The Conquest of England

Relacje z frontu na Wyspach.

Nazwa:
Lokalizacja: Poland

środa, listopada 01, 2006

Dzień 35, 36, 37 - piątek, sobota, niedziela

Całą drogę zastanawiałem się nad tym, jak właściwie postrzegam ten przyjazd. Czy bardziej kieruje mną pełne ulgi uczucie powrotu na bezpieczne i znane łono Ojczyzny, czy też konfrontacja mojej wygnańczej wizji kraju z jej rzecziwystym obrazem? Czy wracam do Polski z wyjazdu do Anglii czy raczej wyjeżdżam do Polski z pobytu w Anglii? Do czasu przyjazdu nie potrafiłem sobie na to odpowiedzieć.

Teraz, po kilku dniach, wydaje mi się, że nie moge rozgraniczyć między tymi dwoma postawami - są one we mnie już nierozłącznie zespolone. Pobyt tutaj i konfrontacja z innym światem sprawia, że nie jestem już "czystym Polakiem". Czy to dobrze czy może haniebnie?

Ziemia nie zatrzęsła się ani piorun nie uderzył, kiedy przybyłem do Domu. Ale mój wyjazd sprawił chyba radość, bo z tej okazji wszyscy cofnęli czas, abym mógł godzinę dłużej pobyć z rodziną. Bardzo to miłe.

Na czas pobytu w Mysłowicach wątpliwości te na szczeście mnie opuściły i mogłem w pełni cieszyć się powrotem do domu.

Zaskoczyło mnie, jak bardzo niektóre rzeczy stają się dla człowieka symbolami dlatego tylko, że z rzeczy powszednich zamieniły się na rzadkie. Carum est quod rarum est, mawiao nkiedyś. Istotnie - nigdy bym nie przypuszczał, że tak bardzo zasmakuje mi zwykły biały chleb, że tak bardzo zachwyci mnie złota nasza jesień. Czy to dowód na to, że staję się obcy?

Z drugiej strony - nie jest chyba tak źle ze mną, jeśli spędzam 16 godzin z 60 godzinnego weekendu w podróży i wciąż mnie ona cieszy...