The Conquest of England

Relacje z frontu na Wyspach.

Nazwa:
Lokalizacja: Poland

czwartek, listopada 09, 2006

Dzień 47 - środa

Na 11 poszedłem na spotkanie Investment Club. Okazało się jednak, że zostało przełożone na następny dzień. Nie ma jednak tego złego: w bibliotece zawsze czeka na mnie Financial Times (którego przejrzenie i przeczytanie tego, co mnie dotyczy zajmuje mi już tylko pół godziny). Potem zaczęła się walka z książką Tobina. Ten stary Keynesista powołuje się na teorie swojego mistrza, których ja niestety jeszcze nie znam...stąd też powrót do dawnego tempa czytania...

Religions and conflicts jak zawsze ciekawe - szkoda tylko, że nie mam czasu czytać wszystkich tych książek, które Ojciec Vlad poleca.

Potem wróciłem do campusu i dodałem sobie energii makaronem na słodko, po raz kolejny wspominając czasy utraconego dzieciństwa na Chopina 17...resztę makaronu zostawiłem w lodówce z myślą o zupie mlecznej, kolejnym kwiatku z Ogrodu Wspomnień...

Chciałem wyjść o właściwej godzinie, żeby nie spieszyć się na spotkanie HARCu (History and Arts Research Centre) - tego środowego wykładu. Z nieznanych mi powodów jednak czas między spojrzeniem na zegarek, a wyjściem z pokoju jest 3 razy dłuższy, niż być powinien. Toteż (po raz kolejny) biegłem. Może to i dobrze? W końcu sport to zdrowie...

Wykład okazał się decyzją absurdalną. Tematem była twórczość kobiet w Afryce na przykładzie Nigerii po uzyskaniu niepodległości; ponadto prezentowała go anglistka z Nigerii właśnie - jaj akcent pozostawiał jednak wiele do życzenia, a co gorsza - zrozumienia; i wreszcie - swój wykład odczytała, nie przedstawiała...cóż mogłem na to, że mój zbuntowanu umysł po 30 minutach zaczął się wyłączać? Że głowa, w geście protestu, opadała na dół?

W oczekiwaniu na karate po raz kolejny zmierzyłem się z Tobinem. Jeśli będziemy się zmagać po 30 stron dziennie, to może tą walkę da się wygrać...

Trening był naprawdę satysfakcjonujący. Nie będę się rozpisywał, podam tylko listę powodów:
- naprawdę się zmęczyłem
- porządnie się rozciągnąłem
- ćwiczyliśmy cos nowego: 2 rodzaje kopnięć
- robiliśmy niesamowite pompki: z przyklaskiem i podrzuceniem nóg jednocześnie (Staszek, pozdrawiam!): wprawdzie tylko 10, ale wystarczyło.

A reszta niech spoczywa w mrokach dziejów. I haven't done no aromatic rings. Neither haven't I done meringues.

7 Comments:

Anonymous Anonimowy said...

TOBIN TO NIE KEYNESISTA!!! TO NEOKEYNESISTA- oni podjęli próbę wzbogacenia analizy Keynes'a o podstawy mikroekonomiczne!!
Wiem to bo przerabiamy teraz nurty ekonomiczne i uczę się tego na kolokwium :)

7:13 PM  
Blogger Wojtek said...

Kajam sie za wstyd i gorycz, za niewywazenie racji.

W blad wprowadzily mnie wlasne slowa Tobina, ktory w "Full employment and growth" krytykowal Neokeynesistów (tych bardzo wspólczesnych) w opozycji do tego, czym tak naprawde jest Keynesism i jak on to rozumie.
Poza tym slowo stary mialo raczej znaczyc zagorzaly albo zawziety niz przypisywac go do konkretnego nurtu.

Tak z ciekawosci zapytam - wy ( Michal, Abdel) musicie na ekonomii czytac jakies ksiazki tych autorow czy tylko notatki i podreczniki?

7:29 PM  
Anonymous Anonimowy said...

hmm podręczniki czasem, notatki ciągle, a książek żadnych - my to mamy tylko nakreślone (na AE w Katowicach)

10:34 PM  
Anonymous Anonimowy said...

Jak ja wam wspolczuje ;p ujujujujuj..

3:03 PM  
Blogger Staszek said...

[nonono mode on]
"Neither haven't"?
[nonono mode off]

7:17 PM  
Anonymous Anonimowy said...

e tam mikroekonomiczna była fajna :D:D:D... dziś miałem kolosa.. liczę na 4,5 :)

6:04 PM  
Anonymous Anonimowy said...

Chyba w Anglii zaczęły się studia na 100 %, bo tak dużego opóźnienie w blogach nie było od ponad stu odcinków...
T

7:15 PM  

Prześlij komentarz

<< Home