Odejście
Odejście
sobie
Góry i lasy będą
Nie te same chociaż wciąż te same
Gdziekolwiek pójdziesz pozostawisz za sobą
Szary ślad przeszłości w śniegu nowej drogi
Ostatni uścisk i tęskne spojrzenie
Będą towarzyszyć Ci w drodze
Przeszłości ciężkie brzemię
I brudny okruch prawdziwej pamięci
Kiedy przyjdzie już Czas
Zrozumiesz w końcu jak bardzo chcesz pozostać
Ale pójdziesz jednak pójdziesz
W to najspokojniejsze z miejsc
Biały świt oblepi Cię
Wejdziesz w jasność nowego dnia
Mrużąc oczy
Za sobą pozostawisz w szarej mgle
Swoją małą wielką Ojczyznę
Przecież nie masz wyboru
__________________________________________
wigilia wyjazdu
sobie
Góry i lasy będą
Nie te same chociaż wciąż te same
Gdziekolwiek pójdziesz pozostawisz za sobą
Szary ślad przeszłości w śniegu nowej drogi
Ostatni uścisk i tęskne spojrzenie
Będą towarzyszyć Ci w drodze
Przeszłości ciężkie brzemię
I brudny okruch prawdziwej pamięci
Kiedy przyjdzie już Czas
Zrozumiesz w końcu jak bardzo chcesz pozostać
Ale pójdziesz jednak pójdziesz
W to najspokojniejsze z miejsc
Biały świt oblepi Cię
Wejdziesz w jasność nowego dnia
Mrużąc oczy
Za sobą pozostawisz w szarej mgle
Swoją małą wielką Ojczyznę
Przecież nie masz wyboru
__________________________________________
wigilia wyjazdu

7 Comments:
Ehhm... ja tam się nie znam ale wydaje mi się że autor nie miał na myśli wyjazdu do Anglii.
Informuje wszystkich zainteresowanych że wkrótce nasz Conquester wyleci ze studiów ;-) na AE ^^ (no chyba że będzie przyjeżdzał do Polski na kolokwia).
A pozatym nie dramatyzuj... popatrz sobie na nasz kaczgoverment i od razu zachce ci się wyjeżdzać ;-)
A z tym białym blaskiem to też troche przesadziłeś - nie słyszałem nic o planowanych zamachach terorystycznych na LOT.
Chyba że... Wojtku - będę musiał naskarżyć o Tobie odpowiednim służba.
ładne :)
hyh potwierdzam zeznania Abdelka... grozi Ci wylot z AE :P:P
i poleciał... qrcze a miało być tak pięknie... najpierw z Mysłowic do Poznania taki pojedzie, a teraz jeszcze dalej.. miejmy nadzieje że będzie znów kiedyś tutaj :)
Na życzenie poety spróbuję małej wiwisekcji. Pierwsza w nocy to wszek doskonała pora, by się do tego zabrać; lepszej nie będzie.
Przede wszystkim trzeba by pewnie zauważyć, że konwencja, którą wybrał Wojtek, pozwala się skryć za zasłoną. Trochę jak z Panem Cogito u Herberta: nigdy do końca nie wiadomo, na ile podmiot liryczny (wybaczcie złowrogo brzmiącą nomenklaturę techniczną, ale jakoś tego pana nazwać trzeba. Dla skrótu będę go dalej nazywał peelem) może zostać utożsamiony z autorem. A tu mamy dodatkowy galimatias, ponieważ ani nadawca, ani odbiorca tekstu, choć pozornie widoczni na pierwszy rzut oka, nie są wcale jednoznaczni. Barańczak pewnie by powiedział, że kluczem jest określenie, czy wiersz należy do liryki bezpośredniej, liryki maski, czy liryki roli. (Krawczyk dołożyłby do tego może pytanie, czy liryka bezpośrednia jest w ogóle możliwa...).
Żeby nie przedłużać bez potrzeby i sensu, krótko podsumuję: nie przypuszczam, by Wojtek pisał ten wiersz po zażyciu Veritaserum. Więc niniejsza wiwisekcja może mieć charakter bardziej literacki niż, hmm, medyczny.
Niemniej nie zgadzam się ze zdaniem wypowiadanym przez niektórych hermeneutów, iż przed interpretacją tekstu należałoby zastrzelić jego autora. (Zresztą z tej odległości to by mogło nie być łatwe). Skoro wiersz powstał w przeddzień wyjazdu na studia do Anglii, a to raczej nie jest to samo co biketrip do Puszczykowa, to trudno patrzeć na utwór w oderwaniu od okoliczności jego powstania. "Czasami człowiek musi, inaczej się udusi" -- za siebie mogę powiedzieć tyle, że do pisania wierszy (bardzo zresztą nielicznych) skłaniają mnie właśnie ważne wydarzenia. Siadam nad kartką i piszę, przelewam na papier to, co mi w duszy gra. W mniej lub bardziej bezpośredni i mniej lub bardziej jednoznaczny sposób.
