The Conquest of England

Relacje z frontu na Wyspach.

Nazwa:
Lokalizacja: Poland

niedziela, listopada 05, 2006

Dzień 43 - sobota

6.33 - 7 minut przed budzikiem. Zawsze wierzyłem w swój biologiczny zegar. Prysznic zmył ze mnie resztki snu, a zimne płatki z mlekiem pobudziły do działania. Ubrałem polar, kurtkę i opaskę, wrzuciłem do plecaka prowiant (banan, jabłko, chałwa i 2 kanapki z miodem i małsem orzechowym) i ruszyłem na stację. Blady świt wstawał dopiero, kiedy ja czekałem juz na pociąg. Chłód poranka orzeźwiał i budził.



"Welcome aboard on the South West Train Service to Weybridge. This train terimnates at Weybridge".



Weybridge. Zabrakło mi 30 sekund, żeby zdążyć na pociąg do Basingstoke. Następny za pół mroźnej godziny.

"Welcome aboird on the South West Train Service to Basingstoke. Calling at: Woking, Brokewood, Famborough, Fleet, Winchfield, Hook and Basingstoke."

Basingstoke. Za 10 minut pociąg. Dobrze, bo na dworze wciąż chłodno.

"Welcome aboard on the South West Train Service to Salisbury. [...] This is Salisbury. Please mind the gap between the train and the platform edge."

A więc jestem. Ale to jeszcze nie koniec podróży. Przeszedłem przez miasteczko, które budziło się dopiero do życia.


Trafiłem do informacji - okazało się, że autobus odchodzi za 3 minuty. Biegiem puściłem się po wąskim chodniku, pędęm wymijając zdziwionych ludzi. Po 2,5 godzinach siedzenia i czekania na peronach moje ciało z ochotą zaczęło się ruszać, więc zdążyłem na duży, piętrowy, czerwony angielski autobus, który w pół godziny zabrał mnie do ostatecznego celu tej szalonej podróży:


Przez prawie godzinę chodziłem wokół, robiąc zdjęcia i zastanawiając się, dlaczego Celtowie mieliby tutaj stawiać coś takiego. Nie jest to przecież żadne szczególne miejsce pod względem strategicznym ani handlowym. Zatem musi w nim być coś innego - może, tak jak nasze kościoły, stanęło po prostu w miejscu, gdzie ludzie spotykali się na modlitwie? Albo, z drugiej strony, zbudowano je tam w tym właśnie celu, żeby stało się czymś w rodzaju świętego miejsca? Ale obszar ten (przynajmniej obecnie) niczym się nie wyróżnia: wokół same płaskie pola, a na horyzoncie las. Po co ktoś zadawałby sobie tyle trudu i sprowadzał tu wielkie kamienie z odległych o setki kilometrów krain?




Te i inne pytania chodziły mi jeszcze po głowie, kiedy wracałem do Salisbury. W miasteczku zwiedziłem starą gotycką katedrę.


Była ładna, jak wszystkie gotyckie budowle, jednak nie tak piękna jak świątynie we Florencji czy Sienie.

Wnętrze udekorowane było wyłącznie tablicami pamiątkowymi po zmarłych wielkich tej krainy - lordach, generałach i księciach.



Napotkałem też wewnątrz dwa ciekawe eksponaty: średniowieczny zegar oraz małą, cichą fontannę.


(na powierzchni wody widać odbicie witrażu)

Później przeszedłem sie po głównej uliczce ze sklepami i oraz kilku sąsiednich uliczkach i parku. Podoba mi się w Anglii to, że nawet duże sklepy nie stawiają sobie wielkich matalowych hal, ale mieszczą się w obrębie kamienic i miejskich zabudowań. Dzięki temu wszystko ma w miarę jednolity, określony styl.







W jednym ze sklepów chciałem kupić coś typowo angielskiego. Pani ekspedientka zastanowiła się i nieco zakłopotana powiedziała, że nie wie. Poprosiła o pomoc koleżankę. Ta z kolei wskazała na Turkish Delight - słodkie tureckie galaratki z cukrem. Nie chciałem wtrącać, że, jak sama nazwa wskazuje, tureckie galaretki są raczej z Turcji niż z Anglii...

Na koniec zacząłem wędrować Riverside Walk, która wyprowadziła mnie z centrum miasta na ładne pola położone za miastem.




W końcu nadszedł czas powrotu. Tym razem jechałem inną drogą. Pociągi jednak były takie same: "Welcome aboard to the South West Train Service to London Waterloo. Calling at: Earling, Vinnersh Triangle, Vinnersh, Wokingham, Bracknell, Martins Herem, Ascot, Sunningdale, Virginia Water, Egham, Staines, Feltham, Twickenham, Richmond, Clapham Junction and London Waterloo."...

Podróż rozpoczęła się przez świtem i zakończyła po zachodzie słońca.

5 Comments:

Anonymous Anonimowy said...

Sehr schön!

6:28 AM  
Anonymous Anonimowy said...

Łiiiiii :0 cudo :)

A KIEDY DO JASNEJ CIASNEJ ZACHCE CI SIE ODWIEDZIC (JESZCZE PIEKNIEJSZE) ESSEX?

;))

4:48 PM  
Anonymous Anonimowy said...

fantastyczna podróż :)

7:19 PM  
Anonymous Anonimowy said...

a teraz nadrabiam zaległości w komentarzach by dostać dyplom oprawiony w złotą ramę :D:D:D

7:20 PM  
Blogger Unknown said...

ta fontanna mnie najbardziej zauroczyla:) ma w sobie taki wewnetrzna spokoj ze trudno zauwazyc lustro wody(przynajmniej na zdjeciu:))
"Podoba mi się w Anglii to, że nawet duże sklepy nie stawiają sobie wielkich matalowych hal, ale mieszczą się w obrębie kamienic i miejskich zabudowań. Dzięki temu wszystko ma w miarę jednolity, określony styl." zgadzam sie z toba calkowicie.. niestety my nie potrafimy(czyt.nie chcemy;>)polączyć nowoczesnosci z tym co juz istnieje... no niestety... mozna sie pocieszyc ze nie jestemy jedynie.. choc to marne pocieszenie;)

2:49 PM  

Prześlij komentarz

<< Home