Dzień 13 - czwartek
Dziś przyszło duże rozczarownie i duże zaskoczenie. O którym opowiedzieć najpierw?
Ponieważ i tak nie możecie zdecydować, to opowiem o tym, o czym chcę.
Dziś rano poszedłem pobiegać. Nie było to żadne wielkie bieganie jak maraton czy coś - ot, taka sobie zwykła przebieżka. Po pół godzinie wróciłem i rozbudzony wziąłem się za ekonomię. Temat trafił się ciekawy - spekulacja i wpływ na cenę. Nie wiem czy wiecie, ale to jest tak, że jak wszyscy chcą, żeby cena wzrosła, to wzrośnie choćby nie wiem co. Tak samo ze spadkiem. Musi i już. Fajne, nie?
A teraz rozczarownie: bardzo liczyłem na dzisiejszy wykład "Wprowadzenie do filozofii starożytnej". Niestety poziom wykładu był przytłaczająco niski... właściwie to samo co w liceum na kółku. Ale cóż, na nudę i tak nie będe tu narzekał.
Jeśli chodzi o zaskoczenie: wpadłem też (wprawdzie nielegalnie) na wykład "Filozofia ekonomiczna". Wykładowca i sam kurs był ciekawszy niż się spodziewałem, więc pewnie będę na niego chodził. W sumie to tylko 7 książek na oba semestry - zaledwie jedna na 2 tygodnie. Damy radę.
Wieczorem postawiłem sam siebie wobec ekonomicznego problemu utraconych możliwości: o tej samej godzinie zaczynała się msza i spotkanie grupy chrześcijańskiej oraz kurs dla inwestorów. Po długiej i wyczerpyjącej psychomachii udałem się na to drugie. Mimo wszystko był to chyba dobry krok. bo kurs prowadziło kilku młodych ludzi, którzy wiedzieli i wierzyli w to co mówili. Przez godzinę dali nam trochę praktycznych porad i wskazówek dotyczących analizy wykresów giełdowych. Zapowiada się obiecująco.
Aha, dodam tylko, że stos książek, które muszę oraz chcę przeczytać rośnie jak liczby w ciągu Fibonacciego...
Ponieważ i tak nie możecie zdecydować, to opowiem o tym, o czym chcę.
Dziś rano poszedłem pobiegać. Nie było to żadne wielkie bieganie jak maraton czy coś - ot, taka sobie zwykła przebieżka. Po pół godzinie wróciłem i rozbudzony wziąłem się za ekonomię. Temat trafił się ciekawy - spekulacja i wpływ na cenę. Nie wiem czy wiecie, ale to jest tak, że jak wszyscy chcą, żeby cena wzrosła, to wzrośnie choćby nie wiem co. Tak samo ze spadkiem. Musi i już. Fajne, nie?
A teraz rozczarownie: bardzo liczyłem na dzisiejszy wykład "Wprowadzenie do filozofii starożytnej". Niestety poziom wykładu był przytłaczająco niski... właściwie to samo co w liceum na kółku. Ale cóż, na nudę i tak nie będe tu narzekał.
Jeśli chodzi o zaskoczenie: wpadłem też (wprawdzie nielegalnie) na wykład "Filozofia ekonomiczna". Wykładowca i sam kurs był ciekawszy niż się spodziewałem, więc pewnie będę na niego chodził. W sumie to tylko 7 książek na oba semestry - zaledwie jedna na 2 tygodnie. Damy radę.
Wieczorem postawiłem sam siebie wobec ekonomicznego problemu utraconych możliwości: o tej samej godzinie zaczynała się msza i spotkanie grupy chrześcijańskiej oraz kurs dla inwestorów. Po długiej i wyczerpyjącej psychomachii udałem się na to drugie. Mimo wszystko był to chyba dobry krok. bo kurs prowadziło kilku młodych ludzi, którzy wiedzieli i wierzyli w to co mówili. Przez godzinę dali nam trochę praktycznych porad i wskazówek dotyczących analizy wykresów giełdowych. Zapowiada się obiecująco.
Aha, dodam tylko, że stos książek, które muszę oraz chcę przeczytać rośnie jak liczby w ciągu Fibonacciego...

3 Comments:
wiesz ile w moim departamencie widnieje książek na liście? do tej pory..... "tylko" 22. na ten semestr. wszystkie po 300 stron. no cóż....
Z kolei to co ja muszę przeczytać nie rośnie jak ciąg Fibonacciego. Ja dostałęm na dzień dobry taką górę, że już nie musi rosnąć. Góra ta ma także ciekawą właściwość, a mianowićie co jakiś czas sporadycznie mnoży się razy 2. Już planuję zakup nowych, mocniejszych okularów. (w Pon dochodzą mi dwa nowe przedmioty.... Zgroza, jak tak dalej pójdzie to magiczna Sumeryjska liczba 60 stanie się faktem).
Mi też górka rośnie. Dodam, że angielska, trudniej się ja pokonuje. Poza tym jak zmaleje, to sam usypię nową;]
Prześlij komentarz
<< Home