The Conquest of England

Relacje z frontu na Wyspach.

Nazwa:
Lokalizacja: Poland

poniedziałek, października 02, 2006

Dzień 9 - niedziela

Na 11 biją dzwony, niech będzie Maryja pozdrowiona, niech będzie Chrystus pozdrowiony!

Msza okazała się niezbyt ciekawa, jeśli chodzi o oprawę liturgiczną. Nie śpiewa się tu ani Agnus Dei, ani Alleluja, ani nawet psalmu! Czytanie odklepuje ktoś z wiernych (na drzwiach jest rozpiska z datami - jak gdyby pańszczyznę odrabiali), podobnie z psalmem. Przed i po mszy ludzie rozmawiają zamiast się skupić. Nie ma to jednak ja dominikanie...

Wieczorem, na uroczystym "nabożeństwie" rozpoczęcia roku był chór akademicki. Śpiewali pięknie, tylko cały czas przeszkadzał im organista i saksofonista - myśleli chyba, że upiększają ich śpiew...na koniec na środek wyszła kobieta w koloratce (tak właśnie - w koloratce...kobieta) i udzieliła błogosławieństwa. A potem rozpoczął się mały poczęstunek - winko i soki i ciasteczka. W kościele. 30 metrów przed ołtarzem. Ach jo...

Natomiast ksiądz, Father Vlad (Rosjanin z urodzenia, Szwed przez większość życia, od 10 lat jest w Anglii) okazał się być bardzo miłym i ciekawym człowiekiem (--> ..:://Vlad Said\\::..). W dodatku prowadzi coś na kształ grupy dialogu ekumenicznego. Zbadam to juz w środę.

Wieczorem, po powrcie, znalałem na stornie Wydziału Ekonomii notkę: "Pre-lecture", obejmującą pierwszy, 25 stronicowy rozdział podręcznika. Tego z zagadki....

...poszedłem spać o północy. Tuż przed zaśnięciem poczułem dziwne wstrząsy - materac się ruszał...łóżko też! Nie mogłem w to uwierzyć, więc wstałem i oparłem się o biurko - wciąż to samo. Czy to ja jestem przemęczony czy czas się ewakuować? W błysku myśli chwyciłem za butlekę pełną wody i postawiłem na stole. Mój prymitywny sejsmograf zadrżał przez moment i zamarł...chyba jednak byłem zmęczony.

1 Comments:

Anonymous Anonimowy said...

... a moze to po prostu to winko w kościele? ;)

3:44 PM  

Prześlij komentarz

<< Home