The Conquest of England

Relacje z frontu na Wyspach.

Nazwa:
Lokalizacja: Poland

czwartek, listopada 09, 2006

Dzień 46 - wtorek

Zbudziłem się po ósmej. Wyspany jak rzadko kiedy. Mam tendencję do popadania w ekstrema - po 2 dniach prawie-nie-spania śpię przeszło 9 godzin. Muszę się trochę ustabilizować.

Przed południem obejrzałem "Aguirre, Gniew Boży". Następne filmy Herzoga czekają na swoją kolej. Potem czytałem co nieco. Wieczorem przyszedł Vinnie - sąsiad - żeby pożyczyć podręcznik z ekonomii. Okazało się, że jego egzemplarz jeszcze nie doszedł. Okazało się też, że nie czytał wcześniej zupełnie nic. Przypomniałem mu delikatnie, że za tydzień jest sprawdzian. Poza tym rozmawialiśmy o eseju, który jawił mi się jako bardzo łatwy. Mimo, że Vinnie miał rozszerzoną ekonomie w liceum, uparcie twierdził, że jest to bardzo trudne.

W skutek tego w głowie pojawiły mi się 2 możliwości:
1. Jestem tak niedouczony, że nawet nie rozumiem pytania i wydaje mi się ono dużo prostsze, niż jest w rzeczywistości.
2. Oni wszyscy nic nie robią i nie wiedzą, bo temat jest banalny.

Jako że podstaw ekonomii uczyłem się systematycznie, skłaniam się ku rozwiązaniu nr 2.

Później przyszedł czas na kolację. Minął 10 dzień, od kiedy przywiozłem tutaj Polski Chleb. Tego wieczora skończyłem ostatni bochenek. 6 kanapek przepełnionych polskością leżało przede mną na talerzu. Na czas jedzenia poszedłem do Chrisa popatrzeć, jak gra w Neverwinter Nights 2. W pierwszej chwili poczułem dawny, tak bardzo porzucony Zew, ale po pół godzinie rozsądek wtrącił swoje 3 grosze i bez żalu odszedłem od komputera.

Reszta jest milczeniem. Nie wolno mi tego ujawniać, bo to tajemnica państwowa. Mogę tylko powiedzieć, że były bardzo smaczne...

2 Comments:

Anonymous Anonimowy said...

If you survive without couple of days more, you may enjoy a taste of a real Polish bread again, soon...
Kiedy słyszę co i jak ćwiczysz teraz po latach spędzonych z kijami i mieczami, jedyną moją szansą pozostaje długi dystans.
Miałem dużą przyjemność kiedy gratulowali mi czasu w Atenach ci, którzy ukończyli NYC z podobnym wynikiem. W ogólnym mniemaniu prawdziwy ateński maraton jest dużo trudniejszy niż inne, szczególnie dla tych , którzy o nim tylko słyszeli. ( a może byłem tym razem całkiem przyzwoicie przygotowany... ?)T

8:29 PM  
Anonymous Anonimowy said...

Mądrzy ludzie skoro nic nie robią... bardzo bardzo mądrzy :-).

6:44 PM  

Prześlij komentarz

<< Home