Ale dość tych rozważań. Przenieśmy się wzrokiem do tekstu, zamiast gadać o niczym. (Może jednak pierwsza w nocy to nie do końca najlepsza pora?).
Ponieważ przypadkiem wiem, że autorowi przeczytała się książka Barańczaka o Herbercie i że Herbert mu ogólnie nieobojętny (zresztą Herbert w ogóle ze wszech miar zasługuje na nieobojętność), a i fraza z kształtu jakby herbertowska -- pójdę tropem tej lektury.
Osią wiersza jest dla mnie przeciwstawienie "przeszłości" i "nowej drogi", "Ojczyzny" i "nowego dnia". Myślę, że Polska i Anglia to dobre desygnaty tych przenośni i że dalszych szukać (przynajmniej na razie) nie trzeba. (Choć "najspokojniejsze z miejsc" nie do końca mi do tego pasuje -- ale o tem potem). Zastanówmy się nad kolorystyką związaną z obydwoma tymi obszarami. Z jednej strony mamy "szary ślad przeszłości", "brudny okruch pamięci", "szarą mgłę". Ojczyzna. Z drugiej -- "śnieg", "biały świt", "jasność nowego dnia". Tam. Co to może oznaczać?
U Herberta, jak pisze Barańczak, szarość jest znakiem realności, rzeczywistości prawdziwej przez swoją niedoskonałość. Z kolei biel symbolizuje perfekcję i abstrakcję, niedosiężną dla człowieka -- choć często będącą przedmiotem dążeń.
Jak to odnieść do obu krajów? Polskę nasz podmiot liryczny już poznał. Tu żyje (żył), zna jej blaski i cienie. Natomiast nowy (wspaniały?) świat Anglii jest ziemią nieznaną. Biały świt oślepia, zmusza do zmrużenia oczu -- a zatem dopiero z czasem, gdy wzrok przyzwyczai się już do nowego światła, przedmiot myśli i wyobrażeń przerodzić się może w rzeczywistość. Może wtedy się okaże, iż tamta biel (biel Albionu!) również zamieni się w końcu w szarość. Świat, o którym się tylko myślało (z zachwytem lub trwogą), stanie się światem, w którym się żyje. Tak jakby wejść na Olimp i zobaczyć Hermesa z Herkulesem żłopiących piwo. (Wrażliwych przepraszam za metaforę). Co może być zaskoczeniem... Ale cóż piękniejszego nad wspólne pożłopanie z Hermesem i Herkulesem? (to naprawdę metafora, jestem abstynentem).
W tym wszystkim jednak (żarty na bok) ojczyzna pozostaje Ojczyzną. Może warto tutaj przywołać Herbertowskie "Rozważania o problemie narodu":
"więc na koniec w formie testamentu
żeby wiadome było:
buntowałem się
ale sądzę że ten okrwawiony węzeł
powinien być ostatnim jaki
wyzwalający się
potarga".
Albo równie piękną "Odpowiedź":
"Helleńska rzymska średniowieczna
Indyjska elżbietańska włoska
Francuska nade wszystko chyba
Trochę weimarska i wersalska
Tyle dźwigamy naszych ojczyzn
Na jednym grzbiecie jednej ziemi
Lecz ta jedyna której strzeże
Liczba najbardziej pojedyncza
Jest tutaj gdzie cię wdepczą w grunt
Lub szpadlem który hardo dzwoni
Tęsknocie zrobią spory dół".
Dziś może nikt już nas nie wdeptuje w grunt, nikt nie kołysze szybkostrzelnej śmierci. Ale jedna rzecz się nie zmienia: czy Polska jest moją, twoją, naszą ojczyzną p o m i m o tego, że może w niej być ciężko, szaro, brudno? Nie -- jest nią w ł a ś n i e d l a t e g o. Mała i wielka zarazem. Jej wielkość tkwi w małości. Moc w słabości się doskonali...
Zastanawiam się tylko nad jedną sprawą. Czy nie jest tak, że gdy już Albion poszarzeje, to Polska z kolei zacznie się stawać biała.
* * *
Dwie rzeczy budzą moje największe wątpliwości. Pierwsza: "najspokojniejsze z miejsc". Nie pasuje mi to do Anglii. Chyba że spokój ma wynikać z tego, iż decyzja została już nie tylko podjęta, ale i przypieczętowana -- wyjazdem. Sapkowski: "Coś się kończy, coś się zaczyna". (Wrażliwych przepraszam za cytat z ikony popkultury).
Druga: "przecież nie masz wyboru". Chyba że to ma znaczyć: t e r a z już nie masz. Bo już go przecież dokonałeś.
Ale mniejsza o to wszystko. Niech Ci jedynie Polska zbyt szybko nie bieleje.
Mi tez sie wydaje ze ta "szara" Ojczyzna ma jednak znaczenie pozytywne...a to najspokojniejsze z miejsc to jakby Wojtek o smierci pisal...
Prześlij komentarz
<< Home