Spotkanie po zmroku
Wojtek myślał, że będzie to kolejny wieczór z tych, kiedy wszyscy wokół tracą czas na zabawę, a on bezskutecznie próbuje pogłębiać swoją wiedzę. Sprawy jednak potoczyły się inaczej.
Zmierzchało już i księżyc powoli wspinał się na zachmurzone niebo. Na parterze, w trzecim oknie od lewej paliła się nocna lampka. Wojtek siedział pochylony nad książką o terrorze religijnym. Od czasu do czasu przed budynkiem przechadzały się rozradowane i rozkrzyczane grupy studentów.
Nie minęło wiele czasu, kiedy grupka trzech cieni zatrzymała się przed budynkiem. Jedna postać odłączyła się i podeszła do drugiego okna od lewej. Dało się słyszeć okrzyki: "Woltan! Woltan!". Wojtek, wiedziony nieomylnym instynktem, otworzył okno.
- Hello Louise! - zagadnął Wojtek.
- Hello Woltan! - odpowiedziała krępa postać.
- Actually my name is VOJTECK - rzekł powoli Wojtek, bawiąc się całą sytuacją. Louise znów wypiła za dużo.
- Oh, I thought it was Woltan! Sorry for that!
- Nevermind.
Właściwie ów charakterystyczny angielski "small talk" miał się ku końcowi, ale Wojtek nie pozwolił na to, by rozmowa się rozmyła.
- Are you going to the Freshers' Ball tomorrow?
- Yes! No! No, we're not going - odrzekły cienie.
Teraz dopiero dało się zauważyć, że to koleżanki Louise, które Wojtek już znał. Ponadto z okna piętro wyżej, zwaboine pewnie krzykami, wychyliły się dwie kolejne członkinie Towarzystwa Louise. Po krótkiej i treściwej, acz nieco przez Wojtka sterowanej, rozmowie wszyscy spotkali się w kuchni pod numerem 216.
Towarzystwo tam było prawdziwie międzynarodowe: Pardes z Iraku, Louise z Anglii, Uan Jung z Malezji, Aisha z Rosji oraz Chinka i Francuzka. Żeby przełamać lody Wojtek poczęstował dziewczyny polską czekoladą. Istotnie, stało się to impuslem do tego, by razem z Francuzką ponarzekać na angielskie jedzenie. Skończyło się to krótkim stwierdzeniem: "Shit". Później rozmowa zeszła na kłopotliwy dla Wojtka temat muzyki - jak bowiem miał wytłumaczyć obcokrajowcom, że Jacek Kaczmarski nie bardzo wpasowuje się w tradycyjne gatunki muzyki?
W międzyczasie okazało się, że Francuzka studiuje politykę i ma łącznie 7 godzin zajęć w tygodniu. Podobno w zamian musi czytać mnośtwo lektur, ale jak wiemy angielskie "mnóstwo" odpowiada polskiemu "trochę". Rozmowa toczyła sie już sama z siebie i schodziła na najróżniejsze tematy. Między innymi Wojtek i Aisha przeprowadzili mały studium porównawcze polskiego i rosyjskiego, które im obu przyniosło dużo radości. Teraz żaden Rosjanin bezkarnie już Wojtka nie obrazi.
Było po północy, kiedy Chinka zaproponowała, żeby obejrzeć mangę, której pełno ma na komputerze. Wojtek, w ramach zacieśniania relacji sąsiedzkich, zgodził się, choć pora była późna. Kosztowało go to także wiele wysiłku, bo bohaterowie mówili po japońsku, a napisy wyświetlały się w języku chińskim. Na szczęście Chinka tłumaczyła na bierząco, więc Wojtek wiedział przynajmniej, kiedy należy się śmiać.
Było dobrze po pierwszej, kiedy Wojtek pożegnał się, wyszedł i udał na spoczynek. I pomyśleć, że miał to być kolejny wieczór z tych, kiedy to wszyscy wokół tracą czas na zabawę, a Wojtek bezskutecznie próbuje pogłębiać swoją wiedzę...
