Kręć z Wojtkiem
Drodzy Czytelnicy! Dzisiejszym odcinku Praktycznych Porad Wujka Wojtka dowiemy się, jak skutecznie i w zgodzie z najświeższymi trendami skręcać papierosy.
Będą nam potrzebne:
- trochę tytoniu
- specjalne małe filtry
- bibułka
Na początku wyjmujemy wszystkie elementy na stół, koniecznie marką w stronę rozmówców. Wskazane jest chwilę poczekać, by mieć pewność, że zauważyli nasz markowy gatunek. Później kładziemy bibułkę przed sobą i nakładamy tytoń. Trzeba tu pamiętać o tym, by nie nałożyć za dużo, bo rozsypanie ziela równa się całkowitej kompromitacji. Nalezy tego unikać za wszelką cenę. Następnie wyjmujemy z paczuszki filtr i układamy go na jednym z końców, po czym przystępujemy do skęcania. Najlepiej jest uczynić to klikoma dyskretnymi ruchami - im sprawniej nam to pójdzie, tym lepiej o nas to świadczy. Wielkie wrażenie robi też skręcanie papierosa ze wzrokiem utkwionym gdzieś w przestrzeń, jak gdyby nasz ruch był tak naturalny, jak kiwnięcie palcem.
Pamiętajmy, żeby zostawić około centymetr bibułki odstającej. Następnie zdecydowanym ruchem zwilżamy poostawioną część papierka i dokańczamy delikatnym przyciśnięciem po obu stronach. Należy tu jednak zwrócić uwagę na 2 rzeczy. Po pierwsze, nie można zwilżyć bibułki za słabo - jeśli papieros rozpadnie się, jesteśmy skończeni towarzysko. Należy jednak unikać też nadmiernego ślinienia., bo to może doprowadzić do zniekształcenia skręta, co daje o nas bardzo negatywne wrażenie. Zrobimy furorę, jeśli z naszego skręta tytoń będzie wystawać, ale nie wypadać. Upodabnia nas to do palaczy prawdziwych skrętów i ziela, przez co niepomiernie rośniemy w oczach towarzystwa, a przecież o to nam chodzi.
W procesie spalania nalezy wyróżnić 2 fazy - początek i koniec. Na początku, dla uzyskania większego efektu, warto patrzeć przed siebie, a nie skupiać się na papierosie. Na końcu natomiast, kiedy pozostał nam właściwie sam filtr, warto zgaszonego papierosa jeszcze raz podpalić i natychmiast wyrzucić za siebie. Taka pozorna nonszalancja jest oznaką ukrytej klasy i obycia palacza.
Na koniec warto dodać, że popiół i niedopałki dobrze zrzucać w jedno miejsce. Wtedy po 2-3 godzinach uzyskujemy pokaźny stosik. Wtedy należy zablefować i z udawanym zakoczeniem powiedzieć: "O rany! To całe ja wypaliłem?!". Stwierdzenie to podświadomie wywołuje ważny efekt - pokazuje wszystkim, jak dużo możemy wytrzymać jednego wieczoru, co bezpośrednio przekłada się na nasz społeczny wizerunek.
Podobno najlepsi potrafią wszystko to zrobić jedną ręką. Taka biegłość wymaga jednak wielu lat ćwiczeń.
To już wszystko na dziś! Wujek Wojtek życzy wam powodzenia i wytrwałości w skręcaniu!
--------------------
Based on: czwartkowonocne niebezpośrednie doświadczenie w pubie.
Będą nam potrzebne:
- trochę tytoniu
- specjalne małe filtry
- bibułka
Na początku wyjmujemy wszystkie elementy na stół, koniecznie marką w stronę rozmówców. Wskazane jest chwilę poczekać, by mieć pewność, że zauważyli nasz markowy gatunek. Później kładziemy bibułkę przed sobą i nakładamy tytoń. Trzeba tu pamiętać o tym, by nie nałożyć za dużo, bo rozsypanie ziela równa się całkowitej kompromitacji. Nalezy tego unikać za wszelką cenę. Następnie wyjmujemy z paczuszki filtr i układamy go na jednym z końców, po czym przystępujemy do skęcania. Najlepiej jest uczynić to klikoma dyskretnymi ruchami - im sprawniej nam to pójdzie, tym lepiej o nas to świadczy. Wielkie wrażenie robi też skręcanie papierosa ze wzrokiem utkwionym gdzieś w przestrzeń, jak gdyby nasz ruch był tak naturalny, jak kiwnięcie palcem.
Pamiętajmy, żeby zostawić około centymetr bibułki odstającej. Następnie zdecydowanym ruchem zwilżamy poostawioną część papierka i dokańczamy delikatnym przyciśnięciem po obu stronach. Należy tu jednak zwrócić uwagę na 2 rzeczy. Po pierwsze, nie można zwilżyć bibułki za słabo - jeśli papieros rozpadnie się, jesteśmy skończeni towarzysko. Należy jednak unikać też nadmiernego ślinienia., bo to może doprowadzić do zniekształcenia skręta, co daje o nas bardzo negatywne wrażenie. Zrobimy furorę, jeśli z naszego skręta tytoń będzie wystawać, ale nie wypadać. Upodabnia nas to do palaczy prawdziwych skrętów i ziela, przez co niepomiernie rośniemy w oczach towarzystwa, a przecież o to nam chodzi.
W procesie spalania nalezy wyróżnić 2 fazy - początek i koniec. Na początku, dla uzyskania większego efektu, warto patrzeć przed siebie, a nie skupiać się na papierosie. Na końcu natomiast, kiedy pozostał nam właściwie sam filtr, warto zgaszonego papierosa jeszcze raz podpalić i natychmiast wyrzucić za siebie. Taka pozorna nonszalancja jest oznaką ukrytej klasy i obycia palacza.
Na koniec warto dodać, że popiół i niedopałki dobrze zrzucać w jedno miejsce. Wtedy po 2-3 godzinach uzyskujemy pokaźny stosik. Wtedy należy zablefować i z udawanym zakoczeniem powiedzieć: "O rany! To całe ja wypaliłem?!". Stwierdzenie to podświadomie wywołuje ważny efekt - pokazuje wszystkim, jak dużo możemy wytrzymać jednego wieczoru, co bezpośrednio przekłada się na nasz społeczny wizerunek.
Podobno najlepsi potrafią wszystko to zrobić jedną ręką. Taka biegłość wymaga jednak wielu lat ćwiczeń.
To już wszystko na dziś! Wujek Wojtek życzy wam powodzenia i wytrwałości w skręcaniu!
--------------------
Based on: czwartkowonocne niebezpośrednie doświadczenie w pubie.

4 Comments:
Dobrze, że dodałeś "niebezpośrednie", bo już się zacząłem bać... Piwo, papierosy, dziewczynki -- co jeszcze? ;))
Opuszczanie wykłądów z matematyki;]
błagam cie tylko nie zalewajcie tej kupki mieszanina Blue Curacao i ginu, bo wychodzą smieszne mazy które potem cięzko usunąc ze wspólnego stolu.... ale za to ile przy tym zabawy! zwłaszcza podczas wykładu współlokatorów "introduction to drinking games for freshers"
To akurat wydaje się usprawiedliwione. :-D
Prześlij komentarz
<< Home