić. Jeżeli mi nie ufała, oboje otrzymywaliśmy po 25 pensów. Jeżeli jednak postanowiła zaryzykować, pałeczkę przejmowałem ja: mogłem wykorzystać sytuację i wziąć wszystko dla siebie, zarabiając 100 pensów, bądź też podzielić się po równo. Wydaje się, że "korzystniej" grać egoistycznie, ale po dłuższym zastanowieniu okazuje się, że rozwiązanie uczciwe jest lepsze, nawet pomimo tego, że za każdym razem gra następowała pomiędzy losowo utworzoną parą. Teraz wy mi odpowiedzcie - dlaczego logiczniej jest być uczciwym (w ekonomicznym sensie)?

Eksperyment eksperymentem, ale zarobione funty są jak najbardziej realne. Po godzinie klikania w portfelu spoczęło 16,25 pieniążków Jej Królewskiej Mości.

To jeszcze nie koniec.

Kolejna dyskusja na Filozofii Ekonomii (2 godziny wykładoćwiczeń składają się głównie z dyskusji) przebiegła pod Egidą pojęcia "fairness". Starałem się jak mogłem, chwytając się różnych stron i dziedzin - filozofii, etyki, kultury. Wszystko na nic. Cyniczne podejście starego ekonomisty jak skała odpierało wszystkie moje ataki. I to nie po raz pierwszy! Wcześniej przegrałem zaciekłą batalię o delegalizację narkotyków - oto, moi drodzy, z ekonomicznego punktu widzenia lepiej narkotyki zalegalizować. Kiedy indziej znowu walczyłem na rzeczy sprawiedliwego interwencjonizmu państw, który zapobiec miałby wojnie domowej (przykład Rwandy - Tutsi i Hutu). Raz jeszcze skończyłem na tarczy.

Ale to nie wszystko!

Dobrze jest mieć uczucie, że się panuje nad czasem i robi to co się zamierzyło. Nawet, jeśli to ciężkie brzemię obowiązku. Strona po stronie i godzina po godzinie odkrywałem sens obcej mowy zapisany na pożółkłych stronach.

Tak właśnie minął mi czwartek.