Królestwo Wiedzy
Pchnąłem wielkie czarne wrota. Wewnątrz dało się wyczuć ciepły zapach pożółkłych stron i woń zapisanej na kartach tysiącletniej wiedzy. W powietrzu brzmiał cichy gwar głosów i delikatne brzęczenie maszyn. Na ścianie pojawiały się co jakiś czas różne cyfry i litery, zupełnie nie zrozumiałe dla niewtajemniczonych.
- Welcome to the Bedford's Library
powiedział jakiś kobiecy głos. Była to jedna ze Protektorek Wiedzy. Jednolite, matowe ubranie wskazywało dystans, jaki ma do świata materialnego, przebywając zapewne w bezczasowej i nieskończonej Krainie Wiedzy. Patrzyła na nas, ale jak gdyby poza, w duszy oglądając jeszcze jakiś starożytny pergamin. Spokojnym gestem kazała nam iść naprzód. Po lewej znajdowało się duże pomieszczenie, pełne Maszyn Szukających. Było ich tam kilkadziesiąt.
Wszystkie drzwi były wyciszone - żadnych skrzypiących zawiasów lub luźnych klamek. Schody znajdowały się w odgrodzonym szybie, by odgłos kroków nie zakłócał świętej kontemplacji wiekowej wiedzy.
Poruszaliśmy się po Bibliotece powoli i nabożnie, z czcią przypatrując się zatopionym w nauce Adeptom. Cały gmach był jakby dumnie stojącym świadectwem potęgi ludzkiego umysłu, niezależnej od wszelkich zewnętrznych okoliczności. Istotnie, jakaś niewidoczna bariera odgradzała budynek od wpływu zewnętrznego świata - deszczu, upału czy gwaru ludzkich głosów.
Na piętrze panowała przejmująca cisza. Nikt z nas nie śmiał nawet głośno odetchnąć, by przypadkiem nie zakłócić świętego skupienia i kontemplacji Wiedzy, która poprzez lata praktyk zbliża Adeptów do Absolutu w swojej dziedzinie, czyniąc z nich Czcigodnych Mistrzów. Spokój, który był w tej sali niemal namacalny, pozwalał zapomnieć o swoich problemach i zewnętrznym świecie. Jakaś nieprzeparta chęć kazała zapomnieć o przeszłości i tu i teraz sięgnąć po książkę, by w mistycznym uniesieniu pogłębiać swoją wiedzę.
Na koniec zeszliśmy do podziemia. Rzędy wielkich metalowych wypełniały większość pomieszczenia. Na końcu każdego regału był okrągły zawór, który pomagał dostać się do najbardziej strzeżonej Wiedzy w całej Bibliotece. Słusznie przywoływało to na myśl skojarzenia z sejfem i skarbcem - w istocie czymś takim właśnie było.
Po wyjściu z budynku trudno było ochłonąć. Ogrom informacji jednocześnie przerażał i pociągał, odstraszał i rozpalał wyobraźnię. Tylko jedna dręcząca wizja wciąż wypełniała umysł - ileż trzeba poświęcić, by stać się Mistrzem Wiedzy? Czy wybór tej drogi nie oznacza rezygnacji z własnego życia, z fizycznej rzeczywistości?
- Welcome to the Bedford's Library
powiedział jakiś kobiecy głos. Była to jedna ze Protektorek Wiedzy. Jednolite, matowe ubranie wskazywało dystans, jaki ma do świata materialnego, przebywając zapewne w bezczasowej i nieskończonej Krainie Wiedzy. Patrzyła na nas, ale jak gdyby poza, w duszy oglądając jeszcze jakiś starożytny pergamin. Spokojnym gestem kazała nam iść naprzód. Po lewej znajdowało się duże pomieszczenie, pełne Maszyn Szukających. Było ich tam kilkadziesiąt.
Wszystkie drzwi były wyciszone - żadnych skrzypiących zawiasów lub luźnych klamek. Schody znajdowały się w odgrodzonym szybie, by odgłos kroków nie zakłócał świętej kontemplacji wiekowej wiedzy.
Poruszaliśmy się po Bibliotece powoli i nabożnie, z czcią przypatrując się zatopionym w nauce Adeptom. Cały gmach był jakby dumnie stojącym świadectwem potęgi ludzkiego umysłu, niezależnej od wszelkich zewnętrznych okoliczności. Istotnie, jakaś niewidoczna bariera odgradzała budynek od wpływu zewnętrznego świata - deszczu, upału czy gwaru ludzkich głosów.
Na piętrze panowała przejmująca cisza. Nikt z nas nie śmiał nawet głośno odetchnąć, by przypadkiem nie zakłócić świętego skupienia i kontemplacji Wiedzy, która poprzez lata praktyk zbliża Adeptów do Absolutu w swojej dziedzinie, czyniąc z nich Czcigodnych Mistrzów. Spokój, który był w tej sali niemal namacalny, pozwalał zapomnieć o swoich problemach i zewnętrznym świecie. Jakaś nieprzeparta chęć kazała zapomnieć o przeszłości i tu i teraz sięgnąć po książkę, by w mistycznym uniesieniu pogłębiać swoją wiedzę.
Na koniec zeszliśmy do podziemia. Rzędy wielkich metalowych wypełniały większość pomieszczenia. Na końcu każdego regału był okrągły zawór, który pomagał dostać się do najbardziej strzeżonej Wiedzy w całej Bibliotece. Słusznie przywoływało to na myśl skojarzenia z sejfem i skarbcem - w istocie czymś takim właśnie było.
Po wyjściu z budynku trudno było ochłonąć. Ogrom informacji jednocześnie przerażał i pociągał, odstraszał i rozpalał wyobraźnię. Tylko jedna dręcząca wizja wciąż wypełniała umysł - ileż trzeba poświęcić, by stać się Mistrzem Wiedzy? Czy wybór tej drogi nie oznacza rezygnacji z własnego życia, z fizycznej rzeczywistości?

7 Comments:
I must admit I am not worthy to look at the nails of Your feet fingers!
I am as a roach compared to Elven princes. I say You are THE WRITER and with this title You are awarded.
With great abilities comes great responsibility. Thus endowed with knowlage and talent - use it wisely use it well......
przepraszam za wszelkie błędy "jenzykowe"
As I said before Żeromski też zaczynał od pamiętnika. tylko mu szło o wiele gorzej.
Thank you. Nice to be given a riddle as well. My guess is - Peter?
Wrong.
Staszek.
Wrong again, I'm afraid. Not even once have I written a comment in English there. This one is the first.
Hmm...ten pamiętnik i Żeromski mi się z kimś kojarzy...hmmm...nie no, Piort:)
Prześlij komentarz
<< Home