Dzień 4 - wtorek
Rano przeszedłem się do Magna Carta Memorial, które wyglądało jak mała grecka kapliczka. W drodze towarzyszyły mi króliki i wschodzące słońce.
Po godzinie wróciłem i zjadłem owsiankę. Mleko było niedobre, chyba dlatego że z Tesco (MG: to dlatego, że Wojtek zapomniał już z lekcji angielskiego, co znaczy skimmed i whole milk. Pił pełnotłuste mleko i się dziwi...)
O 10 w Computer Centre było Krótkie Wprowadzenie do Oczywistości, a potem Kolejna Przygoda z Komputerem, która trwała przeszło godzinę. W końcu okazało się, że właściwie nic nie trzeba zmieniać i wszystko jest dobrze.
Chodząc po terenie uczelni w ten śłoneczny dzień zacząłem odczuwać coś na kształt ducha studenckiego...przestałem się obawiać pracy, nowych ludzi i innych rzeczy. Może się zadomawiam (MG: Thanks, Staszek)...
Tuż po 14 odbyła się prezentacja klubów sztuk walki - Judo, Ninjitsu i Karate. Rozmawiałem z każdą sekcją, ale wystarczyło popatrzeć na 5 minut treningu, żeby podjąć decyzję. Będę ćwiczył karate.
O 14:45 widziałem się z Personal Tutorem - nazywa się Ron i narzeka, że ma mało czasu na sport. Poza tym powiedział, że mówię po angielsku na tyle dobrze, że nie potrzebuję dodatkowych kursów (MG: to samo powiedziała Wojtkowi jedna Angielka i 2 Francuzki. Może coś w tym jest?).
Postanowiłem wybrać się "do miasta". Po drodze spotkałem dziewczynę z 2 roku z Trynidadu i Tobago (ale od kilku lat jest już w Anglii) oraz świeżo przybyłą dziewczynę z Tajwanu. Razem z tą drugą zrobiliśmy zakupy w Tesco, błądząc między półkami w poszukiwaniu oleju do sałatek, ryżu i soli.
Przybyłem do pokoju i chciałem się wreszcie zabrać za upragnione naleśniki. Niestety okazało się, że brakuje mi mleka, bo zapomniałem, że całe wypiłem rano...pobiegłem do Spar'a i opróczy mleka kupiłem jeszcze deser czekoladowy Danona. Pudełko posłuzyło mi za standardową "szklankę" do odmierzania mąki i mleka.
O 20 poszliśmy z sąsiadami do pubu The Monkeys Forehead. Wziąłem ze soba 2 kupony na darmowy trunek, więc "postawiłem" jedno piwo Jamesowi. Cieszył się.
Przez cały wieczór mój listetning Skill był wystawiony na ciężką próbę: szum kibiców przez telewizowem, muzyka na żywo i angielski po jednym piwie...mimo to odniosłem wrażenie, że po dwóch godzinach rozumiałem jakby ciut więcej...a może to piwo dosłownie rozwiązało im języki?
Wróciłem razem z Jamesem do campusu. On był bardzo głodny, więc zamówiliśmy jeszcze pizzę i pogawędziliśmy jeszcze trochę.
Tyle.
Po godzinie wróciłem i zjadłem owsiankę. Mleko było niedobre, chyba dlatego że z Tesco (MG: to dlatego, że Wojtek zapomniał już z lekcji angielskiego, co znaczy skimmed i whole milk. Pił pełnotłuste mleko i się dziwi...)
O 10 w Computer Centre było Krótkie Wprowadzenie do Oczywistości, a potem Kolejna Przygoda z Komputerem, która trwała przeszło godzinę. W końcu okazało się, że właściwie nic nie trzeba zmieniać i wszystko jest dobrze.
Chodząc po terenie uczelni w ten śłoneczny dzień zacząłem odczuwać coś na kształt ducha studenckiego...przestałem się obawiać pracy, nowych ludzi i innych rzeczy. Może się zadomawiam (MG: Thanks, Staszek)...
