Dzień 17 - poniedziałek [The Bright Side]
Wieczór był milszy - może Bóg chciał mi wynagrodzić trudy całego dnia?
Zauważyłem idące z siatkami koleżanki z 1 piętra. Po automatycznym już "Howareyou?", "I'mfine How are you?" okazało się, że Lousie będzie dziś robić chleb dla vegan (od dziś bowiem jest veganką). Zapytała, czy ja też chcę...
Wieczorem zaczęliśmy zagniatać ciasto - właściwie nie było ono szczególnie wyszukane. Nie miało jednynie żadnego nabiału (zamiast masła była margaryna). Samo zagniatanie wymagało więcej wysiłku niż sądziłem, bo ciasto było dość gęste. Zostawiliśmy je na 1,5h, żeby urosło.
Była 22, kiedywróciłem do kuchni nr 216. Okazało się, że dziewczyny już wstawiły je do piekarnika. Porozmaialiśmy kwadrans i chleb był gotowy. To, co wyciągnęliśmy z pierkarnika przeszło moje najśmielsze oczekiwania: złocista i chrupiąca skorupka pełnoziarnistego chleba skrywała w środku miękki i smaczny miąsz [miąższ? Staszek pomocy, nawet Internet nie zna odpowiedzi...]. Posmarowany margaryną był chyba nawet lepszy niż mój ulubiony chleb orkiszowy. Lepszy - bo własny. W przypływie euforii rozkroiliśmy kilka bułeczek na małe kawałki, posmarowaliśmy margaryną i ułożyliśmy na talerzu.W Bradley Hall rozpoczęła się degustacja...Typowa reakacja napotkanych osób przebiegała wg. następującego 7-stopniowego schematu:
1. Pełne zdziwienia oczy i mina mówiąca: "Czy wy jesteście normalni?"
1a. Szukanie wymówek w stylu: "Nie jestem głodny", "Właśnie jadłem pizzę"...
2. Niechętne sięgnięcie po najmniejszy kawałek,
3. Chwila ciszy podczas przeżuwania,
4. Przeobrażenie niezupełne - "Actually, it's good",
5. Moment, kiedy impulsy smakowe dochodzą do mózgu,
6. Przeobrażenie zupełne - "It's damned good! Can I have one more?"
7. Pełne zdziwienia oczy i pytanie: "You really made it yourself???"
Na koniec wróciliśmy do kuchni i zjedliśmy resztę chleba z francuskim masłem. Uczta była kompletna.
Zauważyłem idące z siatkami koleżanki z 1 piętra. Po automatycznym już "Howareyou?", "I'mfine How are you?" okazało się, że Lousie będzie dziś robić chleb dla vegan (od dziś bowiem jest veganką). Zapytała, czy ja też chcę...
Wieczorem zaczęliśmy zagniatać ciasto - właściwie nie było ono szczególnie wyszukane. Nie miało jednynie żadnego nabiału (zamiast masła była margaryna). Samo zagniatanie wymagało więcej wysiłku niż sądziłem, bo ciasto było dość gęste. Zostawiliśmy je na 1,5h, żeby urosło.
Była 22, kiedywróciłem do kuchni nr 216. Okazało się, że dziewczyny już wstawiły je do piekarnika. Porozmaialiśmy kwadrans i chleb był gotowy. To, co wyciągnęliśmy z pierkarnika przeszło moje najśmielsze oczekiwania: złocista i chrupiąca skorupka pełnoziarnistego chleba skrywała w środku miękki i smaczny miąsz [miąższ? Staszek pomocy, nawet Internet nie zna odpowiedzi...]. Posmarowany margaryną był chyba nawet lepszy niż mój ulubiony chleb orkiszowy. Lepszy - bo własny. W przypływie euforii rozkroiliśmy kilka bułeczek na małe kawałki, posmarowaliśmy margaryną i ułożyliśmy na talerzu.W Bradley Hall rozpoczęła się degustacja...Typowa reakacja napotkanych osób przebiegała wg. następującego 7-stopniowego schematu:
1. Pełne zdziwienia oczy i mina mówiąca: "Czy wy jesteście normalni?"
1a. Szukanie wymówek w stylu: "Nie jestem głodny", "Właśnie jadłem pizzę"...
2. Niechętne sięgnięcie po najmniejszy kawałek,
3. Chwila ciszy podczas przeżuwania,
4. Przeobrażenie niezupełne - "Actually, it's good",
5. Moment, kiedy impulsy smakowe dochodzą do mózgu,
6. Przeobrażenie zupełne - "It's damned good! Can I have one more?"
7. Pełne zdziwienia oczy i pytanie: "You really made it yourself???"
Na koniec wróciliśmy do kuchni i zjedliśmy resztę chleba z francuskim masłem. Uczta była kompletna.

0 Comments:
Prześlij komentarz
<< Home