Dzień 10 - poniedziałek
Zaczęło się.
Wykład z podstaw ekonomii nie był specjalnie trudny, bo na szczęście czytałem o tym już kiedyś. Mimo to język stanowił pewną, chociaż niewielką przeszkodę - musiałem się mocno skupić żeby w pełni zrozumieć profesora.
Inną rzeczą jest fakt, że profesor wspomagał się prezentacją. Kartki z tymi slajdami dostał każdy uczestnik. Ponadto ta sama prezentacja znajduje się na stronie departamentu. A cała wiedza znajduje się w podręczniku. To po co wykłady? Może po to, żeby odpocząć od nauki...
Po powrocie zrobiłem sobie obiad. Nic szczególnego: kurczaczek z cebulką + ziemniaki + gotowana kukurydza. Nie wiem, czy to moja wina, czy może wina ziemniaków - dość, że już drugi raz ugotowały się "na krucho" i rozpadały, kiedy wyjąłem je z wody. Może ktoś z Was wie, jak temu zaradzić?
Wieczorem napotkałem na korytarzu Jamesa. Zaproponował, żeby wyjść do Clubhouse'u (mały lokal na terenie akademika), bo tutaj nikogo nie ma (faktycznie było cicho jak rzadko kiedy). W Clubhousie James postawił mi piwo, a potem rozmawialiśmy o muzyce i jego życiu - całe jego życie jest związane z muzyką: od chóru w dzieciństwie, poprzez zespół, aż po szkołę muzyczną i obecnie studia. Powiedział, że może mnie nauczyć paru rzeczy odnośnie muzyki i gitary. Miło z jego strony. Później zagraliśmy w bilarda - raz, bo w lokalu zrobiło się smętnie, sztywno i pusto. Wróciliśmy czym prędzej do pokojów.
Wykład z podstaw ekonomii nie był specjalnie trudny, bo na szczęście czytałem o tym już kiedyś. Mimo to język stanowił pewną, chociaż niewielką przeszkodę - musiałem się mocno skupić żeby w pełni zrozumieć profesora.
Inną rzeczą jest fakt, że profesor wspomagał się prezentacją. Kartki z tymi slajdami dostał każdy uczestnik. Ponadto ta sama prezentacja znajduje się na stronie departamentu. A cała wiedza znajduje się w podręczniku. To po co wykłady? Może po to, żeby odpocząć od nauki...
Po powrocie zrobiłem sobie obiad. Nic szczególnego: kurczaczek z cebulką + ziemniaki + gotowana kukurydza. Nie wiem, czy to moja wina, czy może wina ziemniaków - dość, że już drugi raz ugotowały się "na krucho" i rozpadały, kiedy wyjąłem je z wody. Może ktoś z Was wie, jak temu zaradzić?
Wieczorem napotkałem na korytarzu Jamesa. Zaproponował, żeby wyjść do Clubhouse'u (mały lokal na terenie akademika), bo tutaj nikogo nie ma (faktycznie było cicho jak rzadko kiedy). W Clubhousie James postawił mi piwo, a potem rozmawialiśmy o muzyce i jego życiu - całe jego życie jest związane z muzyką: od chóru w dzieciństwie, poprzez zespół, aż po szkołę muzyczną i obecnie studia. Powiedział, że może mnie nauczyć paru rzeczy odnośnie muzyki i gitary. Miło z jego strony. Później zagraliśmy w bilarda - raz, bo w lokalu zrobiło się smętnie, sztywno i pusto. Wróciliśmy czym prędzej do pokojów.

5 Comments:
Z ciekawości wykłady macie obowiązkowe ?
"Nic szczególnego" brzmi apetycznie.
Nie popadnij tylko w Anglii w alkoholizm. :-)
Ziemniaki -- a czy odpowiednio często/ odpowiednio wcześnie sprawdzasz widelcem ich konsystencję?
Besides, ja przedwczoraj miałem gościnny wykład in English. Temat: "The Control of Action in the Human Brain". Coś rozumiałem, ale wysiadałem przy "lesions of occipital lobe". I pani tak jakoś po amerykańsku mówiła, czyli ciut za szybko... A może ja za wolno słuchałem?
Szkoda, że nie ma tych Waszych wykładów w sieci w wersji mówionej. :)
Wykłady sa obowiązkowe. W teorii;] Myślę, że tak samo jak w Polsce. Tylko na ćwiczeniach sprawdzają obecnosć.
Ziemniaki - tak, wykonuję pchnięcie widelcem co 2 minuty. Tylko nie do końca wiem jak miękkie POWINNY być. Może spróbuję je wyciągnąć wcześniej...
A wiesz Staszek że nawet chciałem pójść na cos z psychologii tutaj. Tak z ciekawości. Ale może w przyszłym tygodniu, kiedy się skończa lekcje organizacyjne.
Do szybkiego słuchania przystosujesz się po kilku dniach;]
To oprócz psychologii polecam też zajrzenie na cognitive linguistics albo cokolwiek innego ze słowem "cognitive" w nazwie. Lub jakikolwiek wykład z językoznawstwa, jeśli jest. To są ciekawe rzeczy.
Prześlij komentarz
<< Home