Tuż po 14 odbyła się prezentacja klubów sztuk walki - Judo, Ninjitsu i Karate. Rozmawiałem z każdą sekcją, ale wystarczyło popatrzeć na 5 minut treningu, żeby podjąć decyzję. Będę ćwiczył karate.
O 14:45 widziałem się z Personal Tutorem - nazywa się Ron i narzeka, że ma mało czasu na sport. Poza tym powiedział, że mówię po angielsku na tyle dobrze, że nie potrzebuję dodatkowych kursów (MG: to samo powiedziała Wojtkowi jedna Angielka i 2 Francuzki. Może coś w tym jest?).
Postanowiłem wybrać się "do miasta". Po drodze spotkałem dziewczynę z 2 roku z Trynidadu i Tobago (ale od kilku lat jest już w Anglii) oraz świeżo przybyłą dziewczynę z Tajwanu. Razem z tą drugą zrobiliśmy zakupy w Tesco, błądząc między półkami w poszukiwaniu oleju do sałatek, ryżu i soli.
Przybyłem do pokoju i chciałem się wreszcie zabrać za upragnione naleśniki. Niestety okazało się, że brakuje mi mleka, bo zapomniałem, że całe wypiłem rano...pobiegłem do Spar'a i opróczy mleka kupiłem jeszcze deser czekoladowy Danona. Pudełko posłuzyło mi za standardową "szklankę" do odmierzania mąki i mleka.
..:://Doświadcznie 1:Obiad\\::..
O 20 poszliśmy z sąsiadami do pubu The Monkeys Forehead. Wziąłem ze soba 2 kupony na darmowy trunek, więc "postawiłem" jedno piwo Jamesowi. Cieszył się.
Przez cały wieczór mój listetning Skill był wystawiony na ciężką próbę: szum kibiców przez telewizowem, muzyka na żywo i angielski po jednym piwie...mimo to odniosłem wrażenie, że po dwóch godzinach rozumiałem jakby ciut więcej...a może to piwo dosłownie rozwiązało im języki?
Wróciłem razem z Jamesem do campusu. On był bardzo głodny, więc zamówiliśmy jeszcze pizzę i pogawędziliśmy jeszcze trochę.
Tyle.

9 Comments:
"Zadomawiam". A jeśli chodzi o angielszczyznę, to chciałbym zakomunikować, że kiedy wrócisz, dozwolonymi językami w rozmowie będą polski i niemiecki. :>
Mleko z Tesco nie jest takie zle, poza tym ze nie ma smaku mleka. Ale wydaje mi sie, ze 'whole' ma najwiecej smaku, a reszta jest rozcienczana woda...
kup sobie mikser to nie będziesz miał grudek w cieście naleśnikowym :P
a poza tym lepiej 2 jajka szkl mleka i szkl mąki :)
no i 3mam kciuki!!
z czasem nauczysz się gotować a z resztą na pewno juz teraz sobie radzisz :)
skończ z tą kryptoreklamą Tesco;)
i jeszcze hiszpański...jest szansa, że do tego czasu będę już coś umiała:)
nie no to ja proponuje jeszcze francuski, ale żadnego ang :P
Kochani, a nie przyszło wam do łowy że ja op 3 miesiącach będę miał DOSYĆ angielskiego?:) Może jako manifestacje rytualnie podrę kartkę z napisem "Merry Christmas"?
Kochani, a nie przyszło wam do łowy że ja op 3 miesiącach będę miał DOSYĆ angielskiego?:) Może jako manifestacje rytualnie podrę kartkę z napisem "Merry Christmas"?
ze mna tylko po włosku lub hiszpansku :P
a w ogóle to zaczynam sie obawiac tego Tesco...
Espaniol? A si, si:) Me gusto espaniol. Me estudio espaniol tambien:)
Prześlij komentarz
<< Home