Dzień 39 - wtorek
Od samego rana dało się zauważyć, że dzisiejszy dzień będzie szczególny. Kiedy zbudziłem się po regularnym już, 5-godzinnym śnie, za oknem świeciło słońce, a ptaki na bezchmurnym niebie śpiewały radosne tony. "O nie!" pomyślałem, przekonany, że po raz pierwszy w życiu zaspałem do szkoły. Ale otóż - nie! Zegarek wskazywał 8.30 - jeszcze 10 minut do alarmu. Wszystko dzięki podwójnemu przestawieniu czasu, ktorego doświadczyłem w weekend.
Pierwszy poważny wykład z Metod Ilościowych okazał się być...lekcją organizacyjną. Tyle z tego dobrego, że pozwoliło mi to ocenić wykładowcę - pani wie czego chce i sprawia wrażenie wymagającej. To dobrze wróży. Drugi, popołudniowy wykład był już na temat...temat układu 2 równań...cóż, przebolałem.
Dzień stawał się coraz bardziej absurdalny - przed ćwiczeniami z Międzynarodowej Polityki Ekonomicznej pojawił się przede mną stwór:

Na szczęście odstraszyłem go fleszem.
Po zajęciach razem z Saszą poszliśmy na Finance Career Evening - 2 godzinną prezentację. 4 osoby w eleganckich garniturach roztaczały przed nami wspaniały świat biznesu i finansów. 4 ludzi sukcesu opowiadało o wspaniałych pespektywach kariery, jakie oferują ich korporacje. 4 istnienia ludzkie wchłoniętę przez potężnego Pieniądza. W pierwszej chwili czułem do tego wszystkiego odrazę - jakże można skupić swoje zycie na finansach, pasjonować się czymś takim jak podatki?! Potem zrobiło mi się ich żal - czy dla nich w życiu istnieje coś innego niż praca, która wypełnia im całość egzystencji? Ale w chwilę później zacząłem dostrzegać pewne zalety takiej pracy: jedna z osób mówiła o pracy w banku - przez kilka lat pracowała w kilku różnych oddziałach banku...na świecie. Na świecie...praca w tygodniu - a w weekend - poznawanie kraju! Skłoniło mnie to do zadania pytania: ile właściwie wolnego czasu daje ta "wspaniała" praca, o której opowiadają. Okazało się, że "to zależy". Jeśli "chcę" zarabiać 35000 funtów rocznie - mam tydzień wypełniony od 7 do 23 przez 6 dni w tygodniu. Ale jeśli "satysfakcjonuje" mnie 20000 funtów rocznie, to mam pracę 9-5 od poniedziałku do piątku. Brzmi nieźle. Ale to i tak tylko czysta spekulacja - może założę własną piekarnię zamiast bawić się w jakieś księgowości?
Po powrocie, na korytarzu, spotkałem Jamesa. Wybierał się na Halloween party:

Minęło kilka godzin, wiele stron zostało przeczytanych. Około północy usłyszałem pukanie w okno - to Louis przyszła. Jak zwykle, kiedy puka w okno - była "happy". Potwierdzała to, lekko kołysząc się na boki. Pytała mnie o różne dziwne rzeczy - czy dzisiaj umrze, czy jestem na nią zły, czy lubię Halloween. Później, około drugiej, kiedy już układałem się do snu, posłyszałem zza okna dziwne krztuszenie. Zaniepokojony, wyjrzałem na zewnątrz. To James pozbywał się nadmiernych ilości alkoholu po zabawie...
Pierwszy poważny wykład z Metod Ilościowych okazał się być...lekcją organizacyjną. Tyle z tego dobrego, że pozwoliło mi to ocenić wykładowcę - pani wie czego chce i sprawia wrażenie wymagającej. To dobrze wróży. Drugi, popołudniowy wykład był już na temat...temat układu 2 równań...cóż, przebolałem.
Dzień stawał się coraz bardziej absurdalny - przed ćwiczeniami z Międzynarodowej Polityki Ekonomicznej pojawił się przede mną stwór:

Na szczęście odstraszyłem go fleszem.
Po zajęciach razem z Saszą poszliśmy na Finance Career Evening - 2 godzinną prezentację. 4 osoby w eleganckich garniturach roztaczały przed nami wspaniały świat biznesu i finansów. 4 ludzi sukcesu opowiadało o wspaniałych pespektywach kariery, jakie oferują ich korporacje. 4 istnienia ludzkie wchłoniętę przez potężnego Pieniądza. W pierwszej chwili czułem do tego wszystkiego odrazę - jakże można skupić swoje zycie na finansach, pasjonować się czymś takim jak podatki?! Potem zrobiło mi się ich żal - czy dla nich w życiu istnieje coś innego niż praca, która wypełnia im całość egzystencji? Ale w chwilę później zacząłem dostrzegać pewne zalety takiej pracy: jedna z osób mówiła o pracy w banku - przez kilka lat pracowała w kilku różnych oddziałach banku...na świecie. Na świecie...praca w tygodniu - a w weekend - poznawanie kraju! Skłoniło mnie to do zadania pytania: ile właściwie wolnego czasu daje ta "wspaniała" praca, o której opowiadają. Okazało się, że "to zależy". Jeśli "chcę" zarabiać 35000 funtów rocznie - mam tydzień wypełniony od 7 do 23 przez 6 dni w tygodniu. Ale jeśli "satysfakcjonuje" mnie 20000 funtów rocznie, to mam pracę 9-5 od poniedziałku do piątku. Brzmi nieźle. Ale to i tak tylko czysta spekulacja - może założę własną piekarnię zamiast bawić się w jakieś księgowości?
Po powrocie, na korytarzu, spotkałem Jamesa. Wybierał się na Halloween party:

Minęło kilka godzin, wiele stron zostało przeczytanych. Około północy usłyszałem pukanie w okno - to Louis przyszła. Jak zwykle, kiedy puka w okno - była "happy". Potwierdzała to, lekko kołysząc się na boki. Pytała mnie o różne dziwne rzeczy - czy dzisiaj umrze, czy jestem na nią zły, czy lubię Halloween. Później, około drugiej, kiedy już układałem się do snu, posłyszałem zza okna dziwne krztuszenie. Zaniepokojony, wyjrzałem na zewnątrz. To James pozbywał się nadmiernych ilości alkoholu po zabawie...

1 Comments:
1. Przeglądarka zapytała mnie właśnie, "czy chcę wyświetlić elementy, które nie są bezpieczne". Przekazy podprogowe na blogu? To by było coś nowego...
2. Ci panowie w garniturach to jak nazgule z dziewięcioma pierścieniami. ;) Picture this: prolog do "Władcy Pierścieni" Jacksona, Cate Blanchett swoim galadriedlnym głosem rozpoczyna mrrroczną opowieść, a potem cięcie — i na ekranie czterech maklerów giełdowych. :-)
Prześlij komentarz
<< Home