The Conquest of England

Relacje z frontu na Wyspach.

Nazwa:
Lokalizacja: Poland

niedziela, listopada 05, 2006

Ciasteczka pieczone rozumnie

Opowieść o tym, jak potęga ludzkiego rozumu ułatwia życie.

Była 22. gdy zaczęliśmy pieczenie. Wan Yung jak zwykle nie chciała używać żadnych przepisów ani odmierzonych proporcji, bo to jest przecież "no fun" tak piec według czyiś zaleceń. Jako że tym razem te ciasteczka były wyłącznie na jej potrzebę, nie spierałem się o to. W garnku znalazło się jakieś 12 łyżek mąki, 6 łyżek cukru i pół kostki masła. Wiedzieliśmy tylko, że ciasteczka mają być raczej kruche niż delikatne i tłuste, więc stopniowo dodawaliśmy mąki, a później jeszcze mleka. Ciasto przeszło chyba przez wszystkie możliwe konsystencje, żeby w końcu osiągnąć postać, jaką Wan Yung uznała za satysfakcjonującą. Nie chciałem się wtrącać, ale odniosłem nieodparte wrażenie, że zamiast półgodzinnego kombinowania można było po prostu skorzystać z przepisu...

W tym samym czasie Wan Yung rozpuściła czekoladę, która miała śłużyć za polewę. Trzeba Wam jednak wiedzieć, że czekolada ma tę irytującą właściwość, iż oddaje pewną ilość wody i po pewnym czasie zastyga. Jak się zapewne już domyślacie, zdążyła zastygnąć przynajmniej 2 razy, zanim w ogóle uporaliśmy się z ciastem. W końcu czekolada została odstawiona na bok, a my skupiliśmy się na formowaniu ciasteczek.

Minęło kolejne pół godziny, kiedy stwierdziłem, że trochę za długo trwa to pieczenie i podkręciłem gaz. Pomogło. Po kolejnych 15 minutach i porcji ciasteczek uderzyła mnie jedna myśl - dlaczego korzystamy z jednej blachy, skoro pod ręką są dwie?

Wan Yung przez 10 minut starała się rozpuścić zastygłą już czekoaldę. Dopiero później uderzyła ją myśl, by czekoladę nieco rozmiękczyć. Użyła do tego oleju.

Kolejny przełom nadszedł, kiedy po trzeciej blasze Wojtek odkrył, że nie trzeba trzymać folii z upieczonymi ciasteczkami na blasze - można je bowiem przełożyć w inne miejsce, a blachę dalej używać do pieczenia kolejnych porcji...

Czekolada z olejem nie dawała najlepszych rezultatów, bo była bardzo tłusta, a poza tym szybko zastygała. Dopiero Benedine, 3 i, jak się później okazało, największy umysł całej operacji, zasugerowała użycie mleka zamiast oleju. Rezultaty były oszałamiające - czekolada była nie tylko nie tak ciemna, ale też na długo pozostawała ciekła. Poza tym nie była tłusta ani nie miała posmaku oleju.



Wojtek, mgliście wspominając lekcje fizyki, postanowił używać najwyższych partii piekarnika. Pomysł ten nie przyszedł jednak tak szybko, jak moglibyście sądzić. Później otworzył jeszcze okno i położył tam polane już czekoladą ciasteczka, żeby polewa szybciej zastygła. Jednak to dopiero Benedine, prawdziwy Mózg tego przedsięwzięcia (jednak też dopiero na koniec pieczenia) doznała oświecenia: włożyła polane już ciasteczka do zamrażalnika. Dzięki temu zamiast 15 minut czekaliśmy 1,5.

Wszystko to niech śłuzy za przykład przyszłym pokoleniom i stanowi dowód potęgi ludzkiego umysłu.

2 Comments:

Anonymous Anonimowy said...

Wy jesteście naprawdę stuknięci... żeby olej dodawać do czekolady! Co Wam do głowy strzeliło? Kombinatorzy od siedmiu boleści... Ech, chociaż jedna istota wśród Was jest rozsądna :)

1:49 PM  
Blogger Wojtek said...

To nie ja wymyśliłem ten olej...

2:18 PM  

Prześlij komentarz

<< Home