Zmierzchało już i księżyc powoli wspinał się na zachmurzone niebo. Na parterze, w trzecim oknie od lewej paliła się nocna lampka. Wojtek siedział pochylony nad książką o terrorze religijnym. Od czasu do czasu przed budynkiem przechadzały się rozradowane i rozkrzyczane grupy studentów.
Nie minęło wiele czasu, kiedy grupka trzech cieni zatrzymała się przed budynkiem. Jedna postać odłączyła się i podeszła do drugiego okna od lewej. Dało się słyszeć okrzyki: "Woltan! Woltan!". Wojtek, wiedziony nieomylnym instynktem, otworzył okno.
- Hello Louise! - zagadnął Wojtek.
- Hello Woltan! - odpowiedziała krępa postać.
- Actually my name is VOJTECK - rzekł powoli Wojtek, bawiąc się całą sytuacją. Louise znów wypiła za dużo.
- Oh, I thought it was Woltan! Sorry for that!
- Nevermind.
Właściwie ów charakterystyczny angielski "small talk" miał się ku końcowi, ale Wojtek nie pozwolił na to, by rozmowa się rozmyła.
- Are you going to the Freshers' Ball tomorrow?
- Yes! No! No, we're not going - odrzekły cienie.
Teraz dopiero dało się zauważyć, że to koleżanki Louise, które Wojtek już znał. Ponadto z okna piętro wyżej, zwaboine pewnie krzykami, wychyliły się dwie kolejne członkinie Towarzystwa Louise. Po krótkiej i treściwej, acz nieco przez Wojtka sterowanej, rozmowie wszyscy spotkali się w kuchni pod numerem 216.
Towarzystwo tam było prawdziwie międzynarodowe: Pardes z Iraku, Louise z Anglii, Uan Jung z Malezji, Aisha z Rosji oraz Chinka i Francuzka. Żeby przełamać lody Wojtek poczęstował dziewczyny polską czekoladą. Istotnie, stało się to impuslem do tego, by razem z Francuzką ponarzekać na angielskie jedzenie. Skończyło się to krótkim stwierdzeniem: "Shit". Później rozmowa zeszła na kłopotliwy dla Wojtka temat muzyki - jak bowiem miał wytłumaczyć obcokrajowcom, że Jacek Kaczmarski nie bardzo wpasowuje się w tradycyjne gatunki muzyki?
W międzyczasie okazało się, że Francuzka studiuje politykę i ma łącznie 7 godzin zajęć w tygodniu. Podobno w zamian musi czytać mnośtwo lektur, ale jak wiemy angielskie "mnóstwo" odpowiada polskiemu "trochę". Rozmowa toczyła sie już sama z siebie i schodziła na najróżniejsze tematy. Między innymi Wojtek i Aisha przeprowadzili mały studium porównawcze polskiego i rosyjskiego, które im obu przyniosło dużo radości. Teraz żaden Rosjanin bezkarnie już Wojtka nie obrazi.
Było po północy, kiedy Chinka zaproponowała, żeby obejrzeć mangę, której pełno ma na komputerze. Wojtek, w ramach zacieśniania relacji sąsiedzkich, zgodził się, choć pora była późna. Kosztowało go to także wiele wysiłku, bo bohaterowie mówili po japońsku, a napisy wyświetlały się w języku chińskim. Na szczęście Chinka tłumaczyła na bierząco, więc Wojtek wiedział przynajmniej, kiedy należy się śmiać.
Było dobrze po pierwszej, kiedy Wojtek pożegnał się, wyszedł i udał na spoczynek. I pomyśleć, że miał to być kolejny wieczór z tych, kiedy to wszyscy wokół tracą czas na zabawę, a Wojtek bezskutecznie próbuje pogłębiać swoją wiedzę...

2 Comments:
widze że kolega poznaje wiele ciekawych osób... większość z nich to białogłowe ;P... ehh czemu Anglia jest tak daleko żeby się spotkać...
Have fun, młody jesteś, jeszcze masz na to czas. ;-)
Prześlij komentarz
<< Home