The Conquest of England

Relacje z frontu na Wyspach.

Nazwa:
Lokalizacja: Poland

poniedziałek, października 09, 2006

Dzień 15 - sobota

Rano, trochę niewyspany, ruszyłem w dół wzgórza do uniwersytetu po bilet na Freshers' Ball. Niestety zastałem tylko kartkę z napisem "Sold out". Co bardziej frustrujące, okazało się, że wieczorem można jeszcze było dostać bilety. Jeszcze później okazało się, że zawsze trzymają mała rezerwe do sprzedaży bezpośrednio przed imprezą. Ale z większość relacji wysnuwał się obraz "Nic specjalnego". Może to i dobrze, że mnie tam nie było - nie ma teraz czego żałować.

Gdybym chciał poświęcić w opisie poszczególnym zajęciom w ciągu dnia proporcjonalną ilość miejsca, to teraz musiałbym napisać: czytałem czytałem czytałem czytałem czytałem czytałem czytałem czytałem czytałem czytałem czytałem czytałem czytałem czytałem czytałem czytałem czytałem czytałem czytałem czytałem czytałem czytałem czytałem czytałem czytałem czytałem czytałem czytałem czytałem czytałem czytałem czytałem czytałem czytałem czytałem czytałem czytałem czytałem czytałem czytałem czytałem czytałem czytałem czytałem czytałem czytałem czytałem czytałem czytałem czytałem czytałem czytałem czytałem czytałem czytałem czytałem czytałem czytałem czytałem czytałem czytałem czytałem czytałem czytałem czytałem czytałem czytałem czytałem czytałem czytałem czytałem czytałem czytałem czytałem czytałem czytałem czytałem czytałem czytałem czytałem czytałem czytałem czytałem czytałem czytałem czytałem czytałem czytałem. Dlatego nie będę tak więcej robił.

Późnym popołudniem poszliśmy z Joem oczekiwać wszystkich tych, którzy mieli się pojawić na robieniu naleśników. Joe nie jest zbyt dobry w zarządzaniu czasem - staliśmy przez pół godziny przed głównym wejściem i przyszła tylko 1 osoba. Kilka innych było już w kuchni...ale po wystaliśmy, to nasze...

-->> ..:://Gdzie kucharek 7\\::..

Potem skusiłem się jeszcze na partię w Worms 2, ale z przyczyn czysto towarzyskich. Wiadomo przecież, że nic tak nie łączy młodych ludzi jak wspólna gra na jednym komputerze.

Dzień zakończyłem 60 pompkami. Słowa Staszka mnie zawsze jakoś magicznie mobilizują...